Do przemyślenia …

            - PIĘKNO I BRZYDOTA. Chodząc ulicami naszego miasta widzę pięknie odrestaurowane kamieniczki i kolorowe domy na osiedlach, ogrody pełne kwiatów i drzew, w których śpiewają ptaki. Ale takie piękne widoki zależą od ludzi, wspólnot mieszkaniowych, a nawet urzędników. Bo widzę też brzydotę. Na ulicy Kazimierza Wielkiego piękną kamieniczkę szpeci rozwalająca się brama, której widok nie przeszkadza lokatorom. O następną parterową posesję chyba nikt nie dba, bo mieszkańcom nie zależy. Jak dodać do tego zarośniętą po pas działkę biznesmena po przeciwnej stronie ulicy, to wspominam czas, kiedy wszyscy wspólnie sprzątali podwórza i klatki schodowe, kosili i upiększali wspólne posesje, choć żadnych wspólnot nie było. Taki zwyczaj pozostał jeszcze w Dąbrówce Wlkp. Tam wieczorem w sobotę zamiatane są gospodarskie obejścia i przyjemnie popatrzeć na ten porządek. Piszę o Dąbrówce, którą mijam na trasie do Zbąszynka i jeżeli są inne wsie takie wysprzątane, to tylko chwalić. Napisałam, że porządek zależy też od urzędników, którzy powinni rozejrzeć się dookoła - przed ratuszem pięknie ukwiecone gazony, ale już słupy ogłoszeniowe z fruwającymi resztkami ogłoszeń, które straciły ważność  bardzo szpecą ulice i urzędy. A jak nas widzą, tak nas piszą. Ale czasami ręce opadają – poprosiłam pracowników koszących trawę przed naszą kamienicą, żeby skrócili gałęzie, które przeszkadzają przy wejściu do domu. Ale okazało się, że to święta własność. Krzewy zasadził sąsiad na gminnym gruncie, sąsiad wyprowadził się, krzewy się rozrosły, przeszkadzają pieszym i zmotoryzowanym, bo zasłaniają wyjazd  z posesji i nie chcę krakać, ale  jak „święta własność” doprowadzi do katastrofy, to kto będzie winny?  Teren wciąż należy do gminy.

            - CIESZY KAŻDA POCHWAŁA. Warunki pobytu na szpitalnych salach i opiekę lekarską chwalą czytelnicy. Ale w każdej beczce miodu jest łyżka dziegciu – bo ten, kto wymyślił te schody na zewnątrz szpitalnego budynku, które muszą pokonać pacjenci o kulach - od piwnicznych gabinetów ortopedów na parter albo piętro, żeby zrobić zdjęcie kończyn i wrócić do piwnicy – ten chyba nie wie, na co skazuje pacjentów gabinetów ortopedycznych. Niech pan prezes weźmie np. kijki (bo nie życzę panu złamania nogi, gipsu i kul) i pokona tę drogę przez mękę. Przeszłam tę drogę w czerwcu i wiem, o czym piszę. Musiałam pytać o kierunek ratowników medycznych, bo nie ma ani jednej strzałki, ani jednej informacji, jak trafić do tych schodów. Ja przeszłam, ale jak mają sobie poradzić pacjenci na wózkach?

            - CENY SZALEJĄ. Za 100 złotych niewiele można kupić. Jak ktoś chce kupić coś taniej, to musi przewertować gazetki reklamowe i naganiać się po marketach. Np. masło od 6,90  – 9,90 zł, cukier od 3,20 – 4,40, coraz droższy chleb, mąka, sery, mleko, o mięsie i wędlinach nie wspomnę… Mogłabym wyliczać, a wymieniłam tylko podstawowe produkty, bez których trudno się obejść. O delikatesowych nawet nie wspominam, bo kto ma pieniądze, ten kupi czarny czy czerwony kawior bez względu na cenę. Nie podaję nazw marketów, bo ceny zmieniają się jak w kalejdoskopie i trzeba się nabiegać, żeby zaoszczędzić. Sezonowo w truskawkach można też wybierać, bo ceny bardzo zróżnicowane. Opowiadała mi koleżanka, że kupowała truskawki koło sądu i właściciel zamiast wydać resztę, wyjął jej z reklamówki JEDNĄ truskawkę! W ramach wyrównania ceny z wydanym towarem. Kiedyś dodawano kilka owoców, bo może trafić się zepsuty, ale to było kiedyś. Ja najczęściej kupuję truskawki koło NETTO , bo są pyszne, słodkie, w tekturowych pojemnikach, sprzedający sympatyczni, a trzeba delektować się smakiem, zapachem i kolorem tych wiosennych owoców, bo sezon truskawkowy jest bardzo krótki.

            - A TU LATO, SŁOŃCE, WAKACJE.  W związku z sezonem turystycznym dzwonią do mnie podróżnicy z różnych stron kraju (bo Powiatowa jest w Internecie), którzy chcą poznać piękną Ziemię Międzyrzecką i pytają, gdzie mogą kupić pamiątki promujące nasze miasto i powiat? A ja nie bardzo wiem, co im odpowiedzieć, bo w soboty i niedziele wszystko zamknięte. W pszczewskim Domu Szewca można np. kupić dwa rodzaje magnesów i dostać informatory promujące gminę. Chciałabym mieć taki magnes z nietoperzem albo symbolem powiatu. Ale dosyć narzekań, tyle dookoła trudnych spraw i problemów, a my - bądźmy dla siebie dobrzy. Serdeczność i dobre słowo jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Wiele razy się o tym przekonałam.

 Izabela Stopyra

redaktor naczelna

 

 

 

 Wielka scena

 

W życiu jak w teatrze

rolę swoją grasz

wygłaszasz monolog

oczekujesz braw

 

w życiu jak w teatrze

musisz mieć suflera

gdy potkniesz się czasem

przy nim się pozbierasz

 

życie to jest scena

z którą wciąż się mierzysz

niech ci biją brawo

widzowie

nie klakierzy.

 

Halina Relich

 

Pamięć o pionierach w Skwierzynie

 

6 czerwca w Skwierzynie odbyła się uroczystość poświęcona 77. rocznicy przyjazdu na te tereny pierwszych przesiedleńców z Kresów Wschodnich. Obchody rocznicy rozpoczęła msza święta, odprawiona w Sanktuarium Matki Boskiej Klewańskiej przez proboszcza ks. Kazimierza Małżeńskiego CM. Po zakończeniu nabożeństwa przedstawiciele Kresowiaków, władz samorządowych, pocztów sztandarowych oraz zaproszeni goście udali się pod tablicę pamiątkową Hołdu Przesiedleńcom z Kresów, usadowionej w 2005 roku przy kościele.

Po okolicznościowych przemówieniach burmistrza Lesława Hołowni i przewodniczącego Rady Miejskiej Zygmunta Kadłubiskiego, delegacje złożyły przy tablicy wiązanki kwiatów.

Zakończenie obchodów odbyło się w sali narad skwierzyńskiego ratusza, gdzie przy kawie i słodkościach wspominano trudne, ale i radosne czasy budowy polskiej społeczności w Skwierzynie i okolicy.

 

Tak wspominała swój przyjazd do Skwierzyny Rozalia Kujawiak

 

Przez Zbąszynek i Krzyż dojechaliśmy 6 czerwca 1945 roku do Skwierzyny. Były zorganizowane furmanki i ludzi rozwozili po okolicznych wioskach. Rodziny z naszego transportu osiedliły się w Trzebiszewie, Chełmsku, Murzynowie i Przytocznej. Moja rodzina zamieszkała w Skwierzynie w domu przy ulicy Ornej, tak zwanej Kasztanówce. W tym domu z jednej strony mieszkała nasza babcia i ciocia, z drugiej my. Gdy przyjechał transport z Grodna, to dokwaterowali nam jeszcze jedną rodzinę do pokoju na piętrze.

Skwierzyna w tym czasie wyglądała okropnie, domy popalone i zburzone, najgorzej było wokół rynku. Jak się osiedliliśmy, to w mieście jeszcze stacjonowało wojsko sowieckie. Trzeba było na nich uważać, bo robili, co chcieli. Nieraz słyszałam, jak napastują dwie niemieckie kobiety, które mieszkały w domu obok naszego. One w nocy bardzo krzyczały, ale kto im mógł pomóc? Żołnierze bez powodu podpalali budynki. Widziałam, jak spalili duży blok mieszkalny koło głównej krzyżówki. Pamiętam też, jak wojsko radzieckie przygnało na rynek w Skwierzynie wielkie stado bydła i owiec, później te zwierzęta pognali dalej na wschód. W drugiej połowie czerwca Rosjanie wysiedlili też miejscowych Niemców, zebrali ich w jedną grupę i popędzili za Odrę.

 

Pamięć o pionierach jest ważnym elementem tożsamości narodowej. To dobrze, że samorządy i lokalne społeczności, a przede wszystkim młodzież, biorą udział w tych uroczystościach i kultywują pamięć o przodkach.

 

Andrzej Chmielewski

 

Fragment wspomnień z książki autora ”Z Polską w sercu – wspomnienia skwierzyńskich pionierów”

Foto: Skwierzyński Ośrodek Kultury



 

Historia pioniera – osadnika wojskowego

Osadnik wojskowy Jerzy Zatryb otrzymał z Państwowego Urzędu Repatriacyjnego w Bydgoszczy ORZECZENIE , które służyło za podstawę do osiedlenia na gospodarstwie rolnym w Polsce lub na terenach nowo odzyskanych, ponieważ  pozostawił w Huszczycach majątek nieruchomy - 8,8442 ha ziemi. Ten majątek otrzymał od Józefa Piłsudskiego za udział w wojnie w latach 1920 -1921.  Był ranny w nogę, wdało się zakażenie, ucięto mu dwa palce, do końca życia kulał. Jako repatriant trafił do Międzyrzecza z Nieświeża w województwie nowogrodzkim 15 października 1945 roku. W archiwum domowym zachowały się dokumenty poświadczające te informacje, w tym FORMULARZ SPISOWY i WYKAZ RUCHOMOŚCI przedmiotów znajdujących się w mieszkaniu, które otrzymała rodzina osadnika.

Dokument jest stary, pożółkły, pismo wyblakło, ale dla mnie to bardzo ciekawa historia. Formularz spisowy ma cztery strony (format A-4). Strona 1 - dane osobowe starającego się o lokal mieszkalny, na  stronie 2 i 3 są rubryki: nazwa przedmiotu, opis, z jakiego materiału został wykonany i przybliżona obecna cena wg cen z sierpnia 1939 r. (To jest ciekawe!). Na ostatniej stronie jest POUCZENIE co należy rozumieć przez poniemieckie mienie ruchome w lokalach mieszkalnych.

  1. kredens kuchenny – sosnowy - 20 zł
  2. stolik kuchenny -  sosnowy  -  5 zł
  3. szafka kuchenna ciemna – sosnowa - 10 zł
  4. dwa łóżka drewniane bez materaców – sosnowe - 20 zł
  5. komoda zniszczona – sosnowa - 10 zł
  6. szafka ciemna - sosnowa   -   10 zł
  7. stolik nocny zniszczony - sosnowy   -  3 zł
  8. kanapka kryta ciemnym pluszem -  sosnowa  - 20 zł
  9. trzy małe szafki zdekompletowane - sosnowe  - 15 zł
  10. dwie szafki ciemne - sosnowe  -  20 zł
  11. szafa dwudrzwiowa -  sosnowa  -  15 zł
  12. stół okrągły ciemny -  sosnowy  -  10 zł
  13. trzy szafy – dwie białe malowane, jedna ciemna – sosnowe - 30 zł
  14. stół ciemny - sosnowy  -  8 zł
  15. komoda biała drewniana -  sosnowa  - 3 zł
  16. sześć krzesełek zniszczonych -  sosnowe  - 12 zł

 

Te rubryki należało wypełnić, podpisać i przedstawić komisji ustalającej cenę przedmiotów. Na dole 3 strony jest pieczęć Okręgowego Urzędu Likwidacyjnego w Poznaniu Biuro Obwodowe na miasto i powiat MIĘDZYRZECZ i nieczytelny podpis urzędnika i data 15. IX. 1946 r.

 

Taka to historia pioniera, osadnika z Kresów na „ziemiach odzyskanych”, który swoje życie związał z

 Międzyrzeczem. 

 

Izabela Stopyra

 

ŚWIĘTO PIONIERÓW

 

W Międzyrzeczu odbyły się obchody Dnia Pioniera Ziemi Międzyrzeckiej. Lokalne święto upamiętnia mieszkańców, którzy odbudowali miasto z wojennych zniszczeń.

 

Uroczystości rozpoczęła msza święta w kościele pw. św. Wojciecha odprawiona przez proboszcza tej parafii i dziekana dekanatu pszczewskiego ks. Pawła Tokarczyka. Po zakończeniu nabożeństwa pionierzy oraz burmistrz Remigiusz Lorenz, zastępca burmistrza Agnieszka Śnieg, przewodnicząca Rady Miejskiej Katarzyna Budych i wiceprzewodniczący Andrzej Chmielewski, radni Małgorzata Cyraniak, Edward Toczyński i Grzegorz Skrzek oraz starosta Agnieszka Olender i wicestarosta Zofia Plewa - przeszli przed obelisk poświęcony Pionierom Ziemi Międzyrzeckiej, ustawiony w 2018 r. w parku przy ul. Staszica, gdzie złożyli kwiaty i zapalili symboliczne znicze.

Ostatnia część obchodów odbyła się w sali narad ratusza, gdzie przy kawie i ciastach pionierzy wspominali trudne powojenne lata. O tym, że mimo wieku i traumatycznych niekiedy doświadczeń życiowych - wielu z nich ma jeszcze sporo wigoru, jak również ogromny apetyt na zabawę i życie, świadczyły wokalne występy 88-letniej Heleny Bury, która rozbawiła uczestników przyśpiewkami sprzed lat.

Za wkład w rozwój miasta i gminy pionierom podziękowali przewodnicząca rady K. Budych i burmistrz R. Lorenz.

Dzień Pioniera Ziemi Międzyrzeckiej został ustanowiony przez Radę Miejską w 2016 r. na wniosek Andrzeja Chmielewskiego.

 

Dariusz Brożek

 

Jubileusz księdza Proboszcza

W niedzielę 29 maja 2022 r. proboszcz parafii  p.w. Najświętszej Maryi Panny
 w Brójcach Jacek Heyduk obchodził uroczyście 30. rocznicę święceń kapłańskich.


      Mszę św. celebrował ks. Zbigniew Kardasz ze Sławy, na organach grał Zbigniew Zaleski
i śpiewał  chór z Chociszewa. W kazaniu proboszcz wspominał najważniejsze wydarzenia na swojej drodze do kapłaństwa. Dziękował rodzicom i członkom rodziny za wsparcie  i modlitwę. Wśród licznie przybyłych mieszkańców, we mszy świętej brali udział także bliscy naszego jubilata z poprzednich parafii  oraz władze lokalne. Życzenia  proboszczowi złożyli: w imieniu mieszkańców Beata Kaźmierowska, Agnieszka Kaczmarczyk i Damian Bem, burmistrz Trzciela Jarosław Kaczmarek oraz przewodniczący Rady Miejskiej Jacek Marciniak z małżonką, przedstawiciele Zespołu Edukacyjnego z Brójec, delegacje z Łagowca i Panowic oraz delegacja Żywego Różańca. W sali wiejskiej odbył się poczęstunek, który przygotowała grupa parafian.

 

Proboszcz był bardzo przejęty postawą parafian  i dziękując powiedział „Wasza życzliwość i dobroć bardzo mnie wzruszyły”.  

 

Halina Pilipczuk

 

 

 

 

 

 

Sukcesy uczniów SP nr 2

W ostatnim czasie do Szkoły Podstawowej nr 2 w Międzyrzeczu dotarły fantastyczne wiadomości o osiągnięciach naszych uczniów.

 Jednym z nich był olbrzymi sukces ucznia klasy 8 – Franciszka Frelichowskiego – który został laureatem konkursu przedmiotowego z historii. Franek włożył mnóstwo czasu i pracy w przygotowania, to prawdziwy pasjonat historii – jesteśmy z niego ogromnie dumni i życzymy mu dalszego rozwijania swoich zainteresowań. O Franku z pewnością jeszcze nieraz usłyszymy!

Kolejny wielki sukces odniosła uczennica klasy 5 – Zuzanna Strzemiecka – zdobywając tytuł laureata Ogólnopolskiego Konkursu „Z poprawną polszczyzną na co dzień”. Zuzia również długo przygotowywała się do tego konkursu, jednocześnie realizując wszystkie inne swoje pasje, a jest ich naprawdę sporo. Zuzannie również serdecznie gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów!

Cieszymy się, że nasi uczniowie mają tyle pasji, które chcą rozwijać i osiągają sukcesy w tej przestrzeni. Wszystkim życzymy radości z realizacji celów!

Aleksandra Biela

 

 

 

SPOTKANIE PO LATACH

   W sobotę 28.05.2022r. odbył się zjazd absolwentów klasy VIII a Szkoły Podstawowej nr 3 w Międzyrzeczu, którzy edukację szkolną ukończyli w 1974 roku. Na spotkanie, z różnych stron kraju, przybyło 23 uczestników wraz ze swoją wychowawczynią. Na podkreślenie zasługuje fakt, iż stawiło się również kilka osób, które z powodu zmian życiowych musiały opuścić wcześniej międzyrzecką szkołę. Okazało się, że więzy „klasowe” przetrwały. Wielu absolwentów zobaczyło się po raz pierwszy od 48 lat.

   Realizując program, grupa jadąca z Poznania w osobach: jeden z organizatorów, jego brat bliźniak i wychowawczyni klasy, zatrzymała się na miejscowym cmentarzu zapalając znicze na grobach m.in. ówczesnego dyrektora szkoły p. Mariana Kusia, nauczycielki matematyki p. Ireny Zielendy -Dziubińskiej i koleżanki z klasy, której nie dane było ukończyć edukacji z powodu tragicznej śmierci – Broni Kowalczyk.

   Następnym etapem wydarzenia była wizyta w macierzystej szkole, gdzie oczekiwała już cała pozostała grupa wraz z obecnym dyrektorem p. Piotrem Szandą, który mimo dnia wolnego od pracy przybył, by umożliwić nam wstęp do „Starej Budy” i udostępnić kroniki szkoły i inną dokumentację z interesującego nas okresu. Serdecznie dziękujemy!

   Pobyt w szkole nie mógł obyć się bez lekcji. Nietypowej wprawdzie i czasowo niewymiarowej, ale w prawdziwej klasie z kredą i tablicą. Jej temat brzmiał „Chwila wspomnień i powrót do teraźniejszości”. Wspomnieniom nie było końca, każdy z uczestników w kilku słowach nakreślił też obecny etap swego życia rodzinnego i zawodowego.

   Po uwiecznieniu spotkania wspólną fotką pod głównym wejściem do budynku przenieśliśmy się do lokalu „Tequila”, gdzie przy bardzo suto zastawionym stole kontynuowano wspomnienia i prowadzono nocne Polaków rozmowy.

   Za wspaniałą organizację, przemiłą atmosferę i tak liczny udział pomimo upływu czasu, słowa uznania i podziękowania kieruję w stronę głównych organizatorów: Basi Dymarczyk i Marka Podlaskiego oraz wszystkich uczestników spotkania.

    Wychowawczyni klasy VIII a w roku szkolnym 1973/74  

Irena Jarmolińska

Zdjęcia – Marek Podlaski

 

 

Święto trzcielskich samorządowców

Jak podają źródła – „Dzień Samorządu Terytorialnego obchodzony jest corocznie 27 maja w rocznicę  pierwszych w pełni demokratycznych wyborów, które odbyły się do organów gmin w 1990 r. Święto obchodzone jest w związku z uchwałą Sejmu z 2000r., podjętą z okazji 10- lecia samorządu terytorialnego”.

Trzcielscy samorządowcy tegoroczne święto obchodzili w świetlicy wiejskiej w Lutolu Mokrym. A jest to obiekt nowy, estetyczny, wygodny, obszerny i dobrze wyposażony. Świąteczne spotkanie miało więc właściwą oprawę i sporo miejsca do jego realizacji. W spotkaniu uczestniczyli: Arkadiusz Dąbrowski – dyrektor PROW z Zielonej Góry, Zbigniew Kołodziej – radny Sejmiku Lubuskiego, Jacek Marciniak – przewodniczący Rady Miejskiej w Trzcielu, Jarosław Kaczmarek – burmistrz Trzciela. A ponadto byli trzcielscy radni, sołtysi, dyrektorzy szkół, pracownicy urzędu gminy oraz wszystkich jednostek organizacyjnych. Było około 80 osób, duża sala spokojnie wszystkich samorządowców pomieściła.  Uroczystość zainaugurował Jacek Marciniak, który powitał samorządowców i złożył im podziękowania za całoroczną pracę oraz życzenia dotyczące spokojnej, owocnej pracy w bieżącym i następnym roku. Podobny, okolicznościowy charakter miała również wypowiedź burmistrza Trzciela. A trzeba pamiętać, że ostatni okres był dla samorządowców trudnym czasem. Pandemia a ostatnio wojna w Ukrainie i związane z nią problemy z uchodźcami dodają samorządowcom pracy i wszelakich problemów. Różne zawirowania organizacyjne i finansowe także nie ułatwiają działania. Toteż takie świąteczne spotkanie było dla nich relaksem, odprężeniem od samorządowej codzienności. Ale także miało charakter integracyjny, bowiem nie zawsze  mają oni okazję do rozmów na tematy niekoniecznie związane z pracą. A przecież takie luźne, swobodne pogaduszki są potrzebne dla psychicznego odpoczynku, są motorem do dobrej pracy. W Lutolu Mokrym samorządowcy zostali ugoszczeni wyśmienitym obiadem i kawą z doskonałym ciastem. Atmosfera była przyjemna, a gościnność organizatorów podkreślała wyjątkowość spotkania.

                                                                                          Jadwiga Szylar

 

          

 Szparagi, seniorzy i Rybojady

To był ostatni piątek maja, ostatnia szansa na majówkę, a i aura sprzyjała. Miejsce także było znakomite, bo Rybojady to sam urok, przyroda i relaks. W takich warunkach odbył się piknik „Trzcielskich Seniorów” pod nazwą „Szparagi – warzywo regionu i sezonu”.

Była to więc taka szparagowa majówka z mnóstwem atrakcji, humoru, muzyki i tańca. Królowały szparagi, oczywiście przerobione w smakowite potrawy. A te wykonały seniorki z Trzciela, członkinie stowarzyszenia. Pracy było sporo, ale chętnych do jej wykonania nie brakowało. W piknikowym menu była zupa szparagowa autorstwa Krystyny Kiniorskiej, kucharki z wieloletnim doświadczeniem. Smakowała wybornie. Szparagi w galarecie z majonezem i szynką przygotowały klubowe siostry – Halina Rojek oraz Irena Iwaniec. Była to potrawa znakomita pod względem smaku i wyglądu. Natomiast sałatkę wieloskładnikową ze szparagami w roli głównej wykonała Zofia Denczyk. Sałatka była wyjątkowa, bardzo apetyczna. Były jeszcze szparagi w zalewie octowej, a umieszczone w estetycznych słoiczkach stanowiły skromny, pamiątkowy upominek dla uczestników pikniku. Słoiczki ze szparagami seniorki przygotowywały w klubowej kuchni dwa dni wcześniej. Była więc nie tylko praca, ale także spotkanie pełne śmiechu, dowcipów i wszelakich rozmów. Efektem tego spotkania było 70 słoików z marynowanymi szparagami. Piknik w Rybojadach był realizacją zadania publicznego z działu - „Rozwój społeczności lokalnych w gminie Trzciel”, zatytułowanego – „Szparagi – warzywo sezonu i regionu”. Zadanie było dotowane przez gminę Trzciel. W trakcie imprezy były przeprowadzone konkursy  na szparagowe specjały i biesiadne dowcipy. W pierwszym nagrodzone zostały autorki  szparagowych smakowitości, a w drugim szóstka uczestników dowcipkowego konkursu. A byli to – Barbara Kudlak, Tadeusz Grabowski, Lola Maćkowiak, Halina Jasińska, Bronisław Moskal oraz Maria Czepulonis. Część nagród ufundował  Lubuski Bank Spółdzielczy Oddział w Trzcielu, częsty sponsor „Trzcielskich Seniorów”. I to jest bardzo cenne, bo świadczy o tym, że sprawy ludzi starszych nie są temu bankowi obce i obojętne.

Szparagowa majówka w Rybojadach była okazją do zabawy i atrakcyjnego spędzenia czasu, do odprężenia się po izolacji spowodowanej pandemią. Tłumnie więc przybyli seniorzy do Rybojad, do miejsca znanego im z wcześniejszych, wspólnych imprez. Zawsze było tam radośnie i tym razem również królowały tańce, uśmiech i śpiew. Seniorom w zabawie towarzyszyli szczególni goście: burmistrz Trzciela  Jarosław Kaczmarek, przewodniczący Rady Miejskiej w Trzcielu Jacek Marciniak, Beata Marciniak, zaprzyjaźnione z seniorami panie z trzcielskiej biblioteki – Dorota Świerzko oraz Wioletta Fabian. Była również delegacja z Chociszewa – Maria Czepulonis, Stanisława Krajewska, Teresa Kufel, Cecylia Zając, Elżbieta Śledź, Danuta Konkiel. Grupa ta świetnie bawiła się z trzcielskimi przyjaciółmi i ta wspólnota jest wyjątkowo cenną w przyszłościowych działaniach na rzecz rozwoju gminnych społeczności. Zabawa więc była przednia, a do tańca zachęcał i przygrywał Stanisław Pilipczuk, nie pierwszy zresztą już raz. Natomiast gospodyni wieczoru - Czesława Danielak częstowała wszystkich również innymi, dodatkowymi smakowitościami kulinarnymi. Trzcielskie seniorki zadbały bowiem także o słodkości. Wszelakich ciast było pod dostatkiem, nie brakowało kawy i herbaty, a i kiełbaski prawie grillowane, również miały wzięcie. Było to więc atrakcyjnie spędzone popołudnie w przyjemnej atmosferze podczas wspólnej zabawy seniorów i ich gości.

Jadwiga Szylar

 



 

 

„Szparagowe Żniwa” i nie tylko

Po dwóch latach przerwy wróciły do Trzciela „Szparagowe Żniwa” i inne atrakcje im towarzyszące. To śpiewacze święto łączone zawsze było z Dniami Trzciela. I tym razem także zachowano ten zwyczaj. W tym roku impreza odbywała się pod hasłem – „Z kulturą za pan brat” i miała ona charakter polsko- niemieckiego festiwalu artystyczno – rekreacyjnego Trzciel 2022.

  Organizatorem było Centrum Kultury w Trzcielu. Współfinansowali to przedsięwzięcie gmina i inne organizacje. Była to świetnie zorganizowana impreza, która zapewniła rozrywkę mieszkańcom gminy w różnym wieku i o różnych zainteresowaniach artystycznych. Atrakcji było mnóstwo, pogoda była odpowiednia, miejsce wygodne, program urozmaicony. Nic więc dziwnego, że plac przy CK był pełen amatorów czerwcowej imprezy, powszechnie nazywanej „Dniami Trzciela”. A wszystko zaczęło się od występów zespołów śpiewaczych, czyli od festiwalu „Szparagowe Żniwa”. Uczestniczyło w nim 10 zespołów, wiele z nich już któryś raz odwiedziło trzcielski festiwal. A trzeba pamiętać o tym, że to już 24 raz odbywał się ten przegląd zespołów śpiewaczych i zawsze była to impreza barwna, interesująca, z bogatym repertuarem piosenek biesiadnych, kresowych, ludowych, patriotycznych. Zawsze też towarzyszył jej niezwykły klimat, pełen radości i przyjaźni. Tak było i tym razem. Zespoły świetnie się bawiły, cieszyły się z występów na scenie, wspólnie tańczyli, gratulowali sobie sukcesów. Było to prawdziwe śpiewacze święto. Jak zwykle na festiwalach bywa, występy były oceniane przez jury w składzie: Kalina Podębska z Międzyrzecza, Anna Spyrka z Trzciela i Marek Kiona ze Strzelec Krajeńskich. Komisja niełatwe miała zadanie, bowiem wszystkie zespoły wspaniale zaprezentowały się na festiwalowej scenie. Wszystkie więc otrzymały dyplomy, statuetki, nagrody w formie kosza obfitości. Były jednak szczególnie wyróżnienia, tytuł laureata otrzymały zespoły: „ Obrzanie”, „Dąbrowszczanka”, „Cantare”. Nagrodę specjalną dyrektora CK w Trzcielu otrzymał zespół „Kalina” z Gorzowa. Natomiast nagrodę za piosenkę tematyczną przyznano zespołowi „Łęczanie” z Ośna Lubuskiego. Ten zespół, istniejący od 39 lat, ma wiele osiągnięć na swoim koncie, śpiewał w Grodnie, Wilnie, Wiedniu. Właśnie oni zaprezentowali najciekawszą piosenkę o Trzcielu, o „Szparagowych Żniwach”. Z dużym aplauzem widownia przyjęła skwierzyński zespół „Obrzanie”, który pierwszy raz gościł w Trzcielu. A jest to zespół z bogatymi tradycjami, istnieje od 1979 roku i ma sporo sukcesów. Na scenie wyglądali rewelacyjnie. Ich kolorowe stroje, wykonawstwo utworów, melodyjne piosenki, liczebność grupy i ruch sceniczny budziły uznanie nie tylko jury, ale również widzów – wielbicieli tego rodzaju twórczości artystycznej. I tylko żal, że nie ma już trzcielskich „Obrzan”. Dwójka muzyków z byłego trzcielskiego zespołu – Jerzy Świątczak i Teresa Ślozowska, występuje obecnie w „Dąbrowszczance”, znakomitym zespole kultywującym lokalny folklor. A świadczą o tym ich ludowe stroje i teksty piosenek. Repertuar mają bardzo urozmaicony. Zespół jest mieszany i co rzadko się zdarza, ma w swoim gronie liczną męską ekipę. Widzowie z przyjemnością wysłuchali piosenek w wykonaniu „Starodworzanek”. Cieszą się one sympatią nadodrzańskiej społeczności, bo ich twórczynią jest była mieszkanka Trzciela – Genowefa Fietz- Przybyłko. Całą festiwalową imprezę prowadził –Bartek Orzeł z Przytocznej i robił to z werwą oraz z dużą znajomością rzeczy. Pierwszą część trzcielskiego świętowania zakończył taneczny duet, który wytrwale tańczył na przyscenicznym placu przez niemal cały czas śpiewaczych występów. Była to barwna para, która pląsami spontanicznie włączyła się do zabawy charakterystycznej dla „Szparagowych Żniw”. Podobali się wszystkim za elegancję, kreatywność, taneczną różnorodność. Zostali nagrodzeni nie tylko oklaskami, ale również nagrodą dyrektor CK w Trzcielu.

XXIV Szparagowe Żniwa były bardzo udaną imprezą. A potem były tańce, koncerty, niespodzianki i zabawy dla dzieci, a także różne inne atrakcje z kulinarnymi włącznie. Było gwarnie, wesoło i rekreacyjnie. Wśród widzów były władze gminy oraz goście. A były to delegacje z zaprzyjaźnionych gmin: Falkenberg i łódzkich Brójec. Tradycyjnie już powodzeniem cieszyły się tańce dzieci i młodzieży, grup z CK ćwiczonych przez Agnieszkę Glapkę. Całe rodziny podziwiały taneczne umiejętności swoich pociech. Szczególną sympatią obdarzane były najmłodsze dzieci, ich występy były pełne niesamowitego uroku. Cały cykl tanecznych występów był niezwykłym widowiskiem, takim trochę bajecznym, wzruszającym, świątecznym. Część koncertowa była również bardzo atrakcyjna, ale przede wszystkim  organizatorzy zadbali, aby była różnorodna, urozmaicona. Na trzcielskiej scenie wystąpiła orkiestra Zbigniewa Pawlaka z Poznania, koncertowała Krystyna Giżowska. Piosenkarka już drugi raz wystąpiła w Trzcielu, pierwszy raz 15 lat temu. Entuzjastycznie przyjęto również występy zespołów – „5 Rano & Łukasz Łyczkowski” oraz „Dystans & Renata Dąbkowska”. Prawdziwą rewelacją był koncert siedmioosobowego zespołu „Pogwizdani” z Zakopanego. Cały ten blok koncertowy zakończył się dyskoteką „pod gwiazdami”, gdy te zaczęły już blednąć, czyli o godz. 3 rano. Zabawa była przednia, taneczny parkiet nie pustoszał, a humory dopisywały. Wszyscy uczestnicy trzcielskiego świętowania mieli okazję skorzystać z przyjemności kulinarnych, była tradycyjna zupa szparagowa, ale był również smakowity żurek. Amatorzy ciast mieli prawie nieograniczony wybór, podobno było 70 blach różnych wypieków. Inne kulinaria oferowały stoiska gastronomiczne, z nich korzystały najczęściej najmłodsi uczestnicy imprezy. Było więc muzycznie, tanecznie, rozrywkowo i kulinarnie. Acha, były jeszcze pajdy ze smalcem i ogórkami małosolnymi

Polsko- niemiecki festiwal artystyczno- rekreacyjny Trzciel 2022 był świetną imprezą, dobrze zorganizowaną i sprawnie przeprowadzoną . Docenili to swoją obecnością liczni mieszkańcy gminy oraz innych miejscowości. Było to duże wyzwanie dla organizatorów, ale ci, czyli pięcioosobowa załoga Centrum Kultury w Trzcielu z zadania wywiązała się doskonale. Podczas imprezy była organizowana pomoc finansowa na leczenie Lilianki Szmyt z Trzciela.

Jadwiga Szylar

 

 

Magiczny tydzień w mieście miłości

 

  To już nasza kolejna wyprawa do owianego legendami miasta miłości, ale tym razem była ona wyjątkowa pod wieloma względami. Po pierwsze była to nasza kolejna, jak zwykle wspaniała podróż poślubna. Nie ma przecież piękniejszego miasta na świecie na świętowanie rocznicy ślubu. Plan mieliśmy niezwykle prosty: postanowiliśmy nie oglądać po raz kolejny znanych nam z poprzednich pobytów zabytków, a spokojnie, leniwie, siedząc w paru miejscach chłonąć atmosferę tego niezwykłego miasta. I tu mogę zaśmiać się z własnej naiwności. Kocham ten kraj od dziesiątek lat i czuje się tam szczęśliwa szczęściem dziecka.

   Zaczynamy więc … Lotnisko Charles de Gaulle powitało nas słońcem i paryskim ciepłem. Tłumy podróżnych biegały po walizki, na odprawy i szybkie zakupy. My zaś spokojnie czekając na nasz bagaż wsłuchiwaliśmy się w piękno francuskiego języka. Nasz hotel mieści się na Montmartrze, jakieś 30 km od lotniska, więc postanowiliśmy pojechać taksówką. Małe pół godzinki, a właściwie prawie godzina i jesteśmy na miejscu. Niestety, mogliśmy zostawić tylko walizki i cierpliwie czekać aż wybije godzina 14 i rozpocznie się doba hotelowa. Usiedliśmy w pobliskiej kafejce i poczuliśmy się jak paryżanie. Godziny poranne, a wszystkie okoliczne restauracje zapełnione. Z takim zachwytem dziecka patrzyłam na spokój otaczających mnie ludzi. Zachowywali się tak, jakby żyli w zwolnionym tempie. Bez pośpiechu, z uśmiechem na twarzy, siedzieli godzinami w swoich laptopach popijając kawę lub piwko, paląc papieroska i zerkając przyjaźnie wokół. Inni siadali ze znajomymi, rozmawiali głośno, śmiali się i popijali wino. To było to, o czym marzyłam. Paryż bowiem jest miastem, w którym każdy może być sobą. Czas minął szybko, czułam się szczęśliwa i spokojna. Nasz hotel okazał się być fajnym miejscem do odpoczynku i szybkich wypadów metrem. W tym bowiem mieście właśnie metro jest królem komunikacji - szybkie, bezkolizyjnie, zatłoczone. Od naszego hotelu w odległości 10 metrów mieliśmy zejście do tej podziemnej kolei. Uwielbiałam jazdę metrem, głównie z dwóch powodów - po pierwsze zawsze sobie z kimś pogadałam, a po drugie głos lektora czytającego nazwy stacji przyprawiał mnie o zawrót głowy. Niestety, ten sposób komunikacji miał dla mnie (ze względu na zdrowie słabiutkie) jeden minus - schody. Pokonywałam ich codziennie ogromną ilość w górę i dół, ruchome były na niewielu stacjach. Z naszych planów nic nie wyszło, bo jak tu siedzieć w jednym miejscu, gdy z daleka widać Bazylikę Sacré Coeur i wieżę Eiffla? Tak więc każdego dnia przemierzaliśmy kilkanaście kilometrów, by po raz wtóry zachwycać się zabytkami tego miasta. Nie ma bowiem piękniejszego widoku na wieżę Eiffla niż jej obraz znad fontann Trocadero. Kilka razy tam na górze siadałam i podziwiałam, a nawet wzruszałam się do łez. Cóż może być piękniejszego od Bazyliki Sacré Coeur i widoku całego miasta spod jej stóp? Dużo czasu spędzałam też spacerując po Montmartrze, bo tam atmosfera jest naprawdę wyjątkowa. Zaglądałam do małych butików, aby nie tylko popatrzeć, ale przede wszystkim zawalczyć o chwilę rozmowy ze sprzedawcami. I tu jedna smutna dla mnie refleksja, kiedy byłam w Paryżu po raz pierwszy w latach 80., Paryż był paryski pod każdym względem, a szczególnie pod względem dbałości i dumy z własnego języka. Nikt nie chciał rozmawiać z turystami w innym języku niż francuski. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej - chętniej miejscowi rozmawiają po angielsku niż francusku. Rozumiem, że tego wymaga świat i biznes, ale mi odebrało to trochę tej wyjątkowości. Na Grand Boulevard mieliśmy swoją ukochaną knajpkę i ulubionego kelnera. Po dwóch dniach witał się z nami przybiciem piątki, wiedział, co jemy i pijemy i traktował nas, jak starych, dobrych znajomych. Wracając z nocnych eskapad siadaliśmy tutaj choć na chwilę, aby poczuć się jak w domu, jak wśród bliskich znajomych. W dniu naszej rocznicy zaprosiłam męża do Moulin Rouge. Uwierzcie mi proszę, była to niezwykła noc. Show był naprawdę cudowny, zachwycała nas różnorodność strojów, ich kolory, kroje i dodatki. Pokazy zapierały dech w piersiach. Nie mogło oczywiście zabraknąć kankana na zakończenie przedstawienia. Atmosfera i obsługa podkreślała tę wyjątkowość i muszę przyznać, że nawet spróbowałam wytrawnego szampana, którego w innych okolicznościach nie wzięłabym do ust. Na zawsze w naszych sercach pozostaną wieczorne spacery po Polach Elizejskich, które po zapadnięciu zmroku mienią się tysiącami świateł. Miejscem, które nas urzekło był oczywiście ogród Tuileries. Tam dopiero można zobaczyć tę niepowtarzalną atmosferę Paryża. Pogoda była piękna i choć zapadał powoli wieczór, na trawie siedzieli ludzie, którzy popijali wina, jedli bagietki z serem, śpiewali i głośno rozmawiali wybuchając co chwilę śmiechem. Siedziałam na krześle u brzegu stawu, w którym pływały różnokolorowe kaczki i czułam się jak w innym świecie. Na tej trawie siedzieli Francuzi, zwykli ludzie ze zwyczajnymi problemami, a mimo to byli radośni i życzliwi… To właśnie kocham w czasie pobytów we Francji. Ten spokój, brak pośpiechu, ale widoczną radość życia. To mnie zachwyca i wieża Eiffla też mnie urzeka swoim pięknem. W tym roku po raz pierwszy zeszłam z niej, oglądając Paryż z każdej strony. W czasie pierwszego pobytu w tym mieście, w latach 80. ubiegłego wieku nie miałam na nic pieniędzy. Wtedy to patrząc na pływające nocą statki, zazdroszcząc tym, którzy tam siedzieli w eleganckich strojach i popijali szampana, postanowiłam, że kiedyś też tam będę. Marzenie spełniło się prawie po 40 latach. Płynęliśmy więc Sekwaną - wieczornym rejsem z kolacją i muzyką na żywo. Niezwykła atmosfera, smakowite dania, dobra muzyka i oświetlone zabytki miasta sprawiły nam ogromną radość. Powrót nocnym metrem do hotelu pozwolił nam po raz kolejny zobaczyć Paryż nocą. W naszych paryskich wędrówkach nie mogło zabraknąć czasu na odwiedzenie grobu Piaf, Chopina, Balzaka i wielu innych wybitnych postaci na słynnym cmentarzu Père Lachaise.

Choć nasze paryskie wakacje były na przełomie maja i czerwca, to turystów były już miliony. Wpłynęły na to wydarzenia sportowe -turniej tenisa na Roland Garros i Liga Narodów w piłce nożnej. Niestety, nie było mowy o kupnie biletów na półfinały turnieju tenisowego. Trudno, za rok tu wrócimy, aby zasiąść na słynnych kortach. W tym roku po raz pierwszy byłam w paryskim Oceanarium, które pokochałam od wejścia. Piękne pływające okazy meduz, rekinów i małych kolorowych rybek sprawiły, że znowu się uśmiechnęłam.

  Złapałam się na tym, że kiedy wspominam na łamach Powiatowej nasze podróże, robię to bardziej sercem niż rozumem, bo przecież wcześniej pisałam o Omanie, jak o swojej podróżniczej miłości. Oman jest moim odkryciem, moją fascynacją i nową miłością, a Paryż to taka miłość jak moje małżeństwo - stara, niezmienna i ciągle odkrywana na nowo. Mam nadzieję, że jeszcze tam wpadnę kiedyś z moim mężem, aby przeżyć kolejny raz te wzruszenia i doznać tego uczucia szczęścia, które czuję za każdym razem, kiedy tu wracam. Paryż bowiem jest tak magiczny, że człowiek tutaj uśmiecha się sam do siebie, bez powodu, na przekór wszystkiemu. I co najważniejsze - właśnie tu każdy może być sobą bez względu na wszystko …

                                                                                                                           Mariola Solecka

 

 

 

Szymon Skiba - z Międzyrzecza na  Sycylię

 

             Szymon Skiba zwiedził już niemal cały świat. Kiedy opowiadał mi o wycieczce do Chin, to zapytałam, gdzie jeszcze nie był. Szymon zwiedził już poza Europą Chiny, Maroko i Meksyk. Zawsze realizował plan wycieczki biura turystycznego, poznawał nowe kraje, bo siedzenie w jednym miejscu to nie dla niego i jego podróżniczej pasji. Pandemia uniemożliwiła wyjazdy, ale wszystko było już wcześniej zaplanowane i 6 czerwca Szymon znalazł się na Sycylii, tym razem na tygodniowy odpoczynek. Tam już czekała na niego siostra z rodziną, bo od lat razem planują wycieczki po świecie.

 

- Szymon, jak zaczęła się twoja sycylijska przygoda?

            - Już zaczęła się inaczej. Biuro turystyczne Rainbow zmieniło miejsce wylotu i zamiast z Poznania samolot startował z Warszawy. Wylądowaliśmy w Katanii, spotkałem się z rodziną i znalazłem się w miasteczku Cefalu nad Morzem Tyrreńskim w hotelu z widokiem na morze. Za taki widok trzeba oczywiście dopłacić, ale warto było, żeby podziwiać szmaragdowy kolor wody, zmieniający się wraz z wędrującym po niebie słońcem. Hotel jest właściwie na plaży, trzeba było tylko zejść ze 140 schodów. Ale to też dobre dla zdrowia i kondycji. Podziwiałem z daleka Etnę, robi wrażenie, ale nie zdecydowałem się na wycieczkę, było za gorąco.

 

- No właśnie, nie przerażały cię prognozy pogody, które zapowiadały upały?

            -  Faktycznie, było upalnie, 35 stopni w cieniu, ale chociaż pod koniec mojego pobytu strasznie wiało, to  właściwie ten klimat mi odpowiadał. Nie nastawiałem się na wędrówki, a jak się opaliłem, chociaż nie było słońca, to tylko do wody i pod parasol.

           

 - Czy na Sycylii zaczął się już sezon turystyczny?

- Nie, ja byłem jeszcze przed sezonem i na ulicach - a właściwie uliczkach tego urokliwego

miasteczka w tygodniu było spokojnie, ale w sobotę pojawili się turyści i bardzo dużo rodzin z dziećmi, zapełniły się kawiarnie, było gwarnie i wesoło. Wszędzie piękne kwiaty i egzotyczne rośliny. Spacery są prawdziwą przyjemnością. I co ciekawe – tam już jest po żniwach. Widziałem snopki pszenicy podobne do tych na naszych polach. A poza tym Sycylia to jedyne państwo w Europie wytwarzające ekologiczną żywność. Ekologiczny pomidor nie smakował mi. Wolę nasze. Właściwie to nie musieliśmy kupować nic do jedzenia, na śniadania i obiadokolacje był szwedzki stół, owoce, napoje.

 

- Jak się podróżuje z rodziną?

- Moja siostra i szwagier to sprawdzeni turyści. Zawsze szukają ciekawych propozycji, wertują

przewodniki i planują wycieczki tak, żeby na trasie były ciekawe miejsca i piękne widoki. To dzięki nim poznałem tyle wspaniałych miejsc na świecie. Tworzyliśmy 5-osobową rodzinną grupę (na zdjęciu), która w swoim towarzystwie czuje się bardzo dobrze. Bardzo im dziękuję.   

 

             - Krystyna powiedziała, że pojechałeś odpocząć, ale czy ty umiesz odpoczywać?

- Ciężko było, ale przecież trzeba odpocząć, a w domu nie ma takiej możliwości, bo zawsze jest coś do zrobienia, no i czasem najlepsze małżeństwo powoinno odpocząć od siebie. Na Sycylii nie traciliśmy czasu na leżenie. Podziwialiśmy urodę miasteczka, zabytkową katedrę, wąskie uliczki, kwiaty, wschody i zachody słońca. Wróciłem opalony, wypoczęty i zadowolony.

 

            4 czerwca Krystyna i Szymon Skibowie odchodzili ZŁOTE GODY! Kochani,

życzę Wam kolejnych wspólnych, szczęśliwych lat w otoczeniu rodziny, sprawdzonych przyjaciół i dobrych znajomych. Niech Was omijają troski, smutki i choroby, a każdy dzień zaczyna się uśmiechem.

 

Izabela Stopyra

 

 

 

  XLII edycja stypendialna

Lubuskie Stowarzyszenie Pomocy Szkole Międzyrzeckie Koło Wspieramy Młode Talenty, 14 czerwca br., po prawie dwóch latach wyciszenia pandemicznego powróciło do środowiska uczniowskiego, organizując XLII edycję wręczenia stypendiów uzdolnionym uczniom z powiatu międzyrzeckiego.

Edycja odbyła się w sali sesyjnej Starostwa Powiatowego w Międzyrzeczu, a wydarzenie poprowadziła Przewodnicząca Koła WMT Zofia Plewa. Swoją obecnością zaszczycili nas: sponsor Stowarzyszenia - Pan Edward Fedko oraz dyrektorzy i opiekunowie stypendystów. Liceum Ogólnokształcące reprezentowała dyrektor Monika Kręciszewska i Magda Łobejko. Szkołę Podstawową nr 2 -  Izabela Banaszak i Aleksandra Mucha, Szkołę Podstawową nr 4 Joanna Obrębska -Spychała i  Kamila Iwan. Przedstawicielem CKZiU była Magdalena Czyż, Szkołę Muzyczną reprezentowała Elżbieta Skibicka. Gościem specjalnym była Starosta Powiatu Międzyrzeckiego Agnieszka Olender, która udostępniła obiekt na organizację gali stypendialnej. Honorowym gościem był Prezes Stowarzyszenia Pomocy Szkole Tomasz Pluta i Honorowa Przewodnicząca Koła WMT Lidia Woźniak.

Komisja przyznała 11 stypendiów dla uczniów ze szkół podstawowych i ponadpodstawowych naszego powiatu.

 

Z Państwowej Szkoły Muzycznej I Stopnia w Międzyrzeczu stypendium  otrzymali: Liwia Gągała i Nikodem Nawrot. Uczniowie ci prezentują talenty muzyczne. Liwia  - w klasie skrzypiec, a Nikodem w klasie fletu.

Stypendyści z międzyrzeckich szkół podstawowych: Anna Przybylska i Julia Matuszewska z SP  nr 2 im. Szarych Szeregów, Julia Jędraszak z SP nr 4, Wiktoria Drzymała ze Szkoły Podstawowej im. Tadeusza Kościuszki z Brójec.

 Szkoły ponadpodstawowe:  LO w Międzyrzeczu - Wiktor Łabieniec; natomiast z CKZiU w Międzyrzeczu Technikum nr1 - Paulina Cichoń i Danyila Karpova, a z Technikum nr 2 Oliwia Zawisza i Nikola Adamowicz.

 

Wszyscy stypendyści od swoich opiekunów i wychowawców otrzymali piękne laurki, podsumowujące postawę uczniowską jako wzorową z wysoką kulturą osobistą, za zaangażowanie w pracy, poszerzanie poziomu wiedzy w przedmiotach ścisłych, humanistycznych, historii i w nauce języków obcych, czego dowodem jest biegłe nimi władanie. Wszyscy otrzymali wysokie oceny średnie 5,0 i 5,9 oraz celujące z wybranych przedmiotów. Oprócz wysokich ocen z nauki, również wysokie noty uzyskują w zajęciach pozalekcyjnych. Każdy z nich posiada wiele pasji, które rozwijają. Są laureatami konkursów i przeglądów na różnych szczeblach - gminnych, powiatowych, wojewódzkich i krajowych.

Uczestnicy XLII edycji stypendialnej swoimi talentami uświetnili uroczystość. Liwia Gągała popisała się grą na skrzypach, Nikodem Nawrot grą na flecie, a Wiktor Łabieniec na perkusji. Pięknie zaśpiewały Wiktoria Drzymała i Julia Jędraszak. Anna Przybylska została stypendystką Edwarda Fedko. Uczniowie swoimi osiągnięciami i przedstawionymi talentami udowodnili, że zasłużyli na wyróżnienie i wsparcie finansowe. Obecni na uroczystości gratulowali stypendystom i życzyli dalszych osiągnięć i rozwoju wybranych pasji.

 

Zofia Plewa

 

Gratulujemy stypendystom i życzymy rozwijania talentów  – zespół redakcyjny

 

 

Emeryci bawią się, wypoczywają i zwiedzają

 

        Emeryci z PZERiI w Międzyrzeczu wiosną uaktywnili się. Pierwszą zorganizowaną imprezą był długo oczekiwany wyjazd do Warszawy. Przez 2 lata oczekiwali na upragniony wyjazd, który nie dochodził do skutku z powodu pandemii covida.

Zainteresowanie tym wyjazdem było bardzo duże, tym bardziej że było podsycane możliwością dodatkowego zwiedzania Poznania, Rogalina i Łodzi. Ale po kolei. Przed wyjazdem słychać i widać było podekscytowanie uczestników. Pierwszym punktem była Łódź, gdzie poznano najważniejszą ulicę tego miasta czyli Piotrkowską i manufaktury, ale głównie oczekiwano szybkiego wyjazdu do Warszawy. W Warszawie przez 3 dni poznawano historię naszej stolicy. Wielu uczestników po raz pierwszy zobaczyło Warszawę, a wielu innych po latach i stwierdzali, że zmiany są olbrzymie. Zachwyceni byli wszyscy nocnym bardzo aktywnym życiem warszawiaków. Często pytali „kiedy oni śpią”, gdyż z dorosłymi było dużo dzieci. Większość i to znaczna była pod wielkim wrażeniem stolicy. Mankamenty też były, ale tego przewidzieć nie było można. Emeryci to ludzie w odpowiednim wieku i fundowanie im długich „marszów” nie jest dobrym rozwiązaniem, tym bardziej że zwracałem na to uwagę w rozmowach z organizatorami wycieczki. Nie zawsze przewodnicy reagowali na uwagi o zbyt szybkim tempie zwiedzania. Zmęczeni ale zadowoleni wycieczkowicze opuszczali stolicę. W Poznaniu i Rogalinie  było krótkie zapoznanie się z historią zwiedzanych obiektów. Po wieczornym przyjeździe do Międzyrzecza widać było, że bohaterowie są zmęczeni, ale bardzo zadowoleni i do dzisiaj wspominają warszawską wycieczkę.

 Kolejne wyjazdy to dwa oddzielne turnusy do Piwnicznej, miejscowości położonej przy granicy ze Słowacją blisko Nowego Targu. Turnus ten to zwiedzanie i jeszcze raz zwiedzanie. Był 2- dniowy wyjazd na Węgry i osobno na Słowację. Węgry to przede wszystkim Budapeszt i podziwianie jego uroków. Te dwa dni w Budapeszcie i okolicach wywarły ogromne wrażenie na uczestnikach i tylko żałowano, że to tak szybko minęło. Bardzo pozytywnie wspominane są wypady na Słowację i kąpiele w termach. Nie zapomniano też o pięknych terenach naszego kraju. Zmęczenie dawało się we znaki wszystkim. Nawet uważający się za twardzieli przyznawali się do potężnego zmęczenia i rezygnowania raz po raz z wypraw. Tylko rycerze chcący zaimponować paniom pokazywali jacy są mocni. Nie miało znaczenia, że „oddychali rękawami” i wieczorem padali na posłanie bezsilni. Wspomniane posłania i ogólnie zakwaterowanie w stosunku do atrakcji turystycznych to po prostu mizeria. Ogólnie jednak to turnusy były bardzo udane. Tak jak w przypadku Warszawy jeszcze przez kilka dni był jeden temat - Piwniczna.

 Po przyjeździe już tylko kilka dni do turnieju w bowling. Zapowiadany był od ponad roku i ten wspomniany już covid krzyżował plany. Teraz też kolizje terminów organizatorów i uczestników powodowały przesunięcia. Jednak udało się ustalić termin i I Drużynowy Turniej Bowlingu mógł się odbyć. Organizatorami byli Urząd Miasta Międzyrzecz, Międzyrzecki Uniwersytet Trzeciego Wieku i Polski Związek Emerytów, Rencistów i Inwalidów Oddział Rejonowy Międzyrzecz. Wystąpiło 6 drużyn, po 2 z MUTW i PZERiI oraz po jednej z Urzędu Miasta i międzyrzeckich radnych. Patronat nad całością przejął burmistrz Remigiusz Lorenz, który otwierając imprezę zapowiadał wspaniałą rywalizację i jeszcze więcej radości. Nie dodał, że jego drużyna bawiła się najdłużej i najgłośniej, co dodawało tylko uroku rywalizacji. Przechodząc do części sportowej rywalizacji muszę przyznać, że było wiele zaciętości i niespodzianek. Pierwsze miejsce zajęła I drużyna MUTW, co nie było dużą niespodzianką. Wystąpili oni w składzie: Henryk Groński, Zbyszek Lechert, Wiesiek Kiełbik i Józef Kugiejko, który był jednocześnie sędzią głównym zawodów. Dodam, że sędzią zapracowanym i sprawiedliwym. Zwycięzcom puchar i złote medale wręczył R. Lorenz w towarzystwie Przewodniczącej Rady Miasta Katarzyny Budych. Drugie miejsce i srebrne medale co było niespodzianką, oczywiście nie dla nas, zajęła drużyna reprezentująca PZERiI w składzie: Renata Malinowska, Krysia Lechert, Marianna Kwiecińska i Bożena Zając. Za tak wspaniałe osiągnięcie przewodniczący w imieniu Zarządu ufundował i wręczył drużynie puchar, który jako pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni, będzie zdobił półkę z osiągnięciami (na zdjęciu). Trzecie miejsce i brązowe medale  wywalczyły panie reprezentujące II zespół MUTW. Panie wystąpiły w składzie: Henryka Wilk, Halina Witkowska, Irena Rywak i Bożena Pietrzak. W nieoficjalnej indywidualnej klasyfikacji najwięcej punktów zdobyła Henryka Wilk, której należą się wielkie brawa i ukłony za pozostawienie za sobą 23 innych zawodniczek i zawodników. Nie dała szans mężczyznom, którzy tylko czyhali na jej błąd. Nie doczekali się. Czwarte miejsce zdobyły pozostałe trzy zespoły. Należy dodać, że burmistrz wręczył nagrody rzeczowe wszystkim uczestnikom zawodów. Nie zauważyłem co wręczył sobie. Był zawodnikiem reprezentującym Urząd Miasta. Będąc przy nagrodach dodam, że otrzymałem nieoficjalny prezencik od Przewodniczącej Rady Miasta. Drobna rzecz a cieszy. Co może dostać skromny redaktorzyna? Długopis, aby mu długo służył. Wszyscy zapowiadali rewanże, na które z niecierpliwością będą czekali. Jedynie nie zrozumiałem burmistrza, który zapowiedział walkę o ten wygrany już puchar. Przypomnę, że nie był to puchar przechodni. Do zobaczenia w przyszłym roku.

 Jeszcze nie ostygły emocje sportowe, a już trzeba było szykować walizki na wyjazdy do Grzybowa i na 2 turnusy do Ustronia Morskiego. Grzybowo to ładna miejscowość na przedmieściach Kołobrzegu. Nasi członkowie nie znali Grzybowa, ale podobał im się opis ośrodka i nie mylili się. Dom wczasowy „Szekla” przywitał gości bardzo pięknie. Z telefonów jakie otrzymywaliśmy z Grzybowa wynikało, że  tak zadowolonych wczasowiczów nie mieliśmy od dawna.. Jedzenie bardo dobre, warunki socjalne bardzo dobre, współpraca z gospodarzami super, a wyposażenie ośrodka w sprzęt sportowy to nowość na wczasach seniorów. Jedynie co było do poprawki - to pogoda, ale wpływu na taką pogodę nie miał nikt. Wczasowiczom trudno było powrócić do codziennej szarości

. Kolejne wyjazdy to 2 turnusy wypoczynkowe w Ustroniu Morskim. Miejscowość typowa dla nadmorskich kurortów. Morze, turyści, wielki tłok u handlowców i wielkie ceny. Ośrodek w miarę przyzwoity, wyżywienie dobre, chociaż wielu narzekało na jednostajność posiłków. W ośrodku dużo miejsc wolnych, a szefostwo ośrodka zachowywało się jakby nie zależało im na wczasowiczach. Byłem uczestnikiem 2 turnusu i z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że brak empatii wobec emerytów to główny „grzech” szefostwa ośrodka. Dla przykładu podam jeden przypadek. Przy szwedzkim stole był zakaz wynoszenia jedzenia ze stołówki. Po zgłoszeniu, że jeden z uczestników z zaawansowaną cukrzycą będzie brał pół kromeczki chleba, nastąpił kategoryczny zakaz. Inni (nie nasi) brali jedzenie, a mieli taki sam zakaz. Było też wiele drobnych i większych zatargów z właścicielką, ale nic argumentami nie można było osiągnąć. Zdarzyły się też kłamstwa z jej strony. Nawet nie zdobyłem się na oficjalne podziękowanie za gościnę, a w rozmowie w cztery oczy powiedziałem co o tym myślę. Jednak nie wszystko było takie złe. Pomimo nienajlepszej pogody był czas na leniuchowanie i odpoczynek, a zabawa taneczna pokazała ile ekspresji i energii mają wypoczęci emeryci. Morze jak wszędzie zimne i słone, ale byli odważni, którzy zasmakowali kąpieli w takiej wodzie. Ustronie jako miejscowość turystyczna to piękne miejsce, ale teraz wszystkie osiągają większą klasę i nie zmieni tego opinia niektórych rodaków uznających wakacje w kraju za nieatrakcyjne.

Pierwsze półrocze u emerytów upłynęło. W drugim przewidziany jest w lipcu wyjazd do Kołobrzegu na turnus rehabilitacyjny, a w sierpniu turnus wypoczynkowy z możliwością rehabilitacji w Mrzeżynie. We wrześniu wyjazd do Iwonicza na rehabilitację i może we wrześniu do Mrzeżyna na wypoczynek w ośrodku Piramida dwa. Wyjazd uzależniony jest od zebrania odpowiedniej ilości chętnych.  Przewidujemy też piknik, o czym poinformujemy członków Stowarzyszenia.

 

Biuro Stowarzyszenia na os. Centrum 15 czynne we wtorki i środy w godz. 9.00 – 13.30

 

Jan Wiśniewski

 

SEiR ZNP informuje

 

    Członkowie Oddziałowej Sekcji Emerytów i Rencistów 10 czerwca wzięli udział w Wojewódzkim Spotkaniu Miłośników Nordic Walking zorganizowanym przez Zarząd Oddziału ZNP w Międzyrzeczu na Ośrodku Wypoczynkowym Głębokie. Uroczystego otwarcia spotkania dokonała prezes Oddziału kol. Danuta Matla. Udział wzięła też prezes Zarządu Okręgu Lubuskiego kol. Bożena Mania.

    Po części oficjalnej nasza grupa wyruszyła na trasę prawie w pełnym składzie. Biorąc pod uwagę różną sprawność uczestników były wytyczone dwie trasy - o długości 2,2 km i 3,85 km. Nasza grupa podzieliła się i część poszła na dłuższą trasę razem z młodymi, czyli czynnie pracującymi. Po godzinnym spacerze wróciliśmy na miejsce spotkani do Pensjonatu „Pod Strzechą”, gdzie czekała na nas grillowa uczta. Karkóweczka, kiełbaski, kaszanka i pieczone ziemniaczki były pyszne. Zostały spałaszowane szybko – apetyt po wysiłku fizycznym nam dopisywał. Pełni optymizmu i pozytywnej energii wróciliśmy do swoich domów.

Panie Jacku, dziękujemy za pyszności i polecamy się na przyszłość.

 

     11 czerwca, w ramach integracji międzyoddziałowej, gościliśmy 50 - osobową grupę SEiR ZNP z Zielonej Góry. Niestety, muzeum jest w remoncie, więc zwiedziliśmy tylko zamek. Jadąc na zwiedzanie pięknych ogrodów do Starego Dworu, zapoznałam gości z historią naszego miasta i powiedziałam o zabytkach, które warto zwiedzić. Wycieczka zielonogórzan zakończyła się wspólnym biesiadowaniem przy słynnych kociołkach chłopskich p. Krysi Jednorowicz i pysznej kawie z ciastem wypieku gospodyni. Dzięki wicestaroście p. Zofii Plewie, uczestnicy otrzymali   upominki w postaci albumów, folderów i mapek promujących nasz powiat. Przewodniczący tej grupy za moim pośrednictwem przekazuje podziękowania za piękną pamiątkę.

 

  Wiesława Chamienia

 

Emeryckie wypady

 

      W ramach realizacji projektu „Poznajemy najbliższe okolice” grupa członków Sekcji Emerytów i Rencistów ZNP w Międzyrzeczu wybrała się 18 maja do Łagowa. Pięknie położona miejscowość między jeziorami Łagowskim i Trześniowskim na terenie Łagowskiego Parku Krajobrazowego, który powstał w 1985 r. Pod swoje skrzydła wziął nas przewodnik, p. Andrzej, ubrany w strój Joannitów. Łagów ma bardzo bogatą historię. Wzmianki o nim pochodzą z 1251 r.  Sam „rdzenny” Łagów mieścił się między dwiema bramami, Polską z XV wieku i Marchijską z XVI. Początkowo był własnością templariuszy, którzy utworzyli tu swoją komandorię. Potem był w rękach margrabiów brandenburskich, rodziny von Klepitz i dopiero potem uzyskali go joannici. W 1819 r. przechodzi w posiadanie rodziny Zastrow. Prawa miejskie Łagów otrzymał w 1727 r., a utracił je 1931 r. Za panowania Krystiana Ludwika miasto bardzo się rozwinęło i od tego czasu organizowano tu Jarmarki Joannitów. W połowie XVIII w. zajęli go Szwedzi i Brandenburczycy. Po II wojnie został włączony do Polski ( podczas działań wojennych prawie bez zniszczeń).

    Nasz spacer po Łagowie zaczęliśmy od Zamku Joannitów zbudowanego w XIV w. w stylu gotyckim. Pożary w 1758 i 1842 r. uszkodziły wieżę zamkową. Na trasie minęliśmy obie bramy, a między nimi 120 - metrową uliczkę podzamcza z kamieniczkami z XVIII i XIX w. Wiele ciekawych miejsc jest do zobaczenia w samym Parku Krajobrazowym. Warto też zobaczyć wnętrze kościoła z 1726 roku i wiadukt kolejowy z 1909 roku, który ma 25 metrów wysokości i 40 metrów długości.

   Przewodnik zapytał nas ilu mieszkańców ma Łagów. Padały różne liczby. Niestety, nikt nie zgadł. Okazało się, że jest ich siedmiu (7) bo, jak na wstępie napisałam, „rdzenny” Łagów był od bramy do bramy i tylu ludzi w tych starych kamieniczkach mieszka obecnie.

 Po spacerze udaliśmy się do udostępnionej nam przez wójta Gminy Łagów sali wystawienniczo-ekspozycyjnej. Przy kawie i słodyczach odpoczęliśmy i porozmawialiśmy, a potem zaczęły się gry i zabawy, które przygotował i poprowadził razem z Aliną Ignatowicz wolontariusz ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Międzyrzeczu - Krzysiu Jeziorski. Quiz z wiadomości o Łagowie. był dla nas sprawdzianem, jak na wycieczkach słuchamy przewodników (brawo Krzysiu). Przy konkursach i grach czas mijał bardzo szybko, a i śmiechu było co niemiara. Udział brali w nich wszyscy. Jednym słowem zabawa była przednia. Każdy uczestnik konkursów był nagradzany.

Za gadżety dziękujemy Lokalnej Grupie Działania „Brama Lubuska” z siedzibą w Świebodzinie i jej szefowej p. Joannie Bagińskiej. I nie są to jedyne podziękowania. Wyjazd był możliwy dzięki p. Jerzemu Gądkowi, właścicielowi firmy transportowej za bezpłatne udostępnienie nam busa i Rysiowi Ignatowiczowi, który nas bezpiecznie wiózł w obie strony. Dziękuję też Alinie Ignatowicz, która całą wycieczkę opracowała logistycznie. Zadowoleni i pełni radości z pięknie spędzonego czasu wracaliśmy do domu. To nie był nasz pierwszy wspólny wypad. Byliśmy już w Pszczewie, Bledzewie, Starym Dworze, Zielonej Górze i Nowej Soli. Do zobaczenia na następnych wyjazdach.

 

          Wiesława Chamienia

 

I Festyn Rodzinny

 

3 czerwca 2022 roku w Przedszkolu nr 6 im. Jana Brzechwy odbył się Pierwszy Festyn Rodzinny, którego pomysłodawcą i współorganizatorem była Rada Przedszkola.

Uroczystość zorganizowana została na naszym kolorowym placu zabaw. Festyn był zwieńczeniem i podsumowaniem akcji „Zbieramy na dywan multimedialny” oraz okazją do wyrażenia wdzięczności i podziękowań dla sponsorów, którzy okazali ogromną hojność.

            Festyn Rodzinny rozpoczęła dyrektor p. Aleksandra Pempera, która przywitała rodziców i podziękowała sponsorom za okazane wsparcie. Przedszkolaki w prezencie dla wszystkich przyjaciół  Przedszkola nr 6 im. Jana Brzechwy zaprezentowały część artystyczną. Nie zabrakło także podziękowań dla Rady Przedszkola za całoroczną pracę na rzecz placówki.

            Dla uczestników festynu zorganizowano wiele atrakcji: W strefie relaksu rodziny mogły zajadać się najlepszymi lodami w mieście od jednego z naszych sponsorów - Czyste Lody Tradycyjne. Wszystkie dzieci wychodziły uśmiechnięte od p. Pauliny Szefs, która wykonywała dzieciom tatuaże, malowaniem uśmiechniętych twarzy zajęły się panie Barbara Janas- Gall i Joanna Kozakiewicz. Za sprawą p. Elżbiety Lisieckiej na placu przedszkolnym stanął ogromny dmuchany zamek, który był oblegany przez dzieci.

            Mali i duzi goście chętnie odwiedzali stoiska z watą cukrową, popcornem, ciastem oraz kiełbasą od Masarnia D&M Karatysz, grillowaną  przez panie kucharki. Jak na prawdziwy festyn przystało, nie zabrakło również pajdy ze smalcem i ogórka małosolnego. Każdy znalazł dla siebie coś dobrego. Humory wszystkim dopisywały, ale największą radość miały dzieci. 

            Rodzice wykazali się ogromną hojnością, a zebrane podczas festynu środki zostaną wykorzystane przez Radę Przedszkola.

 

            Nie zapominamy również o sponsorach, bez których nie udałby zakup „Interaktywnej Podłogi- Smartfloor”: J.R. PURTEC, Thomas Praefab Międzyrzecz, SUNKEL c.u.e. Sp.z o.o.,

Andrzej Szewczyczak, Lubuski Bank Spółdzielczy, P.P.H.U. Niewiadomski Władysław,

Usługi Transportowe Andrzej Frankowski, MILAN Bogdan Mikołajczyk, Księgarnia „Bestseller” Tadeusz Taborowski, Kancelaria Adwokacka Międzyrzecz Anna Bratkowska, DOHO Beauty, URODA Spectrum Cosmetology i Beauty, Salon „Babskie Sprawy” Kosmetologia, MaVie Salon Kosmetologii i Trychologii w Międzyrzeczu, Dietetyka-Spectrum Karolina Jeziorska, Siłownia SPECTRUM, Studio Ruchu Tomasz Kwiatkowski, MRÓWKA Międzyrzecz, Salon Fryzjerski Montibello- Anna Hadryś-Farat, Fryzjerstwo męskie Babiak & Krawczyk, Solarium Havana Studio Międzyrzecz, Salon Fryzjerski Dariusz Nędza, Hurtownia Kwiatów Azalia, Centrum Strzeleckie w Nietoperku, Muzeum Fortyfikacji i Nietoperzy w Pniewie, Rancho Klama Międzyrzecz, „Sama Słodycz” Pszczew Anna Badach, Malwina Bandura Fotografia, Bistro u Asi Międzyrzecz, Sklep Wędkarski BARTEK Międzyrzecz, Zakład Szewski - Grzegorz Czekałowski, Marlena Rogowska, Gabinet Kosmetyczny- Iwona Kaczorek, Pizzeria MAFIA, „Pieguski Agi”, „Joanna”- Mobilna Stylizacja paznokci, Pizzeria CARUSO, FIKU-MIKU Sala zabaw dla dzieci, Foto Studio- Izabela Rydzanicz, U Rojka- piekarnia- cukiernia, Masarnia D&M Karatysz, Czyste Lody Tradycyjne.

 

To dzięki nim założony przez nas cel został osiągnięty. Dziękujemy!

 

Opracowały: Anna Czapracka

           Dominika Skrzypczak

                       Katarzyna Oniszczuk

 

Warsztaty wikliniarskie 

Koło Gospodyń Wiejskich w Brójcach otrzymało pomoc finansową z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa na zadania statutowe. Koło postanowiło część dotacji przeznaczyć na przeprowadzenie warsztatów wikliniarskich.

Wiklina, która obecnie cieszy się wielkim zainteresowaniem, była bardzo ważna dla dawnych mieszkańców gminy Trzciel. W Brójcach w latach 70. odbywały się kursy plecionkarskie. W wielu domach są jeszcze kosze, które wyplatały babcie i mamy naszych uczestniczek. Zawód koszykarz-plecionkarz był wielkim hitem, dziś moda na plecionki z wikliny wraca do łask. Wikliniarstwo jest trudne. Przekonały się o tym uczestniczki warsztatów, które przeprowadzili w maju w Brójcach Piotr Pękal i Jacek Czajkowski z Sierczynka. Na placu za salą wiejską stworzyli stanowiska pracy i przekazali wiedzę na temat wikliny, pokazali jak wykonać elementy ogrodzenia i wyplatać osłonki na doniczki oraz kosze. Wyroby z wikliny nie wymagają wielkiego nakładu środków, wystarczą podstawowe umiejętności manualne i cierpliwość, wytrwałość, dokładność, spostrzegawczość, zdolność koncentracji i podzielność uwagi. Potrzebne są uzdolnienia artystyczne, zwłaszcza plastyczne oraz techniczne. Takimi umiejętnościami wykazały się uczestniczki i powstały piękne wytwory. Panie poznały podstawowe sploty i technikę przetwórstwa wikliny.
 W warsztatach wzięły udział: Aneta Brzezińska, Stanisława Bajno, Agnieszka Czapłon, Julianna Drzymała, Jadwiga Gaździcka, Danuta Klimczak, Anna Malak, Genowefa Malak, Jolanta Pajor, Janina Piechocka, Irena Wyrwał i Beata Zielińska. Niektóre panie poznaną wiedzę już wykorzystują i wyplatają osłonki na doniczki,  które upiększają  ich ogrody. Panowie - plecionkarze bardzo lubią swoją pracę i często powtarzają, że kiedy ręce wyplatają, głowa odpoczywa. Pan Piotr wykonał dwa piękne kosze, w których posadzone zostały kwiaty. Kosze ozdabiają wejście do siedziby Koła i biura sołtysa.

Halina Pilipczuk

 

     MIĘDZYRZECKA  DZIESIĄTKA  WRÓCIŁA

 

   Witam wszystkich sympatyków biegania!

  

             28 maja miałam zaszczyt zaliczyć dystans 10 kilometrów. Dawno nie biegano tej dziesiątki. (Dwa lata pandemii).  Była sobota, kiepska pogoda, zimny, mocny wiatr, ciemne chmury, mało sprzyjająca aura do biegania.  Na starcie stanęło ponad osiemdziesięciu zawodników.

 Jak mniemam, byłam najstarszą kobietą tego biegu, szkoda, że nie ma pań, które  czynnie uprawiają i pojawiłyby się na pudle obok panów w wieku 70 lat. .

  Pogoda nie sprzyjała biegaczom, jak wspomniałam, na prostej do Wojciechowa miałam wrażenie, że stałam w miejscu, wiatr zrobił swoje, później deszcz, w takich warunkach nigdy nie biegałam, było  ciężko, dobiegłam ostatnia. Niestety nie mogłam wydrukować sobie czasu, nikt na ostatnich nie czeka, a przecież było 100 minut na przebiegnięcie tego dystansu, ja zrobiłam to w 63, dlaczego na mnie nie czekano?

  W  kategorii wiekowej 50 plus zajęłam 4 miejsce, chociaż ostatnie w całym biegu, to jestem z siebie dumna, polecam wszystkim paniom jakikolwiek ruch, warto być fit!

 Gratuję Zbyszkowi Kolisowi i p. Bronisławowi Kaliszowi wspaniałej kondycji i zajętych miejsc w swojej kategorii wiekowej. Jesteście panowie wielcy w swoim uporze.

 

  Wielkie dzięki policji za obecność do końca biegu, a zwłaszcza panu, który kibicował mi na mecie, paniom wojskowym pięknie wyglądającym w mundurach, straży pożarnej dbającej o nasze bezpieczeństwo, ratownikom medycznym, którzy są zawsze na miejscu, a przede wszystkim pragnę podziękować moim aniołom stróżom, harcerzom, którzy dzielnie dotrzymywali mi kroku na rowerach, chociaż pewnie się nudzili jadąc w tak kiepskim tempie za moimi plecami.

 Imprezę zorganizował dyrektor obiektu sportowego Grzegorz Rydzanicz, podziękowania z mojej strony.

  Do zobaczenia, biegania zaś!

 

    Kaśka Sulkowska

   

 

Jednym radość, drugim smutek

 

       Kolejny sezon piłkarski już za nami. Jednym przyniósł wiele radości, drudzy chcieliby o nim jak najszybciej zapomnieć. Ci pierwsi twierdzą, że od początku uważali się za silną drużynę i konsekwentnie dążyli do celu. Ja nie chcę porównywać sposobu gry. Jeśli zespoły były właściwie przygotowane do sezonu, to konsekwentnie robili swoje. Z pewnością wielkość posiadanego budżetu miała kolosalne znaczenie, ale to tylko część sportowej prawdy. Na boisku widać było jak zespoły były przygotowywane do rozgrywek. W meczach dwóch drużyn, z których jedna była trenowana według starych schematów i była bez szans z zespołem trenowanym „po nowemu”. Mówiąc językiem lekkoatletycznym - ta pierwsza zostawała w blokach startowych. Nie wspomnę o poziomie indywidualnego technicznego przygotowania. Nawet 2 czy 4 zawodników ginie w szarości drużyny. Można powiedzieć, że 1 łyżka dziegciu zniszczy smak beczki miodu, a co dopiero jak takich łyżek jest więcej.

 Zaczynamy od smutku. Występująca w Jako IV liga lubuska drużyna Budowlanych Murzynowo po kilku latach opuszcza szeregi tej klasy rozgrywek. Po rundzie jesiennej wydawało się, że walczyć będą nawet o czołowe lokaty w tabeli. Rzeczywistość okazała się brutalna. Po prostu brak „kasy” to ubytek wielu czołowych zawodników. Nastąpił powolny spadek w tabeli. Jeszcze miesiąc temu były szanse na utrzymanie się, ale szara codzienność była nieubłagana. W całej rundzie Budowlani zdobyli 6 punktów w wygranych meczach. Plamą jest też walkower, bo nie wyjechali na mecz. Oby działacze i pozostali jeszcze w drużynie zawodnicy jak najwcześniej się ogarnęli, bo w przeciwnym razie może nastąpić dalszy regres zespołu. Wszyscy ludzie związani z Budowlanymi muszą wiedzieć, że macie sympatyków w całym powiecie.

Na przeciwległej stronie znajduje się Pogoń Skwierzyna, która od początku rozgrywek za cel stawiała sobie awans. Dokonała tego w sposób budzący zachwyt i uznanie. Zajmując 2 miejsce dające awans w rozgrywkach Jako klasa okręgowa grupa Gorzów nie oglądała się za siebie i robiła swoje. Sportowo przygotowani są do podjęcia walki na wyższym poziomie, organizacyjnie też, ale ekonomicznie -  to temat do przedyskutowania na walnym nadzwyczajnym zebraniu klubu, które niebawem się odbędzie. Prezes Klubu Maciej Kaczmarek, który jeszcze dzień po meczu był pod wrażeniem gry swoich piłkarzy powiedział, że wszystko wyjaśni się na zebraniu, chociaż widzi swoją drużynę w IV lidze i to na pozycjach dających satysfakcję. Oczekują tego kibice nie tylko ze Skwierzyny. Wielokrotnie rozmawiając z kibicami z innych miejscowości zauważyłem, że skwierzyńska Pogoń cieszy się dużym uznaniem nie tylko w powiecie. W przypadku Gminy Skwierzyna nastąpiła mała zmiana miejsc klubów z Gminy - Budowlanych i Pogoni. Jeszcze raz wielkie brawa dla zawodników, działaczy i wszystkich, którzy przyczynili się do awansu Pogoni Skwierzyna. Drugi klub występujący w tej klasie rozgrywkowej to GKP Pszczew. Bardzo mądrze i skutecznie grając przez cały sezon pod okiem trenera Adriana Kinala  unikali w większości przypadków wpadek. Mówiąc po sportowemu - nie napinali niepotrzebnie mięśni, a robili swoje. Tym zawodnikom zależało na zwycięstwach i one ich cieszyły. Natomiast zdarzające się porażki wyzwalały sportową złość. Gdyby tak jeszcze udało się wzmocnić po jednym zawodniku w każdej formacji, to gra byłaby i ładniejsza i skuteczniejsza. Odezwą się głosy, że w Pszczewie grają zawodnicy z innych miejscowości. Jest to prawda z małym dopiskiem. Oni nie byli chciani w innych klubach, a gra w GKP sprawia im radość i zadowolenie w przeciwieństwie do swoich poprzednich klubów. Wszystkim związanym z klubem GKP Pszczew, a zwłaszcza zawodnikom, działaczom i szkoleniowcom wielkie brawa i życzenia wytrwałości od czytelników Powiatowej.

 Następne 2 kluby chciałyby o tych rozgrywkach jak najszybciej zapomnieć. Orzeł Międzyrzecz przystępował do rozgrywek z wielkimi zamiarami wygrania ligi i awansu. Nawet pierwsze dotkliwe porażki nie ocuciły działaczy i trenera z tych - okazało się - mrzonek. Zmiany na stanowisku prezesa i trenera okazały się nietrafne, ale do końca uważano w gronie działaczy, że wygrywając i remisując mecze w końcówce sezonu Orzeł powinien się utrzymać. Brutalna rzeczywistość okazała się inna. Tylko jak można wygrywać mecze nie strzelając goli? Na każdym kroku podkreślałem, że zawodnicy nie potrafią, lub nie umieją trafić do bramki rywali. Orzeł w rozgrywkach zdobył 36 goli plasując się pod tym względem na ostatnim miejscu. Fatalnie było też ze straconymi bramkami, gdzie międzyrzeczanie stracili 109 bramek (3 miejsce od końca). Nie było dobrych wyników, a przebłyski przyzwoitej gry były zbyt krótkie, aby dawały odrobinę radości coraz mnie licznym kibicom. Te ostatnie słowa powinny być zastąpione - nielicznym kibicom. Ostatnie mecze to 30 – 40 kibiców, w tym rodziny piłkarzy. Chciałoby się powiedzieć „gdzie te czasy”, one chyba już nie wrócą, a jeśli, to za dobrych kilka lat. Zasada jest stara jak świat „buduje się długo, a burzy szybko”. Obym się mylił. I jeszcze jedna uwaga. Byli już kibice Orła dziwią się dlaczego klub lekką ręką pozbawił się pieniędzy na rzecz Lecha Poznań za szkolenie w piłkarskiej Akademii. W rozmowach po artykule w poprzednim numerze Powiatowej wszyscy podkreślali, że na tym zarobił tylko Lech. Jakie były intencje działaczy Orła, to wiedzą tylko oni sami. Drugi klub to GKS Bledzew. Od samego początku bledzewianie zajmowali ostatnią pozycję, a zdobycie 10 punktów świadczy, że start w lidze okręgowej to niewypał. Satysfakcją jest zdobycie 4 punktów na zespole Orła po zwycięstwie i remisie. Taka gra nie wróży nic dobrego w niższej klasie. Drużynę trzeba wzmocnić. Z tym problemem działacze GKS muszą uporać się jak najszybciej, żeby nie pozostać z … ręką w nocniku. Niższy stopień rozgrywek to Klasa A. W Keeza Klasa A Zielona Góra występuje zespół Obra Trzciel. Do samego końca rozgrywek walczyli z determinacją o przodownictwo. W ostateczności zajęli 2 miejsce. Trzeba sobie zadać pytanie czy mogli osiągnąć coś więcej. Jak zawsze w takich przypadkach decydują niuanse. Sportowo gotowi są piłkarze Obry do awansu. Może przyszły rok będzie lepszy, a wtedy sukces związany z awansem murowany.   W Keeza Klasa A Gorzów- Słubice też mieliśmy jednego  przedstawiciela. Był nim klub FC Kursko. Klub z małej wioski był w miarę poukładany organizacyjnie i sportowo. Toczył zacięte, często zwycięskie boje z teoretycznie silniejszymi piłkarsko zespołami. Po zeszłorocznych trudnościach nie pozostało śladu, a tegoroczny sezon dał im 4 miejsce. Czy to jest sukces? Na pewno tak, ale wszyscy związani z tym klubem wierzą, że kolejny będzie lepszy. Tego życzymy z całego serca Jak zawsze największym problemem takich klubów jest brak funduszów, ale działacze robią wszystko, żeby było lepiej. Wierzę, że przy takim zaangażowaniu powinno być lepiej. W Keeza Klasa A Gorzów- Drezdenko powiat nasz reprezentowany był przez Zjednoczonych Przytoczna. Trudno walczyli przed spadkiem piłkarze z Przytocznej. Najważniejsze, że skutecznie. W klubie powinny zajść duże zmiany na szczeblu organizacyjnym i sportowym. Bez tego kolejny sezon może okazać się dużo gorszy, co wiąże się ze spadkiem do klasy B. 6 punktów rundy wiosennej to stanowczo za mało na ambicje zawodników z Przytocznej. Keeza Klasa B Świebodzin i nasz reprezentant Chrobry Brójce. Po zeszłorocznych kłopotach w obecnych rozgrywkach widać wyraźny postęp.7 pozycja i 12 wygranych spotkań daje piłkarzom Chrobrego dobrą ocenę.. Oby taki postęp wyników nastąpił w kolejnych rozgrywkach to awans zapewniony, czego życzę zawodnikom i działaczom Chrobrego. Jeszcze mamy Keezę Klasa B Gorzów – Drezdenko, w której grali piłkarze Asa Pieski i rezerwy Pogoni Skwierzyna oraz rezerwy Orła Międzyrzecz.. Najmniej, a zarazem najgorzej można się wypowiedzieć o Orle, który po pierwszej rundzie wycofał zespół z rozgrywek. Nigdy nie dowiemy się czym kierowali się działacze zgłaszając rezerwy do rozgrywek. Wycofanie było podyktowane tym, że nie miał kto grać. Tylko taki stan rzeczy trwał od dłuższego czasu. To był błąd działaczy i jak się później okazało nie jedyny. Piłkarze z Piesek od początku radzili sobie znakomicie i zajęcie 3 miejsca jest jak najbardziej zasłużone. Przy większej mobilizacji sportowej i organizacyjnej może doprowadzić do wyższych lokat, co wiąże się z awansem. Sparingowe mecze pokazały, że już teraz w wyższej klasie nie pozbawieni byliby szans na środkowe rejony tabeli. Pozostały nam rezerwy Pogoni Skwierzyna, które uplasowały się na 2 miejscu. Miała to być drużyna, w której ogrywać się mieli młodzi adepci piłki wraz ze starszymi piłkarzami. Okazali się sportowo bardzo dobrym zespołem i pierwsza drużyna będzie miała z nich pociechę. Tak szeroko zakrojona akcja ze szkoleniem i takie sukcesy doprowadziły do tego, że działacze Pogoni chcą utworzyć ok. 10 grup wiekowych dla adeptów. Jak powiedział Prezes Klubu, moda na piłkę nie powstała dzisiaj. Jego oraz innych działaczy i szkoleniowców zadaniem jest wyszkolenie swoich wychowanków na piłkarzy pierwszej drużyny. Najważniejsze na dzień dzisiejszy jest to, że wszyscy chcą chcieć. Taki projekt zasługuje na uznanie i wielkie brawa.

 

                                                                                 Jan Wiśniewski

 

     Co dalej drogi mojemu sercu Orle Międzyrzecz? Zarząd moim zdaniem powinien zwołać jak najszybciej zebranie nadzwyczajne. Oczywiście nie ma to być zebranie ad hoc. Ono ma być po przemyśleniach, rozmowach z władzami administracyjnymi miasta i wskazaniami co dalej. Na to zasługuje ten jeden z najstarszych klubów na Ziemi Lubuskiej. Oczywiście informacje o zebraniu powinny być nie tylko w mediach elektronicznych, ponieważ starsi kibice nie mają do nich dostępu.

 

 

Używamy plików cookie

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.