Do przemyślenia...

            - NAWŁOCIAMI JESIEŃ SIĘ ZACZYNA… Ten pospolity chwast poetycko nazywany mimozą spopularyzował Czesław Niemen, który ma ładną ławeczkę w Świebodzinie. Jesień to czas, kiedy  wspominamy swoją szkołę, nauczycieli, pracownie, przed którymi dygotaliśmy ze strachu, zabawne sytuacje, a przede wszystkim koleżanki i kolegów ze swojej i z innych klas. Moja szkoła to „jedenastolatka”. Teraz to w Międzyrzeczu Liceum Ogólnokształcące, które absolwentów ma sławnych w różnych dziedzinach. I co ciekawe – nadal się znamy i lubimy. Od 1 września 2021 roku funkcję dyrektora LO pełni mgr Monika Kręciszewska i wszyscy mamy nadzieję, że jak pandemia nie przeszkodzi, to spotkamy się na zjeździe i poszalejemy. Bardzo za takim spotkaniem tęsknimy, bo różnie to bywało na różnych przedmiotach, ale siła wspomnień zaciera w pamięci dwóje, uwagi i kary. Dawno, dawno temu nikt nie chodził na „korki”, skończyliśmy studia i wyszliśmy na ludzi, chociaż nam tego nie wróżono. Musieliśmy liczyć tylko na siebie.  Spotykam swoich profesorów – Jana Krajniaka, Bronisława Bartkowiaka i Zbigniewa Oleszka i cieszę się, że  nas dobrze wspominają.  

             - ANDA ROTTENBERG Proszę bardzoMARGINESY, Warszawa 2021 – to pozycja, którą polecam czytelnikom. Autorka opisała poszukiwania własnej tożsamości i historię rodziny przed i po Zagładzie, a także przegraną walkę o życie jedynego syna. Historyczka i krytyczka sztuki, publicystka, organizatorka i kuratorka wielu wystaw, w latach 1993 – 2000 dyrektorka Galerii Sztuki „Zachęta”, z której to funkcji zwolniono ją w majestacie prawa za obrazę uczuć religijnych po słynnej szarży równie słynnego aktora. Teraz tylu obraża te uczucia, ale kary jakoś nie widać. Anda – nazywana w szkole Andzią – przeżywała na lekcji chemii to co ja, stała na porannych apelach, nosiła fartuch z tarczą (na agrafkę) i berecik z antenką. „Po ulicach i kinach grasowały nauczycielskie inspekcje notujące tych, których widziano w niestosownych miejscach o niestosownej porze i w niestosownym stroju” (str. 304). Przy obecnym ministrze czarny scenariusz może się powtórzyć. I do tego jeszcze układanka ks. Jana Twardowskiego: „Koci, koci łapci, pojedziem do babci/ Ale ani słówka, bo babcia Żydówka”(str. 160). Antysemityzm nadal ma się dobrze.

            - MORALNOŚĆ PANI DULSKIEJ w nowej odsłonie, czyli we wrześniu na narodowym czytaniu. Gabriela Zapolska w tragikomedii kołtuńskiej trafnie scharakteryzowała hipokryzję i podwójną moralność mieszczaństwa z początku XX wieku. Tylko czytać i słuchać Dulskiej, która sprytnie załatwiła rodzinny skandal i mezalians, a problem zakończyła słowami: „Insza nie będę”, bo brudy trzeba prać we własnym domu. Bohaterowie – utracjusz Zbyszko, szukająca silnych wrażeń Hesia i sama Dulska – to bohaterowie naszych czasów. Felicjan Dulski i Mela nie mają nic do powiedzenia w rodzinie, dla której najważniejsze jest zachowanie pozorów moralności, które od tego nazwiska nazywa się dulszczyzną. Dulszczyzna nie minęła z biegiem lat, ona jest nieśmiertelna i ciągle aktualna. Ten, kto przedstawił „Moralność…” panu prezydentowi i pani prezydentowej do narodowego czytania, chyba nie wiedział co robi, a słowo wstępne w wykonaniu prezydenckiej pary – bezcenne…

            - BERLIN ZACHODNI! Iluż to mieszkańców Lubuskiego i z całej Polski jeździło do Berlina na handel wymienny. Runął mur i obok Filharmonii Berlińskiej rozciągał się teren okupowany przez naszych rodaków, którzy z handlowej wyprawy przywozili radia, telefony, termosy i legendarne już czajniki z gwizdkiem. Długo te dobra – wymienione potem na złotówki - można wyliczać. Niemcy mówili złośliwie, że światowej sławy dyrygent Herbert von Karajan nie może przez ten tłum przedostać się do filharmonii. Ale mimo tych złośliwości, trudów podróży i dociekliwości policji – wszyscy byli zadowoleni: my z zakupów, a Niemcy z polskiej wódki i kiełbasy. Minął czas zarobkowych wyjazdów, jesteśmy w Unii Europejskiej, nie ma granic i panuje ogólna przyjaźń. Tak miało być. Miało – ale na wschodniej granicy pojawił się PŁOT! Doprawdy, trudno zrozumieć, że do 34. uciekających przed wojną i śmiercią migrantów nie dopuszcza się lekarzy i wolontariuszy. Sytuacja zmienia się każdego dnia, ale PŁOT zakończony drutem kolczastym rośnie i trwa stan wyjątkowy. Coś mnie naszło na Jacka Kaczmarskiego, który śpiewał - a mury runą, runą, runą… Ale co będzie za płotem? Z kim nie rozmawiam, każdy ma inne zdanie. Dla mnie, mimo wszystko, takie postępowanie w katolickim kraju jest po prostu nieludzkie. Ecce homo…

            - WRZESIEŃ NAD MORZEM zakończył się przeziębieniem. Chmury i wiatr, trochę padało i ogólnie pogody nie było. Ośrodek REVITA w Rogowie to chyba ostatnia enklawa pięknej zieleni w betonowanym na wyścigi polskim wybrzeżu. Wielopiętrowe apartamentowce rosną jak grzyby po deszczu, i – jak wszędzie – komercja zwycięża…

WSZYSTKIM PRACOWNIKOM OŚWIATY ŻYCZĘ ZDROWIA, OPTYMIZMU, WIARY W LEPSZE JUTRO, SYMPATII UCZNIÓW I OCZYWIŚCIE WYŻSZYCH PENSJI ZA OFIARNĄ PRACĘ!

Izabela Stopyra

redaktor naczelna

 

DZIAŁAMY 55 LAT!

 

   Tyle lat działa już Sekcja Emerytów i Rencistów (SEiR) przy Zarządzie Oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego w Międzyrzeczu. Mając na uwadze pracowników oświaty, którzy odeszli na emeryturę, z inicjatywą powołania do życia Sekcji wystąpił ówczesny prezes Zarządu Oddziału ZNP w Międzyrzeczu kol. Edmund Byliński. Działalność Sekcja zaczęła 29 października 1966 roku. Pierwszą przewodniczącą została kol. Maria Sulla-Mencz, a członkami pierwszego Zarządu byli: Anna Pietrasz, Zofia Jakubowska, Aleksandra Dmitrowicz, Waleria Matarewicz-Sperska i Edward Pawlak. Początkowo do Sekcji mogli należeć tylko emerytowani nauczyciele, a pracownicy administracji i obsługi dopiero od 1976 roku.

   Oprócz wymienionych już osób w Zarządach pracowali i pracują wspaniali ludzie znający świetnie potrzeby i oczekiwania emerytów (a była to i jest praca społeczna): Ewa Sawicka, Alicja Kantarek, Lidia Woźniak, Czesław Woźniak, Zofia Ratajczyk, Witek Krawczyk, Janka Frąckowiak, Józek Matysiak, Jadzia Banaszak, Ewa Gandurska, Adam Żyła, Sławek Tubis, Małgosia Zatońska, Zosia Rewolińska- Krokos, Alina Ignatowicz i Ziutka Troszyńska-Gemba.

   Aktywnie działali też w ZNP i Sekcji: Zosia Rybak, Janka Turowska, Janka Juczowa, Józef Płonka, Janka Bylińska, Józef Frydrychowski, Stefania Popow, Zenek Wojciechowski.

   Przewodniczącymi SEiR na przestrzeni tych lat byli: Maria Sulla -Mencz, Eugeniusz Popow, Kazimierz Serafiński, Tomasz Jasiński, Zofia Krawczyk i Wiesława Chamienia (od 1998 r. do chwili obecnej).

Wszystkie koleżanki i kolegów znałam i znam, szanowałam i szanuję, podziwiałam i podziwiam ich zaangażowanie w pracy na rzecz naszego Związku. Z wieloma z nich pracowałam w szkole.

   Z obecnych członków 5 osób posiada Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski: Tomasz Jasiński, Helena Golisz, Gertruda Wesołowska, Małgorzata Jasińska i Wiesława Chamienia. Złotą Odznakę ZNP posiada 18 osób. Odznakę za 50-letnią przynależność do ZNP posiada 26. członków. Członkowie ze stażem związkowym powyżej 60. lat otrzymali listy gratulacyjne z Zarządu Głównego i prezesa S. Broniarza.

   Do naszej Sekcji należą koledzy z Pszczewa, Trzciela, Templewa, Bledzewa, Bukowca i Wyszanowa. Członkowie naszej Sekcji spotykają się na Dzień Kobiet i Mężczyzn, Dzień Edukacji i w grudniu świątecznie. Robimy też jednodniowe wycieczki. Pamiętamy o urodzinowych jubilatach. W miarę możliwości i potrzeb wspomagamy naszych członków w trudnej sytuacji zdrowotnej i życiowej. Tu muszę nadmienić, że Związek jak i Sekcja działają tylko w oparciu o składki swoich członków. Jako członkowie ZNP  bierzemy udział we wszystkich imprezach organizowanych przez Oddział: w wycieczkach, festynach, wspólnych wyjazdach  do teatru i kina. Wspieramy też wszystkie działania Zarządu Oddziału, Okręgu i Zarządu Głównego mające na celu poprawę sytuacji oświaty i nauczycieli w Polsce.

 Pandemia trochę pokrzyżowała nam plany i zabrała z naszego grona dwie osoby. W 2020r. udało nam się zrobić tylko jedno spotkanie. W tym roku chcemy spotkać się 6 października z okazji Dnia Edukacji. Lubimy nasze spotkania i bardzo ich nam brakuje. Odosobnienie nie wpływa dobrze na nasze samopoczucie, ale musimy mieć nadzieję na lepsze dni i wzajemnie się wspierać.

  Nadal bardzo brakuje nam miejsca na koleżeńskie spotkania przy kawie i herbacie. W 2016 r. na naszej uroczystości z okazji 50-lecia obecny na spotkaniu burmistrz obiecał, że takie miejsce będzie dla członków ZNP i.. na tym się skończyło. Szkoda, ale nadal żyjemy nadzieją.

 W naszej działalności otrzymujemy dużą pomoc prezes Elżbiety Śmiałek i Zarządu Oddziału ZNP w Międzyrzeczu, bo bez ich wsparcia byłoby nam trudno realizować plany i zamierzenia. Bardzo za to DZIĘKUJEMY.

  Członkom ZNP i pracownikom oświaty z okazji Dnia Edukacji życzę dużo zdrowia, uśmiechu i radości tych dużych i tych małych. Odchodzących na emeryturę zapraszamy do naszego grona.

 

  Wiesława Chamienia

 


 

 

To już 56 lat!

 

56 lat po zdaniu matury /1965 rok Liceum Ogólnokształcące w Międzyrzeczu/ klasy XIa i XIb po raz jedenasty spotkały się 7 września na tradycyjnym zjeździe koleżeńskim.                       

 Wychowankowie prof. Romualdy Zdanowicz - Gołąbek i prof. Jana Krajniaka niezwykle karnie co pięć lat stawiają się pod murami swojej szkoły, aby pod przewodnictwem najpierw dyr. Bronisława Bartkowiaka, a następnie kolejnych dyrektorów wspominać wspólne cztery lata nauki i innych poważnych przeżyć z lat 1961-65.                                                        Także tradycyjnie część rozrywkowa zjazdu odbywała się w różnych ośrodkach wypoczynkowych Ziemi Międzyrzeckiej. W tym roku w spotkaniu wzięło udział 29 osób. Z towarzyszeniem prof. Jana  Krajniaka oraz zauważalną i entuzjastycznie przyjętą obecnością   - po raz pierwszy od 56 lat - kolegi Stasia. Ci, którzy nie mogli wziąć udziału w zjeździe /m.in. Krystyna, Alicja, Marek/ przesłali serdeczne pozdrowienia.

W tym roku uroczysta kolacja została zorganizowana w uroczym ośrodku w Gorzycy. Clou wieczoru było wręczenie wszystkim obecnym przez prof. Jana Krajniaka Jego publikacji z r. 2018 ,,Krajobraz Pojezierza Międzyrzeckiego. A następnie wspomnieniom i anegdotom nie było końca.

Na zakończenie tej krótkiej opowieści podkreślić należy wkład naszych nieocenionych kolegów - Sylwka, Rysia i Jurka, którzy z oddaniem od tylu już lat organizują nasze zjazdy. 

                     Do zobaczenia za rok, bowiem koleżanki i koledzy jednomyślnie uchwalili taką datę kolejnego spotkania.

 

Teresa Paczkowska

Foto - Jerzy Undro



 

Jan Walkowiak

 - sportowiec, trener, wychowawca młodzieży

 

      Ponad 2 lata temu w numerze 5/251 Powiatowej zapowiadałem, że  zapoznam czytelników z najlepszym trenerem, bez podziału na dyscyplinę sportu, wywodzącym się z Międzyrzecza. Następuje to dopiero teraz.

 Jan Walkowiak urodzony w Międzyrzeczu w 1952 r. (1 stycznia). Żonaty z Barbarą Ślązaczką, dwie córki bliźniaczki Ala i Ela, 3 wnuczki i 1 wnuk – wszyscy dorośli. Mieszkaniec Rudy Śląskiej. Przez dawnych znajomych, kolegów i całą rodzinę nazywany był Januchem. Mimo że mu to nie przeszkadza, będę mówił do niego Jachu.

- Jachu, jak wspominasz szczenięce lata? 

- Odpowiem najkrócej jak można, super bardzo dobrze. Bardzo dużo pamiętam, ale najczęściej wspominam te lata jak mam się wybrać do rodzinnego miasta. Przypominam sobie wiele faktów, zdarzeń i osób, z którymi chciałbym się spotkać. Okazuje się, że mam tylu znajomych, że odwiedzając wszystkich po 4. na dzień, to miesiąc byłby za krótki. Ty będziesz zwornikiem, który o mnie będzie informował wszystkich pragnących poznać moje losy. Przeważnie po przyjeździe do Międzyrzecza odwiedzam cmentarz i tych,  którzy już odeszli. Zresztą nie wiem skąd to się u mnie wzięło, ale cmentarze odwiedzam w każdym mieście,  gdzie jestem. Z naszej dawnej ulicy i okolic sporo kolegów i koleżanek opuściło ten ziemski padół.

- Muszę przyznać, że dwukrotnie spotykaliśmy się na cmentarzu i nie było to 1 listopada. Odpowiem na twoje wątpliwości odnośnie odwiedzania cmentarzy. Naszym terenem wielu zabaw mniej lub bardziej zwariowanych był „niemiecki cmentarz”, a ty wodziłeś w tym rej. Nie wszystko nadaje się do publicznej wiadomości, ale nieraz włosy stawały na głowie przy naszych, a najwięcej twoich dokazywaniach. Można powiedzieć, że przyzwyczajenia pozostają. Jak to wspominasz?

-  Faktycznie, zabawy i wygłupy na niemieckim były na porządku dziennym, zwłaszcza w wakacje. Brały w tym udział ul. Strzelecka (nie ma takiej już w Międzyrzeczu), ul. Sikorskiego (obecnie 30 Stycznia) i częściowo ul. A. Czerwonej. Jak my tam byliśmy, to nikt nie miał prawa tam być, a jak już ktoś się pokazał, to małe „bęcki” i cisza. To był jeden z naszych terenów. Drugi to ruiny strzelnicy dzisiejszego Domu Kultury. Tam było podobnie. Nawet starsi musieli rezygnować z odwiedzeń strzelnicy. Myśmy wiedzieli po co oni tam przychodzili, ale nie nadaje się to do publikacji. Poza tym to sport na każdym wolnym placu. Piłka to na starym targowisku. Konkurencje lekkoatletyczne to polana na cmentarzu, teren koło stodoły pana Olka S. (do dzisiaj o nim jak mówimy to o panu) i wasze duże podwórko. Dobrze, że ty,( to znaczy autor tekstu) znasz imiona i nazwiska wszystkich kolegów. Ja już kilka nazwisk zapomniałem, ale dobrze z tobą się rozmawia, znasz chyba wszystkich ?.

 - Jak trafiłeś na Śląsk i do zapasów?

 - Przecież wiesz i to z dokładnością większą niż ja sam.

 - Ale czytelnicy Powiatowej chcą wiedzieć od ciebie.

 - Po ukończeniu SP nr 2 (jeszcze wtedy 7- letniej) pojechałem na Śląsk, gdzie od 2 lat uczył się mój brat Andrzej. Imponowało mi, bo gdy przyjeżdżał do domu na święta i na wakacje to miał swoje pieniądze i to chyba był decydujący powód. Tam był darmowy internat i stypendium. Jednak dymy i samopoczucie na Śląsku mnie przerażało i postanowiłem wracać. Jeszcze krótki epizod we Wrocławskim Technikum Żeglugi Śródlądowej i wróciłem do Międzyrzecza. Pomimo że miałem ukończoną podstawówkę zacząłem naukę w 8 klasie SP2. Brzmi to trochę śmiesznie, ale mam dwa świadectwa ukończenia Szkoły Podstawowej i to dwa różne… Trochę sportu i czas szybko minął, więc stanąłem przed dylematem co dalej. Ponownie wybrałem Szkołę Górniczą w Rudzie Śląskiej, gdzie sport postawiony był na wysokim poziomie. Szkoła Przyzakładowa przy kopalni węgla miała to szczęście, że dyrektor to wielki zwolennik i propagator sportu. W szkole też rywalizacja sportowa wśród uczniów stała na porządku dziennym. Bardzo szybko zauważony zostałem przez szkoleniowców zapasów i rekomendowany dyrektorowi jako kandydat na dobrego zawodnika. Stałem się zawodnikiem klubu Slavia Ruda Śląska. Trenowałem też pływanie w klubie Górnik Zabrze (to nie pomyłka). Moje wyniki sportowe w zapasach były dobre, ale nie wybitne. Jednak obserwujący mnie szkoleniowcy zauważyli, że mam zdolności szkoleniowe, chociaż sam o tym nie wiedziałem. Połączone było to z większym stypendium, więc też mi się to podobało. Mój bezpośredni szkoleniowiec i Prezes Klubu namówili mnie do podjęcia nauki w Technikum Górniczym, którą ukończyłem w planowanym terminie pomimo rozpoczęcia kursu instruktorskiego, który też ukończyłem. Dalszy ciąg to podjęcie studiów na Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego (dzisiaj AWF) w Katowicach. Powoli od swojego wychowawcy Bernarda Szczepańskiego (medalista MŚ i olimpijczyk 1972 Monachium) zacząłem przejmować obowiązki trenera w klubie Slavia.

-  Jakie były twoje osiągnięcia sportowe jako szkoleniowca?

 - Szybko, bo już w czasie nauki w Technikum zdobyłem uprawnienia instruktorskie i prowadziłem szkolenie w klubie, gdzie Bernard Szczepański przekazywał mi tajniki szkoleniowe i poszczególnych zawodników. W 1979 roku ukończyłem studia na wspomnianej WSWF, a w 1987 r. uzyskałem trenerską klasę mistrzowską. W ciągu całej kariery dla klubu jako trener zdobyłem ponad 200 medali w różnych kategoriach wiekowych. Oczywiście nie mogę zapomnieć o wkładzie w te medale moich współpracowników. Największy sukces to srebrny medal Marka Garmulewicza w MŚ w 1988 r. i brąz tego samego zawodnika na MŚ rok później. Trzy złote medale przywiezione z Mistrzostw Europy to też osiągnięcia godne uwagi. Nie można zapomnieć o Turnieju Przyjaźni w Sofii, gdzie uzyskaliśmy 4 medale. Turniej ten odbywał się we wszystkich dyscyplinach olimpijskich dla zawodników bloku sowieckiego w ramach protestu i braku udziału w Igrzyskach Olimpijskich 1984 r. w Los Angeles. Medali z pomniejszych turniejów nie potrafię zliczyć.

 -  Jak zostałeś pierwszym trenerem reprezentacji polskich zapaśników w stylu wolnym?

 -  W 1995 roku władze Polskiego Związku Zapaśniczego widząc moje zaangażowanie i pasmo sukcesów w stylu wolnym „moich” zawodników powierzyło mi funkcję pierwszego trenera. To było na rok przed olimpiadą w Atlancie. Ja byłem całkowicie wyłączony z życia towarzyskiego i rodzinnego. Jedyny cel to Igrzyska. Byliśmy przygotowani bardzo dobrze. Jedno 4 miejsce i kilka 5-6 lokat to cały nasz dorobek. Przy zapaśnikach stylu klasycznego, którzy zdobyli 4 złote medale to było mało. Wiedziałem, że z funkcji 1 trenera muszę odejść. Analizując występy moich podopiecznych widzę drobne błędy jakie popełniali w walkach. Oczywiście widzę też swoje błędy, ale taki jest sport. Najgorsze było jednak to, że sami zawodnicy w trakcie walki zmieniali nakreślone plany co do stosowania odpowiednich technik. To już historia, a życie toczyło się dalej. Zaproponowano mi pracę jako asystent trenera, co też uważam za sukces.

 -  Jakie były dalsze losy jako szkoleniowca?

 -  Jeszcze w 1996 roku podpisałem kontrakt na pracę jako szkoleniowiec reprezentacji Tunezji. Kontrakt ekonomicznie bardzo dobry, ale praca z „arabami” (nie jest to złośliwość) jest bardzo trudna. Oni byli bardzo zadowoleni ze zwycięstw na zawodach rangi Mistrzostw Afryki czy Mistrzostw Państw Arabskich Morza Śródziemnego i pomniejszych turniejach. Zdawali sobie sprawę, że żeby osiągnąć coś więcej, to wysiłek z tym związany przekracza ich możliwości. W 1999 r. pomagałem w zajęciach szkoleniowych kadry Polski. W latach 2003/2004 ponowny kontrakt w Tunezji. Myślałem, że zmieniły się priorytety związku zapaśniczego w tym kraju. Tak mnie zapewniano przed podpisaniem kontraktu. Myliłem się. Dla mnie takie same sukcesy jak przy poprzednim kontrakcie to było mało, ale Tunezyjczyków to satysfakcjonowało. Było tak jakby kalką odbił poprzednie osiągnięcia. Pomimo że dostałem propozycję przedłużenia kontraktu, nie zrobiłem tego, gdyż rodzina dopominała się o ojca i męża. Nie skorzystałem też z propozycji kontraktu ze Szwajcarii.

Nie wyobrażam sobie siedzącego w papciach przed telewizorem. Co dalej ze sportem?

- Oczywiście, że taka sytuacja jest niemożliwa. Praca jako konsultant z kadrą i w 2016 praca w klubie Pogoń Ruda Śląska (dawna Slavia). Praca z młodzieżą dawała mi wielką satysfakcję, a sukcesy, które były, to pochodna pracy trenerskiej i entuzjazmu młodych sportowców. Obecnie to jako prawie 70- latek pełną parą korzystam z przywilejów emeryta jako były cieśla górniczy. Takie to były czasy, ale pod ziemię zjeżdżałem, może nie często, ale jednak.

-  Co oprócz radości z sukcesów „twoich” sportowców dał ci sport? 

- Mimo wszystko sport i satysfakcja, że robiło się to co najbardziej lubiłem. Zwiedziłem świat wzdłuż i wszerz. To nie jest tak, że za granicą tylko hala sportowa i zawody. Znalazło się trochę czasu na zwiedzanie. Poznałem bardzo dużo ciekawych ludzi. Często odwiedzam znajomych i kolegów w innych miastach i wiem, że oni szanują mnie tak jak ja ich. Największe wrażenie to wizyta u naszego Papieża Jana Pawła II. Takich rzeczy się nie zapomina. Kiedyś jak to słyszałem to myślałem, że to zwykły slogan, ale przekonałem się, że nie. Były też ujemne strony. Największym minusem to częsta i długa rozłąka z rodziną, ale takie są losy sportowców.

-  Nie wszystkie nasze wspomnienia nadają się do miesięcznika, ale gdy przyjedziesz następnym razem to postaram się zorganizować spotkanie z  kolegami, którzy o tobie pamiętają.

-  Nie obiecuję, że przyjadę w terminie wczesnym. Ty będziesz poinformowany na tyle wcześniej, żeby takie spotkanie zaaranżować. Wiele rozmów ze znajomymi w Międzyrzeczu uświadomiło mi, że skromnie mówiąc pamiętają o mnie. Rozmowy z Bogdanem Czyżem i Zbigniewem Oleszkiem to też wspaniałe wspomnienia z przeszłości związane nie tylko ze sportem. Tadziu Siecz to oddzielna sprawa i składam mu ogromne dzięki. On i ty wiecie, o co chodzi.

 

 Jachu, bardzo ci dziękuję za rozmowę. Przecież przez fachowców uznany jesteś za najlepszego trenera zapasów w stylu wolnym w Polsce, a do tego sportowe szlify zdobywałeś w Międzyrzeczu. Jesteś pierwszym i jak na razie jedynym trenerem na olimpijskiej mapie pochodzącym z Międzyrzecza.

 

Jan Wiśniewski

 

 

LAUREATKA JULIA MATUSZEWSKA

Wielki sukces literacki uczennicy SP nr 2 w Międzyrzeczu

Niesamowicie cieszy, że są wśród nas młodzi ludzie, którzy tworzą, przelewając swoje myśli na papier. Nie brakuje im przy tym wyobraźni i artystycznego zacięcia. Tworzą nie tylko pełną zaskakujących rozwiązań prozę, ale również przejmującą poezję. Okazało się, że wystarczy tylko tym tekstom pozwolić wyjść z szuflady… W ten sposób narodził się Kącik Twórczy działający w „Dwójce”. Podczas zdalnego nauczania uczniowie wymieniali się swoimi utworami na platformie edukacyjnej – było tam miejsce na konstruktywną krytykę i ciekawe dyskusje. Teksty młodych autorów pojawiały się na łamach „Powiatowej”, trafiając do lokalnych miłośników literatury. Postanowiliśmy jednak pójść jeszcze krok dalej i podzielić się naszymi utworami z szerszą publicznością, biorąc udział w konkursie literackim. W czerwcu przesłaliśmy więc wiersze i teksty prozatorskie na znany i ceniony Przegląd Dziecięcej i Młodzieżowej Twórczości Literackiej „LIPA”. Sama mam do tego konkursu ogromny sentyment – kilka lat temu odkryła go przede mną (wraz z pasją twórczą) moja nauczycielka języka polskiego, pani Iwona Paszkowska. Wreszcie mogłam zaprosić do „LIPOWEJ” przygody uczniów „Dwójki”.

 W konkursie wzięły udział: Julia Matuszewska, Hanna Wajman, Antonina Zamorska, Lena Lis, Kinga Buszewska, Kamila Dudek, Zuzanna Strzemiecka. Niedawno dotarła do nas informacja, że laureatką XXV Ogólnopolskiego i XXXIX Wojewódzkiego Przeglądu Dziecięcej i Młodzieżowej Twórczości Literackiej „LIPA” 2021 została uczennica klasy siódmej – Julia Matuszewska. Jesteśmy pewni, że to dopiero początek twórczej drogi Julki – dziewczynki pełnej artystycznej pasji, a przy tym skromnej i niezwykle wrażliwej. Wierzymy też, że kolejni nasi młodzi twórcy będą kontynuować swoje działania i wkrótce usłyszymy o ich sukcesach. Za wszystkich trzymamy kciuki, serdecznie gratulujemy Julce i zapraszamy Państwa do zapoznawania się z naszymi tekstami na łamach „Powiatowej”. Trwamy w przekonaniu, że warto i trzeba czytać, a dopóki są wśród nas ludzie, którym literatura pozostaje bliska, dopóty warto i trzeba też pisać.

Aleksandra Biela

 

Gratulacje dla Julki i literackich pasjonatów z SP 2 - redakcja

 

 

Piękny skwierzyński dom

            Sobotnie sierpniowe popołudnie. Ciepło i jeszcze zielono dookoła. A my siedzimy w dużym ogrodzie skwierzyńskiego domu państwa Ewy i Mieczysława Kulików. Piękny dom z końca XIX wieku, klimatyczny – od werandy po strych, utrzymany w stylu, który przywołuje literackie opisy szlacheckich dworków i który bardzo mi się podoba. Kolorowe szybki w oknach, biblioteczki pełne książek, serwantki, zegary, zdjęcia … W każdym kątku widać dbałość właścicieli o szczegóły z minionej epoki. Dom duży, piętrowy (na zdjęciu). Na piętrze był kiedyś strych, a teraz są to kolejne pomieszczenia - dla gości do spania, a dla gospodarzy do pracy. Pan Mieczysław dba o każdy szczegół swojego rodzinnego domu, o każdą ramkę i klamkę. To wszystko trzeba też sprzątać! Każdy bibelot odkurzyć, podłogi „wyświecić”, okna i schody umyć. I to ma tak być, a nie inaczej. Podziwiałam i zastanawiałam się głośno, czy dzieci naszych gospodarzy też chcą pielęgnować piękno przeszłości. A przecież gospodarze bardzo nowocześni. Pani domu - nasza redakcyjna koleżanka Ewa Zdrowowicz – Kulik (na zdjęciu) przedstawia czytelnikom sylwetki mieszkańców skwierzyńskiej gminy, którzy zasłużyli na wdzięczną pamięć za pracę, działalność społeczną, kulturalną i sportową.

„Nasza” Ewa to kobieta wielu talentów, pasji, zainteresowań, a przede wszystkim chęci do pracy na rzecz innych. W 1996 roku objęła funkcję prezesa Fundacji „Serce na Dłoni” i pełniła ją ponad dwie dekady. Jak sama mówi: „Rada Fundacji przyjęła moją rezygnację, ale najważniejsze, że mam znakomitą, młodą następczynię i Fundacja będzie nadal działać – tutaj na moje chore serce miód się leje” … Sławomir Szenwald –dyrektor Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki w Gorzowie Wlkp. w bardzo serdecznych słowach podziękował za wspaniałą pracę, która została doceniona, bo „zostałaś, Ewo, odznaczona m.in. Złotym Krzyżem Zasługi, Odznaką Honorową Gorzowa, tytułem Honorowy Obywatel Skwierzyny oraz Zasłużony dla Województwa Lubuskiego”.

 

 Rada Fundacji „Serce na Dłoni” nadała Ewie Zdrowowicz – Kulik tytuł Honorowej Prezes Fundacji Serce na Dłoni.

Wszystkie plany trochę zmieniła choroba, ale musi być dobrze, bo tyle jeszcze tematów i ludzi do opisania. Doktor Mieczysław opiekuje się troskliwie żoną i wszyscy jesteśmy dobrej myśli, bo przecież nie może być inaczej.

Klimat tego skwierzyńskiego domu, wspaniali gospodarze, smakołyki i możliwość poznania poetki Halinki Relich – na długo pozostaną w pamięci.

Izabela Stopyra

           

 

 

 

 

 

 

 

POLACY W OBRAWALDE

- HISTORIA KATARZYNY I WŁADYSŁAWA KRZYŻANIAKÓW

„Obcy naród, który w języku niemieckim wyraża swoje obce myśli, kompromituje poprzez swoje własne poczucie niższości poziom i godność naszego narodu"

Adolf Hitler o Polakach

Szpital Psychiatryczny w Obrzycach koło Międzyrzecza (Obrawalde bei Meseritz) został wybudowany na ziemiach, które należały przed 1772 rokiem do I Rzeczpospolitej. W wyniku rozbiorów przypadły one Królestwu Prus i tutejsza ludność została poddana intensywnej akcji germanizacyjnej. Już od momentu powstania szpitala obrzyckiego w 1904 roku pracowali w nim obywatele państwa pruskiego, zarówno polskiego, jak i niemieckiego pochodzenia. Niestety, polskie pochodzenie było uważane w państwie pruskim za „gorsze” i często Polacy byli odsunięci od piastowania wyższych stanowisk. To Niemcy zazwyczaj byli nauczycielami, lekarzami, urzędnikami, oficerami czy naczelnymi pielęgniarzami. Polakom przypadały w udziale niższe stanowiska: salowych, sprzątaczek, robotników, pielęgniarek i pielęgniarzy. Chcąc osiągnąć awans w niemieckim szpitalu polski personel musiał się mocno zniemczyć i być czasami „bardziej niemieccy niż sami Niemcy”, co charakteryzowało się odrzuceniem języka polskiego i posługiwanie się wyłącznie niemieckim. Pochodzenie polskie było uważane za mniej wartościowe od niemieckiego, a czasami wręcz godne pogardy. Widzimy to na przykładzie głównego kasjera kasy szpitalnej z czasów II wojny światowej Fritza Janotte, który twierdził, że jego nazwisko jest francuskie, mimo że pochodziło od górnośląskiego nazwiska Janota.

Taki los szarego pracownika szpitala przypadł właśnie Polce - Katarzynie Krzyżaniak.

Urodziła się 15 października 1882 roku we wsi Miława pod Mogilnem, w prowincji poznańskiej jako Katarzyna Chmielewska (w aktach niemieckich w Obrzycach jej nazwisko jest zapisane z błędem jako „Czmielenska”). W 1882 roku prowincja poznańska, zwana wtedy Provinz Posen, była pod zaborem pruskim. Katarzyna pochodziła ze zubożałej szlacheckiej rodziny Chmielewskich, zamieszkałych w Miławie. W sąsiedniej wsi na zabawie poznała starszego o 5 lat Władysława Krzyżaniaka i postanowiła wyjść za niego za mąż. Spotkało się to z dezaprobatą rodziny, która liczyła na bogatszego kawalera i nie w smak jej był zwykły pielęgniarz. Władysław był bowiem pielęgniarzem w Szpitalu Psychiatrycznym w Dziekance koło Gniezna. Dostał jednak lukratywną  propozycję pracy w nowo powstałym szpitalu w Obrzycach, dużą pensję i mieszkanie służbowe, więc postanowił przenieść się tu z rodziną. Pracował na Oddziale XIX dla niespokojnych mężczyzn. Szybko przyzwyczaił się do nowego miejsca pracy, a nawet zaczął być aktywny politycznie. W 1908 r. widzimy Władysława Krzyżaniaka na liście wyborczej z okręgu wyborczego Obrawalde. W 1914 roku, po wybuchu I wojny światowej, pielęgniarz z Oddziału XIX został powołany do armii niemieckiej. Udało mu się z wojny wrócić cało, ale po powrocie, 22 października 1918 r. zmarł na zapalenie płuc. Prawdopodobnie padł ofiarą szalejącej pod koniec 1918 roku grypy hiszpanki, która dziesiątkowała mieszkańców Europy i objawiała się właśnie infekcją płuc. W Obrzycach w tym czasie zmarło kilkunastu pacjentów i kilka osób z personelu. Katarzyna Krzyżaniak została wdową. Co prawda przysługiwała jej renta po zmarłym mężu, ale wyrzucono ją na bruk ze służbowego mieszkania. Miała już wtedy 2 małe dziewczynki Hildę i Helenę i była w ciąży z trzecią córką Cecylią. Musiała wynająć kąt dla siebie i dzieci w Żółwinie- Kolonii (Solben- Abbau). Nie wiadomo, gdzie wcześniej pracowała, ale 1 stycznia 1932 r. została zatrudniona jako sprzątaczka i pomoc w niemieckiej szkole podstawowej w Obrzycach. Sprzątała klasy i korytarze, a także paliła w piecu. Jej pensja wynosiła „zawrotną” sumę 25 marek. Dla porównania niemieckie pracownice biurowe z budynku administracji zarabiały średnio 125 marek. Za kwotę 25 marek Katarzyna Krzyżaniak mogła kupić swoim dzieciom około 75 kg chleba, czyli nieco ponad 2 bochenki na dzień. Niestety, z powodu choroby Katarzyna musiała 5 sierpnia 1941 roku zrezygnować z pracy szkolnej sprzątaczki. Jej pensja była tak niewielka, że administracja szpitala miała spore problemy ze znalezieniem jakiejś pracownicy na jej miejsce. Dyrektor Szpitala Psychiatrycznego dr Johannes Banse, poproszony przez burmistrza Międzyrzecza o wskazanie następczyni na to stanowisko nie mógł znaleźć nikogo chętnego. Sprytny pomysł podsunął mu jego dyrektor gospodarczy Walter Grabowski, który uciekł się w tej kwestii do szantażu. W mieszkaniu służbowym na terenie szpitala mieszkała niejaka pani Tepper. Jej mąż pielęgniarz pełnił służbę w Wehrmachcie, ona zaś nie pracowała, ani nie opiekowała się małymi dziećmi. Dyrektor gospodarczy wpadł na pomysł, żeby urząd pracy (Arbeitsamt) przymusowo skierował panią Tepper do pracy na stanowisko szkolnej sprzątaczki. Pewnie też postraszono ją, że jeśli odmówi, zostanie usunięta z mieszkania służbowego.

Na szczęście choroba, która kazała Katarzynie Krzyżaniak zrezygnować z pracy w szkole nie okazała się poważna i żyła ona jeszcze wiele lat po wojnie, pracując w Obrzycach i opiekując się dziećmi, a potem wnukami. Zmarła 1 września 1963 roku i została pochowana obok swojego męża na starym cmentarzu obrzyckim. Jej dokumenty z czasów pracy na stanowisku sprzątaczki przed rokiem 1945 znajdują się w teczce, zawierającej  materiały archiwalne o niemieckiej szkole w Obrawalde.

 

Katarzyna Sztuba - Frąckowiak

 

Maria MARCINIAK –Kustoszem Honorowym

Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego

 

W 2021 roku przypada setna rocznica urodzin Stanisława Lema, jednego z najwybitniejszych przedstawicieli fantastyki naukowej, futurologa, felietonisty i filozofa. Jego powieści i opowiadania przetłumaczono na ponad czterdzieści języków i – jak dotąd – wydano w nakładzie 30 milionów egzemplarzy. Jego twórczość zaliczana jest do kanonu literatury światowej. Sejm RP zdecydował, że należy uczcić ten fakt i ustanowił rok 2021 – Rokiem Lema.

Rok Lema obchodzono także w Międzyrzeczu. 14 września 2021 roku w dostojnych murach Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego odbyła się prelekcja dotycząca życia i twórczości Stanisława Lema, poprowadzona przez Marię Marciniak, autorkę wielu wieczorów historyczno – literackich. Każdy z nich ma niezwykły charakter i kończy się sukcesem.

Ten „lemowski” wieczór to nie tylko uhonorowanie Mistrza. W tym dniu do grona osób, które otrzymały tytuł Kustosza Honorowego Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego dołączyła Maria Marciniak, animatorka kulturalnych i artystycznych wydarzeń. Maria Marciniak zasłużyła na ten tytuł swoją działalnością na rzecz naszego regionu.

Nowy Kustosz Honorowy Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego jest przyjacielem Biblioteki Publicznej w Międzyrzeczu, należy do Dyskusyjnego Klubu Książki i Międzyrzeckiego Saloniku Literackiego.

Maria jest poetką, która zadebiutowała wierszami – miniaturkami na łamach Pegaza Lubuskiego.

 

Autorce podziękowały i złożyły gratulacje m. in.: wicestarosta Zofia Plewa, zastępca burmistrzaAgnieszka Śnieg, sekretarz Urzędu Miejskiego Anna Sawka.

Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy wMiędzyrzeczu, Dyskusyjny Klub Książki i Międzyrzecki Salonik Literacki dołączają się do gratulacji i życzą dalszych sukcesów.

 

Krystyna PAWŁOWSKA

Kierownik BPMiG Międzyrzecz

Renata DYLA

DKK/MSL

Katarzyna TERPIŁOWSKA

DKK

Fot. Dariusz BROŻEK

Do gratulacji dołącza się zespół redakcyjny

 

 

 

Mój świat według książek,

pozycja pierwsza Harper Lee ,,Zabić drozda”

         Jak większość osób, które od czasu do czasu biorą do ręki książkę, mam swoją listę ulubionych pozycji. Są na niej tytuły literatury polskiej oraz światowej. Jaki gatunek literacki, jaką tematykę preferuję - bardzo różny, najważniejsze aby książka zrobiła na mnie wrażenie, nauczyła czegoś  i aby pozostała na długo w pamięci. Jedną z takich książek jest ,, Zabić drozda” Harper Lee. Autorka to amerykańska pisarka i publicystka, która za swą powieść z 1960 roku uhonorowana została Nagrodą Pulitzera. Powieść została sfilmowana w 1962 roku, a jedną z głównych ról brawurowo zagrał Gregory Peck nagrodzony za swój trud Oskarem. Książka należy do klasyki amerykańskiej powieści i porusza ciągle niestety aktualne tematy związane z prawami człowieka, moralnością, podziałami oraz segregacją rasową. Jest wstrząsająca, nie można jej zapomnieć, a wszystkie te trudne tematy komentuje mała dziewczynka. To właśnie ona jest narratorem powieści. Miejsce akcji to fikcyjne miasteczko na południu USA, lata 30. XX wieku. Lata głębokiego kryzysu gospodarczego i rasizmu. Główni bohaterowie to Atticus Finch, adwokat samotnie wychowujący dwójkę dzieci: sześcioletnią Jean Louise (w zależności od tłumaczenia zwaną Skaut lub Smyk nasz narrator), trzynastoletniego Jeremiego (Jem) oraz ich przyjaciel Charles Baker Harris zwany Dillem. Opis prowincjonalnego miasteczka, zwyczaje jego mieszkańców, wszystko słowami małej dziewczynki Smyk, trochę chłopczycy, ostro reagującej na moralność dorosłych i zepsucie otaczającego ją świata. Jest to powieść pełna uczuć o dorastaniu, szacunku, miłości i pomimo upływu lat ciągle aktualna.

Składa się z dwóch wątków:

- pierwszy dotyczy fascynacji dzieci tajemniczym synem sąsiada, który nigdy nie wychodzi z domu. W ich wyobraźni urasta do roli potwora i psychopaty;

- drugi dotyczy Atticusa podejmującego się obrony Toma Robinsona, Afroamerykanina, który niesłusznie został oskarżony o zgwałcenie białej dziewczyny. Tom pada ofiarą uprzedzeń i nienawiści na tle rasowym.

                 Nie jest moją intencją szczegółowo opisywać treść, ale zwrócić uwagę na ponadczasowość tematyki i być może zachęcić do przeczytania książki lub obejrzenia filmu. Nie zawsze łatwo jest sfilmować arcydzieło literackie, ale tutaj muszę przyznać, że film jest świetny.    

 Przed oczami mam scenę z filmu, gdzie Gregory Peck podczas bardzo realistycznego procesu broni Toma Robinsona, pomimo iż wie jaki będzie werdykt. Wszystkiemu przysłuchują się dzieci.  Co w takiej sytuacji mogą myśleć o sprawiedliwości, uczciwości i dobroci człowieka? Dlaczego właściwie  Atticus broni Toma? Właśnie teraz może przedstawić symbol Drozda, symbol ludzi, którzy są słabi, bezbronni. Atticus (Gregory Peck) poprzez ten symbol daje nam lekcję moralności. Trzeba robić wszystko, aby bronić słabszych, bezbronnych. Drozdy to ptaki, które pięknie śpiewają, nie czynią nikomu krzywdy. Zabicie drozda jest grzechem.

Jest więcej scen, które na długo pozostają w pamięci, np. Atticus przed drzwiami więzienia, w którym zamknięty jest  Tom i tłum miejscowych mężczyzn, którzy przybyli z zamiarem linczu. Niebezpieczna sytuacja i nagle pojawiają się dzieci. To właśnie Jean Louise  Smyk poprzez rozmowę z jednym z mężczyzn, doprowadza, że rezygnują, odchodzą. Mała dziewczynka odpiera atak agresywnych mężczyzn. Co sprawiło, że ci wrogo nastawieni ludzie z bronią w rękach, nagle wsiadają do aut i odjeżdżają? Pozostawię to bez odpowiedzi. Przeczytajcie, naprawdę warto.

Właśnie dzieci w swej szczerości, ucząc się otaczającego je świata najlepiej oceniają dobro i zło. W dziecięcych umysłach jest wiele dobra, które my dorośli powinniśmy zachować i pielęgnować. Tym stwierdzeniem chciałabym podsumować i jeszcze raz zachęcić do lektury.

 

Izabela Krajniak


 


 

Rozmowa z Olą Witkowską

z okazji drugich urodzin Studia Kształtowania Sylwetki

 

  Dwa lata istnienia studia to z jednej strony chwila, moment, ale z drugiej, gdy weźmie się pod uwagę wszystkie przeciwności, które musiała pani pokonać, to bardzo długi, kręty i trudny czas. Powróćmy więc do początków...

 

- Pierwszy raz spotkałyśmy się dwa lata temu, gdy otworzyła pani SKS, potem rozmawiałyśmy ponownie, gdy zmuszona sytuacją zmieniła pani miejsce swojego studia. Trudny to był czas? Jak pani sobie radziła zaczynając prawie od nowa?

- Z przyczyn od nas niezależnych musieliśmy zmienić lokalizację, ale myślę z perspektywy czasu, że dobrze się stało. Teraz mamy większy metraż, więcej sprzętów, więcej kobiet może nas odwiedzić, no i jest to miejsce kultowe dla wszystkich mieszkańców – łatwiej do nas trafić. W tym pięknym budynku po dawnym dworcu kobiety mogą nie tylko doskonalić swoją urodę, ale i wsłuchiwać się w odgłosy historii naszego miasta. Mimo wielu przeciwności losu w naszej ofercie jest w czym wybierać: od zabiegów kształtowania sylwetki na specjalistycznych maszynach, po siłownie, wybrane usługi kosmetyczne oraz zajęcia grupowe. Jest to miejsce dla wszystkich kobiet bez względu na wiek.

- Ledwo pani przeniosła się w to piękne miejsce i urządziła wszystko od nowa, wybuchła epidemia, nastał czas izolacji i zamknięcia. Co pani wtedy czuła i jak przetrwała?

- To był bardzo trudny okres dla mnie jako właścicielki oraz dla moich pracowników. Przy tak wielkiej inwestycji, pomoc państwa w postaci Tarcz antykryzysowych to kropla w morzu naszych potrzeb. Mając na uwadze zdrowie naszych pań, już od połowy marca 2020 podjęliśmy decyzję o zawieszeniu  działalności (zanim nastąpił nakaz rządowy). Podczas izolacji szukaliśmy nowych rozwiązań. Wg rządowych obostrzeń siłownia oraz zajęcia nie mogły być prowadzone, ale w zamian wprowadziliśmy zabiegi fizjoterapeutyczne, masaże oraz nową ofertę usług kosmetycznych – m.in. fale RF odmładzanie twarzy, nieinwazyjne oczyszczanie twarzy.

- Od niedawna Studio Kształtowania Sylwetki  znowu działa. Co się zmieniło, co nowego i czy są klienci?

- Na dzień dzisiejszy wszystko funkcjonuje: prowadzimy zajęcia grupowe, funkcjonuje siłownia oraz w ruch poszły specjalistyczne urządzenia do poprawienia formy fizycznej naszych pań. Czas izolacji wymusił na nas szukanie nowych rozwiązań: została stworzona siłownia, zdałam egzamin na trenera personalnego oraz egzamin z prowadzenia zajęć grupowych - są to ćwiczenia funkcyjne, elementy jogi, stretchingu oraz callanetics – dla grup maksymalnie 8- osobowych. Skupiam się na tym, aby była najwyższa jakość ćwiczeń, nie ilość. Do naszego teamu dołączyła wyspecjalizowana fizjoterapeutka -  masażystka p. Elżbieta Kurek.

- Osiemnastego października obchodzicie 2. rocznicę, trudnego czasu i walki o być albo nie być. O czym pani marzy i jakie ma pani życzenia dla siebie, klientek i studia?

- Marzeniem było stworzenie miejsca dla kobiet, gdzie mogłyby spokojnie, bez żadnych barier poprawić swoją kondycję fizyczną i psychiczną; odpocząć, zrelaksować się i nie myśleć o problemach i trudach dnia codziennego. Myślę, że właśnie takim miejscem jest SKS Międzyrzecz. Każda z pań poczuje się u nas bardzo wyjątkowo, nie jest pozostawiona sama sobie, gwarantujemy indywidualne podejście do  klientki w każdym wieku. W studio można spędzić czas zarówno aktywnie, jak i popijając kawę z przyjaciółką.

Życzymy sobie, aby nasze klientki znalazły pewność siebie, która pozwoli im iść przez życie szczęśliwymi, zmotywowanymi i odważnymi. Bądźcie pewne tego, co robicie, czujecie, mówicie, myślicie.

 

Bywam tu od czasu do czasu i widzę zaangażowanie właścicielki i całego personelu. Życzę im, aby bez żadnych przeszkód mogły dalej się rozwijać i wspierać wszystkie kobiety. Studio Kształtowania Sylwetki jest naprawdę wspaniałym miejscem dla każdej z nas więc, po prostu trzeba tu przyjść, zobaczyć i zostać.

 

     Mariola Solecka

 

Dożynki gminne w Trzcielu

 

Pierwsza sobota wrześniowa w Trzcielu miała pogodne i radosne oblicze. Na placu koło Centrum Kultury było barwnie, gwarnie i wesoło, odbywały się bowiem gminne dożynki, rolnicze święto. Były one szczególnie oczekiwane, bo nie tylko kończyły żniwne prace, ale również były przyczynkiem do wspólnej zabawy nie tylko rolników.

Pandemia takie świąteczne, zabawowe spotkania znacznie ograniczyła i w ubiegłym roku w Gminie Trzciel dożynek nie było. Toteż tegoroczne miały wyjątkowe znaczenie, były nie tylko kontynuacją rolniczej tradycji, ale również podkreślały potrzebę rozrywki w trudnym covidowym okresie. Organizatorzy dożynek dołożyli więc starań, aby rolnicze święto miało uroczysty charakter oraz było atrakcją dla mieszkańców gminy. Nade wszystko jednak Święto Plonów było podziękowaniem dla rolników za ich trud, wysiłek, za codzienną niełatwą pracę. Zwyczajem od lat wielu, odbyła się dziękczynna msza św. A potem z kościoła na plac przy stadionie podążył korowód dożynkowy. Prowadzili go koźlarze z Kapeli Ludowej ze Zbąszynia – Jarosław Mai oraz Marcin Szczechowiak. Za nimi maszerowali starostowie dożynek oraz gospodarze gminy, czyli przewodniczący rady Jacek Marciniak i burmistrz Jarosław Kaczmarek. Wspólnie z nimi szedł również trzcielski proboszcz. Starostami dożynek byli – Karolina Perek i Piotr Świerzko, młodzi rolnicy z Trzciela. Karolina Perek z mężem Waldemarem prowadzą duże gospodarstwo ogrodnicze, znane szeroko poza granicami gminy. Jest osobą powszechnie znaną i cenioną organizatorką zawodów konnych oraz pasjonatką jeździectwa. Natomiast Piotr Świerzko, absolwent Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu od trzech lat prowadzi gospodarstwo rolne. Kontynuuje rodzinne tradycje, bowiem przejął je, w znacznym zakresie, od ojca – Romana. Piotr Świerzko wcześniej pracował w weterynarii w Międzyrzeczu. Dożynkowy korowód był niezwykle kolorowy, bo liczne sołeckie delegacje niosły wieńce – „… z kłosów naszej ziemi”. Piękne, z wplecionymi warzywami, owocami i wstęgami cieszyły oczy i były dowodem niesamowitych zdolności mieszkanek gminy Trzciel. Staropolski obyczaj wciąż zachwyca i dodaje urody rolniczej codzienności. W korowodzie byli także radni, sołtysi, pracownicy  gminy i jej mieszkańcy.

Ważnym punktem Święta Plonów było dzielenie się chlebem z tegorocznych zbiorów. Koszyczki z pachnącym chlebem krążyły wśród publiczności, a gospodarze i starostowie dożynkowi zadbali o to, by nikomu nie zabrakło żniwnego symbolu. A potem były atrakcje artystyczne i kulinarne, a te przygotowali pracownicy Centrum Kultury z dyrektor Anną Strózik na czele. Na pięknie udekorowanej scenie z dożynkowymi elementami wystąpiły śpiewające dziewczęta – Julia Mazurkiewicz, Weronika Kodrycka, Alicja Danielak. Natomiast na placyku koło sceny tańczyli tancerze Agnieszki Glapki. I to było niezwykłe widowisko- wzruszające i bajecznie kolorowe. Maluchy i starsi od nich artyści z zapałem wykonywali taneczne figury w takt rytmicznej muzyki. To była sama radość. Wieczorem na dożynkowej scenie wystąpił uczestnik programu telewizyjnego „Mam Talent” – Marcin Życzyński z Rzeszowa. Śpiewał między innymi przeboje Elvisa Presleya. Było więc nastrojowo i tanecznie. Tańce zresztą były także w programie tego świątecznego wieczoru. Zabawa taneczna kończyła bowiem dożynkową imprezę. Innych atrakcji także było sporo, zwłaszcza dla dzieci. Były dmuchańce, stoiska z zabawkami, lodami, goframi. A rogaliki, ciasto drożdżowe, kawa, chleb ze smalcem i kiszonymi ogórkami były poczęstunkiem dla wszystkich. To były przyjemności. Oprócz nich były też inne zadania, ważne i często konieczne. Ochotnicza Straż Pożarna z Trzciela prowadziła w dalszym ciągu akcję szczepienia przeciwcovidowego. Nie było wprawdzie niesamowitych kolejek, ale jednak 16 osób zaszczepiło się. Jest to już coś. Można było również spełnić obywatelski obowiązek dokonując spisu w ramach Narodowego Spisu Powszechnego. Chętnych przyjmował sekretarz gminy - Jacek Ignorek w zaimprowizowanym biurze niedaleko dożynkowej sceny. Odbywało się to szybko, wygodnie i przy okazji dożynkowej zabawy.

 

 Dożynki 2021 przeszły do historii, następne może już będą bez covidowej atmosfery.

                                                                                                       

Jadwiga Szylar

 

 

„TV na Mur Beton”

 

Dobiega końca projekt partnerski w Gminie Międzyrzecz pt. „TV na Mur Beton”. Jest on realizowany w ramach Programu Lokalne Partnerstwa PAFW administrowanego przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce. Partnerzy projektu: Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Międzyrzecz, Szkoła Podstawowa w Bukowcu wraz z liderem, Stowarzyszeniem Wsi Bukowiec „Działajmy Razem” po raz kolejny zostali zaproszeni do realizacji tego przedsięwzięcia. 

Przed partnerami było trudne zadanie. Należało znaleźć punkt wspólny dla mieszkańców gminy, zastanowić się co ich łączy, jakie posiadają dobro wspólne. I znaleźli. Myśląc o dobru wspólnym, zadali sobie pytanie: „ kim jestem?” w kontekście tożsamości zbiorowej nas wszystkich – mieszkańców Gminy Międzyrzecz. Gmina jest rozległa, a miejscowości dzielą znaczne odległości. W całym środowisku znaleźli punkt wspólny, który jest niematerialny i nienamacalny. Dobrem wspólnym jest nasza tożsamość lokalna.Okazało się, że mało wiemy o sobie nawzajem i o swoim terytorium. Nie doceniamy wartości i historii, wokół której się wychowujemy. Nasze okolice są „tu i teraz” – interesują nas informacje z przeszłości o miejscu naszego zamieszkania, ale nie mamy potrzeby, żeby ich szukać. Dlatego postanowili tę tożsamość odszukać, pobudzić, odkryć, jak ważna jest w dzisiejszym świecie. Pokazać, jak dzielić się historią, pasją i swoimi zainteresowaniami, jak to jest ważne dla naszych społeczności. Tożsamość lokalną budowali poprzez promocję historii regionu i aktualnych wydarzeń, aktywizowali lokalną społeczność do dzielenia się swoimi zainteresowaniami na łamach TV na Mur Beton – lokalnej telewizji. Nie chodzi o to, aby tę tożsamość ludziom wskazać, ale o to, by stworzyć taką przestrzeń, w której znajdzie się miejsce na jej samodzielne poszukiwanie.

I zaczęło się dziać. Spotkania online, szkolenia, wizje w terenie, poszukiwanie tematów dla telewizji, szukanie starych zdjęć. Powstała piękna wystawa mobilna związana z 75-leciem biblioteki. Mogli ją wszyscy oglądać w Międzyrzeczu i odtworzyć wraz z bibliotekarzami stare dzieje na łamach cyklu wspomnień nagranych przez TV na Mur Beton. Potem były wędrówki po wsiach międzyrzeckich i szukanie niezwykłych miejsc i historii z nimi związanymi. Dzięki nim powstała super gra z tabletami pt. „Tajemnica międzyrzeckiego kustosza”. To skarbnica pytań i zagadek uczących historii i pokazująca ciekawostki bliskich nam ludzi i miejscowości. Potem powstały 4 questy czyli edukacyjne gry terenowe, skierowane do mieszkańców, ale też turysty indywidulanego jak i grup zorganizowanych. Polegają one na przejściu  trasy gry opowiadającej ciekawą historię. Uczestnik gry, postępując zgodnie z wierszowanymi wskazówkami zawartymi w karcie gry, musi wykazać się uwagą, aby znaleźć miejsce finału - ukrycia skarbu. Gra jest bezobsługowa i jest dostępna przez cały rok. Na kanwie tego powstanie pierwsza wieś tematyczna w Gminie Międzyrzecz - w Nietoperku. Wystawa mobilna pokazująca zdjęcia z Dożynek gminnych z lat 2016-2019 wędruje po wsiach. Przed nami jeszcze konkurs plastyczny i zakończenie projektu, które odbędzie się w formie festynowej już 2 października w Bukowcu.

Niesamowici ludzie tworzyli te atrakcje i pracowali wspólnie, by mieszkańcy naszej gminy mogli poczuć się bliżej niej, by poznali swe korzenie, by razem w niezwykły sposób szukać rozwiązań, wspomnień i ciekawostek o swoich małych ojczyznach.

Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy zechcieli do nas dołączyć i wspomagać nasze działania: Gminie Międzyrzecz z burmistrzem Remigiuszem Lorenzem, Międzyrzeckiemu Ośrodkowi Kultury z p. Eweliną Izydorczyk -Lewy na czele, Muzeum Nietoperzy i Fortyfikacji w Pniewie – dyrektorowi Leszkowi Lisieckiemu, Lubuskiemu Bankowi Spółdzielczemu, Szkole Podstawowej w Kaławie, Szkole Podstawowej nr 3 w Międzyrzeczu, OSP Kaława, OSP Bukowiec, sołectwom: Kuźnik z p. Ireną Klepczarek, Kaława z p. Małgorzatą Gralewską, Nietoperek z p. Grzegorzem Górgurewiczem, Gorzyca z p. Agnieszką Kopyściańską, Kalska z p. Mariuszem Sieratowskim, a także naszym cudownym pomocnikom, wspaniałym partnerom p. Alicji Borzobohatej, państwu Lisieckim, p. Dariuszowi Brożkowi, Miłoszowi, Kacprowi, Szymonowi młodzieży z projektu „Horyzonty są w nas”, harcerzom, niezwykłej Pani Kasi i Dominice z firmy Acorai, i wszystkim, którzy nas przez ten cały czas wspomagali.

 

Gabriela Góra

 

Wesoło u emerytów

 

       Ponad 2 lata czekali członkowie PZERiI w Międzyrzeczu na rozrywkową imprezę. Powodem takiego stanu była wszechobecna pandemia. Gdy już wszystko było wiadomo, zapisywali się na potęgę. 110 osób w przeciągu kilku dni zapełniło listę. Oczywiście lista rezerwowa też się zapełniała. Na imprezę w ośrodku  Amalia w Lubikówku zaprosiliśmy  policjantów, aby wygłosili prelekcję na temat zagrożeń jakie czekają na seniorów. Było to celne posunięcie, gdyż posłuch był ogromny. Otrzymaliśmy też materiały o wszystkich zagrożeniach i metodach ich przezwyciężania. Bardzo dziękujemy komendantowi policji w Międzyrzeczu za przysłanie kompetentnych osób i policjantom za dokładne zapoznanie naszych członków z problemami. Niby wszyscy wiedzą, że zagrożenie oszustwami istnieje i jeśli nawet kilka osób ta prelekcja uchroni od strat, to sukces. Sporo było pytań i dyskusji, ale widać było, że każdy czeka na tańce i rywalizację sportową jaka była przewidziana na imprezie. Muzyka i wspaniałe jadło jakie serwował ośrodek Amalia przyczyniły się do uśmiechów na twarzach, a o to chodziło organizatorom.

 Pierwszą konkurencją sportową  był konkurs Darta (lotki). Elektroniczna tarcza i punktacja jak u zawodowców z tą tylko różnicą, że punkty się sumowało. Ze względu na czas planowanych konkurencji w każdej mogło wziąć udział 6 osób. Każdy zwycięzca otrzymywał puchar i nagrody rzeczowe. Za miejsca na podium były też nagrody i medale, za 2 miejsce medal „pozłacany”, a za 3 srebrny. Zwyciężczyni Halina Wójcikowska otrzymała tarczę elektroniczną, z której zadowolenie było ogromne. Zadowoleni byli Lucek Szpulecki i Janek Blask, którzy uplasowali się na symbolicznym  podium. Muzyczka grała, ludzie się bawili, jedli i pili. Druga konkurencja to podnoszenie ciężarka 5 kg mężczyzn. Wszyscy uczestnicy pokazali klasę godną Pudziana. Zwyciężył Zbyszek Torchała, który otrzymał w nagrodę samochód (jedna z wielu nagród). Obiecałem, że będzie samochód i był, do tego strażacki. Medalistami byli Heniu Grząślewicz i Józek Glinczewski. Ciężarek kobiet to 2,70 kg, też wzbudził wiele emocji. Muzyczka przestała grać, gdyż wszyscy chcieli zobaczyć nasze strongmenki. Ku uciesze emerytów żona Zbyszka Torchały Basia nie chciała być gorsza od niego i zwyciężyła w części damskiej. Tak więc do domu zabrali ze sobą 2 puchary z oryginalnymi napisami - za co. Na razie autografów nie było, ale wszystko przed nimi. Kolejne miejsca zajęły Halina Polus i moja małżonka Irena (bez protekcji). Wątek sportowej rywalizacji odbywał się zawsze w przerwach pomiędzy. Okazało się, że jest on na tyle interesujący, że sami uczestnicy przerywali tańce i czekali na kolejną konkurencję, a był nią rzut do kosza. Rywalizacja była zacięta i musiała być dogrywka, która też była zacięta. Ostatecznie zwyciężyła Ula Szpulecka, która z pucharem w rodzinnej rywalizacji wyprzedziła Lucka (medal z Darta) swojego męża. Druga była Ola Korczak, a trzecia Ula Borucka. Po wielu trudach stanęły same panie do rywalizacji w skakance. Rywalizacja zacięta, śmiechu jeszcze więcej, wynik dobry. Szkoda, że ja jako współorganizator nie mogłem wziąć udziału w tej konkurencji. Patrząc na wynik, puchar mógł być mój, co nie znaczy, że to jest pewne. Ostatecznie zwyciężyła Dorota Mudrecka przed Ireną Sulimenko i Wiesią Dylejko. Miała się odbyć jeszcze jedna konkurencja -  rozwiązanie matematycznego SUDOKU, ale zgłosiła się tylko 1 osoba i dostała ona nagrodę rzeczową. Widocznie logiczne zadania matematyczne nie są mocną stroną emerytów, chociaż to jest mój konik.

Tańcom i śpiewom nie było końca. Wystąpiły też 2 panie z rozrywkowym repertuarem. Marysia Wasilkiewicz i Czesia Hańćkowiak to chyba urodzone kabareciarki. Otrzymały wielkie brawa. Nie mniejsze dostali muzycy Zdzisiek i Bogdan, ale po nich wiedzieliśmy czego można się spodziewać, gdyż nie pierwszy raz grali dla nas. Im szybciej zbliżała się godzina 22.00, tym więcej było tańczących i tylko szkoda, że o tej symbolicznej godzinie trzeba było kończyć omprezę. Dwa autobusy wracały pełne śpiewających i śmiejących się uczestników pikniku. Międzyrzeczanie byli już w domu, a mieszkańcy Pszczewa i miejscowości po drodze jechali dalej. Bez wyjątku wszyscy zapowiadają uczestnictwo w przyszłorocznej imprezie. Tylko Iwona, jedna ze współorganizatorek została, żeby wszystko pozamykać i podopinać. Zapewniłem wszystkich, że jeszcze w tym roku będą imprezy kulturalno - rozrywkowe. Może nie będzie takiego rozmachu, ale śmiechu i zabawy nie zabraknie. Wspomniałem też, że będą turnusy turystyczno- wypoczynkowe w naszych górach, o czym będę pisał w kolejnym numerze Powiatowej. Mniej śmiechu i mniej radości byłoby, gdyby nie międzyrzeccy sponsorzy, a byli nimi: Starostwo Powiatowe, Urząd Miasta i Lubuski Bank Spółdzielczy. Wielkie podziękowania od uczestników imprezy i od Zarządu PZERiI O/Rejonowy w Międzyrzeczu.

 

Jan Wiśniewski

  

ZOSTAWCIE  SAMOCHODY  W  DOMU

 

Temat, który chciałem poruszyć jest zmorą każdego kierowcy w każdym mieście na świecie, czyli „gdzie zaparkować swój samochód”. Wygodnictwo naszych rodaków przekracza wszelkie granice i jak by mogli, to parkowaliby swoje samochody przy klatce schodowej. Nasze miasto nie jest w tym odosobnione.

Mimo że od 30 lat jestem posiadaczem samochodu, to 95% spraw załatwiam pieszo lub rowerem, a mieszkam przy ulicy Zachodniej. Całe życie do pracy dojeżdżałem rowerem, z małymi wyjątkami (silny deszcz lub duży mróz), a pracowałem w zakładach pracy w okolicy ulicy Waszkiewicza, obecnie Kazimierza Wielkiego i Zakaszewskiego, gdzie średnio było około 3 km w jedną stronę. Nie rozumiałem kolegów, którzy dojeżdżali samochodem np. z ulicy Piastowskiej, przecież to jest maksymalnie 15 minut pieszo, a ile pozytywów dla zdrowia i środowiska naturalnego.

Chciałbym poruszyć temat międzyrzeckich parkingów oraz okolicznych uliczek i kto tam zostawia swoje  samochody. Od jakiegoś czasu jestem na emeryturze i bardzo często jeżdżę rowerem po mieście, ale także wybieram się w dłuższe trasy (30, 40 km dla zdrowia). Większość parkingów zapełnia się w godzinach 7 do 9 rano. Zadałem sobie pytanie, czy to są interesanci urzędów centrum miasta lub mieszkańcy chcący zrobić zakupy? Nic z tych rzeczy. Ulicę Chłodną zapełniają pracownicy Urzędu Skarbowego, parkingi wokół ratusza i za kościołem Św. Wojciecha oraz ulicę Lipową i Wesołą zapełniają pracownicy ratusza oraz właściciele sklepów i lokali usługowych centrum miasta. Bardzo często spacerując lub przejeżdżając rowerem zapamiętywałem nr rejestracyjne nie po to, by ćwiczyć pamięć, ale dlatego, że codziennie są te same numery. Po godzinie 16,00 większość tych  samochodów z tych miejsc znika. Z moich pobieżnych rachunków wynika, że chodzi o około 50-60 samochodów. Międzyrzecz nie jest dużym miastem, a jeżeli się tu mieszka od urodzenia, to wielu zna się choćby z widzenia. Najbardziej bulwersuje mnie to, że parkujący nie mieszkają daleko, wręcz blisko, czyli w zachodniej części miasta oraz centrum. Przecież to jest maksymalnie 15 minut drogi pieszo (sam sprawdzałem). Te same osoby późnym popołudniem przebierają się w strój kolarski i pędzą  rowerami po okolicy. Czy do pracy nie mogą jeździć właśnie rowerem? Tego absolutnie nie mogę zrozumieć. Mam do Pana Burmistrza ogromną prośbę aby podlegli Panu informatycy nie wychodząc zza biurka sprawdzili jak daleko mają do pracy pracownicy urzędów. Uważam, że pracownicy z terenu miasta powinni chodzić do pracy pieszo lub dojeżdżać rowerem. Na północnej ścianie ratusza od strony kościoła jest dużo miejsca, aby ustawić stojaki dla rowerów. Prośbę tę traktuję jako moją interpelację do Pana Burmistrza i radnych, aby tą sprawą poważnie się zajęli i publicznie poinformowali mieszkańców, w jaki sposób ta sprawa została załatwiona.

Moją drugą sprawą jest parking przy Areszcie śledczym. Są tam wyznaczone miejsca dla autobusów. W latach poprzedzających pandemię wielokrotnie autobusy z obcymi rejestracjami krążyły w okolicach zamku, aby znaleźć miejsce parkingowe, bo miejsce na parkingu przy areszcie było zajęte przez samochody osobowe. Co ciekawe, na tym parkingu kilkakrotnie spotykałem moich znajomych z ul. Zachodniej czy os. Kasztelańskiego. Na moje pytanie dlaczego nie przyszli pieszo, wyśmiali mnie i powiedzieli, że nie chce im się chodzić pieszo. Dwukrotnie kierowałem autobusy na parking przy Paklicy na ulicy Mieszka I. Może jakby policja częściej odwiedzała ten parking w dzień i wlepiła trochę mandatów, zrobiłoby się miejsce dla autobusów i więcej osób pieszych byłoby na mieście.

Ostatnią sprawą jest parkowanie przy ulicy Wojska Polskiego między wyjazdem z parkingu przy Biedronce. Wyjeżdżając z parkingu w stronę krzyżówki przy sądzie widoczność zasłaniają stojące po prawej stronie samochody. Jest to sytuacja bardzo niebezpieczna, ponieważ nie widać czy jedzie jakiś pojazd z przeciwnej strony. Dziwi mnie to bardzo, że stoją tam samochody, chociaż na parkingu jest wiele wolnych miejsc. Wygodnictwo  kierowców nie zna granic. Wobec takiej sytuacji wnioskuję i proszę o poparcie mieszkańców Międzyrzecza, aby na tym odcinku postawić znak „zakaz zatrzymywania się i postoju”.

 

Zapraszam do dyskusji na powyższe tematy.

 

Krzysztof Malicki

 

SIATKARZE „ORŁA” WRACAJĄ NA PARKIET

Międzyrzeccy siatkarze rozpoczynają drugoligowy sezon…

 

Na kilka dni przed rozpoczęciem sezonu siatkarskiego 2021/22 rozmawiam z trenerem LBS Bank Janas Logistics KS „Orzeł” Międzyrzecz – Piotrem HAŁADUSEM.

 

- Już nie dni, lecz godziny można odliczać do pierwszej soboty października kiedy to powrócicie do gry o ligowe punkty, dlatego zapytam z jakimi nadziejami i szansami przystępujecie do nowego sezonu?

- Zbliżające się rozgrywki zapowiadają się niezwykle ciekawie, bowiem po wielu latach Polski Związek Piłki Siatkowej „poszedł po rozum do głowy” i zmienił system rozgrywek drugoligowych. Najważniejsza zmiana to ograniczenie do czterech grup rozgrywkowych, czego efektem jest automatyczne powiększenie każdej z grup o kilka drużyn. Nasz zespół będzie występował w grupie pierwszej liczącej 12 drużyn, co powoduje rozegranie większej ilości spotkań w rundzie zasadniczej. W poprzednich latach w pierwszej fazie rozgrywek graliśmy po czternaście meczów, chyba że „załapaliśmy się do fazy play off”, wówczas liczba ta rosła w zależności od odniesionych zwycięstw. W nowym systemie z automatu będziemy mieli do rozegrania 22 spotkania i liczę, że akurat ten fakt ucieszyć powinien kibiców siatkówki. Ponadto w naszej grupie znalazły się cztery drużyny lubuskie, dwie z północy i dwie z południa województwa, więc kibice z naszego regionu wielokrotnie będą mogli pasjonować się meczami o prymat na Ziemi Lubuskiej.

           

- Jak co roku przed nowymi rozgrywkami w drużynie przez ciebie prowadzonej nastąpiły roszady kadrowe…

- Tak już jest od wielu lat, że z różnych powodów jedni odchodzą, z kolei inni zasilają nasz zespół. W sezonie 2021/22 w drużynie „Orła” nie zobaczymy już m in. Kamila Dobrowolskiego, Marcina Grzeszczaka, Bartosza Jastrowicza i Rafała Pawlaka, a ubytki kadrowe postarają się wypełnić powracający do zespołu Bogdan Jurant i Artur Troska oraz całkiem nowi zawodnicy: liczący dwa metry Bartosz Dorosz z BBTS Bielsko Biała, młody leworęczny zawodnik Arkadiusz Mitas z SMS Police oraz bracia Dawid i Patryk Zarębscy.

Ten pierwszy reprezentował „Atak” Gorzów, drugi grał w pierwszoligowej „OlimpiiSulęcin. Skład na nowy sezon uzupełniają zawodnicy znani już międzyrzeckim kibicom: Bartosz Belchnerowski, Tomasz Chwirot, Piotr Pabisiak, Dominik Sroga, Kacper Szala, Mariusz Szulikowski, Maciej Walczak, Marcin Wanat i Konrad Woroniecki,

 

- Porozmawiajmy teraz o przygotowaniach siatkarzy LBS Bank Janas Logistics KS „Orzeł” do nowych rozgrywek oraz planach na sezon 2021/22…

- Przygotowania do nowego sezonu rozpoczęliśmy 16 sierpnia. Trenowaliśmy na własnych obiektach, czyli w hali MOSiW i siłowni DOHO Sport Center. Podczas przygotowań rozegraliśmy kilka meczów kontrolnych oraz braliśmy też udział w turniejach, których gospodarzami byli nasi ligowi rywale - siatkarze z Nowej Soli i Żagania, sami również wystąpiliśmy w roli organizatora. Powiem szczerze, że wyniki tych rywalizacji nie były dla mnie najważniejsze, albowiem w bezpośredniej konfrontacji z przeciwnikiem chciałem poznać wartość nowych zawodników, ich przydatność do zespołu i to, jak jesteśmy przygotowani do nowego sezonu. A co do planów na sezon 2021/22, tradycyjnie stawiamy sobie „wysokie cele”, gdyż nie może być inaczej. Pragniemy powalczyć o udział w turniejach finałowych stwarzających możliwość awansu do I ligi. Wiem, że będzie o to trudno, bowiem nie tylko my mamy taki plan, znamy także wartość sportową niektórych zespołów i dlatego nie zamierzamy nikogo lekceważyć. Za jednego z kandydatów do końcowego triumfu w rozgrywkach należy chyba brać drużynę KS STALPRO „Błyskawica” Szczecin prowadzoną przez byłego reprezentanta Polski Daniela Plińskiego, choć z tego co się orientuję przenosi się ona do Piły i w najbliższym sezonie będzie reprezentowała barwy tego miasta. Sporą niewiadomą co do poziomu sportowego jaki w rozgrywkach zaprezentuje klub, którego współwłaścicielem jest Wilfredo Leon - aktualnie najlepszy siatkarz reprezentacji Polski - są „Anioły” UMK Toruń. Ambicją naturalizowanego od sześciu lat Kubańczyka jest jak najszybszy awans jego zespołu na najwyższy szczebel siatkarskich rozgrywek w kraju, czyli do Plus Ligi. Ma w tym pomóc m. in. podpisana umowa właścicieli toruńskiego klubu z włodarzami wielokrotnego Mistrza Polski PGESkryBełchatów o współpracy obu klubów nie tylko organizacyjnej, ale głównie sportowej. Do tej pary zamierza też dołączyć drużyna MKST „Astra” Nowa Sól, która kolejny sezon przygotowuje zespół do awansu na wyższy szczebel rozgrywek. My wymienionym powyżej zespołom zamierzamy „pokrzyżować szyki” i uplasować się na miejscu gwarantującym nam grę w turnieju finałowym, choć zdaję sobie sprawę, że nie będzie to łatwe, gdyż trenerzy pozostałych ekip z naszej grupy na pewno mają

podobne plany.

           

Dzięki za rozmowę i życzę zarówno tobie, jak i wszystkim zawodnikom LBS Bank Janas Logistics KS „Orzeł” Międzyrzecz po pierwsze zdrowia i oby omijały was kontuzje oraz sportowych sukcesów, a fanom siatkówki, aby wasza gra sprawiała im wiele radości, a osiągane wyniki sporo satysfakcji.  

 

Oto terminarz spotkań na październik:

 

02.10.21 - KS „Orzeł” Międzyrzecz – AZS UMK Toruń

09.10.21 - KS „Orzeł” Międzyrzecz – LZS „Wilki” Wilczyn

16.10.21 - GKS „Stoczniowiec” Gdańsk – KS „Orzeł” Międzyrzecz

23.10.21 - KS „Orzeł” Międzyrzecz – SPS „Konspol” Słupca

30.10.21 - WKS „Sobieski” Żagań KS „Orzeł” Międzyrzecz

 

 Wszystkich sympatyków sportu z Międzyrzecza i regionu zapraszam na mecze

siatkarzy LBS Bank Janas Logistics KS „Orzeł”, które w przypadku „gospodarza” rozgrywane są w hali sportowo - widowiskowej MOSiW na Osiedlu Kasztelańskim.

Szczegółowe informacje o meczach znajdują się na klubowych plakatach i stronie internetowej klubu.

 

Jerzy Rudnicki

 

 

Plusy i minusy piłki nożnej w naszym powiecie

 

      Piłkarze grają, jedni dobrze, drudzy gorzej. Budowlani Murzynowo jako jedyny występuje w Jako IV liga 2021/22 grupa lubuska. Po początkowo słabszej postawie miałem obawy, że ciężko będzie Budowlanym na tym szczeblu rozgrywek. Okazało się, że start do sezonu był słaby, ale obecnie jest co najmniej bardzo dobrze. Jeszcze nie wybitnie, ale jest taka szansa. Po 7 meczach piłkarze z Murzynowa plasują się na 6 miejscu mając stratę do lidera 3 punktów. W tych 7 pojedynkach wygrali 3 mecze, 2 zremisowali i te dwa pierwsze przegrali. Z terminarza rozgrywek wynika, że w kolejnych meczach dorobek punktowy mogą znacznie wzbogacić, czego bardzo im życzymy. Kolejnym poziomem rozgrywek, w którym mamy swoich przedstawicieli jest Jako Klasa okręgowa 2021/22 grupa Gorzów Wlkp. Tutaj mamy 4 zespoły, które prezentują się w tak zwaną kratkę. Najwyżej w tabeli plasuje się Pogoń Skwierzyna zajmująca 5 miejsce. Ogólnie ocena skwierzynian to 4 z małym dodatkiem czyli wielkim plusem za zwycięstwa 8:0 z Karninem i 10:1 z Orłem. Ogólnie w 6 meczach Pogoń odniosła 4 zwycięstwa i poniosła 2 porażki, ale 32 bramki zdobyte robią wrażenie. Stracili 9 goli co jest rezultatem dobrym. Do piłkarzy Pogoni mały apel kibiców spoza Skwierzyny. Grajcie tak dalej, a efekty widoczne będą w tabeli rozgrywek. Kibice ze Skwierzyny wierzą w was i ich zadowoli sukces największy, czyli awans. GKP Pszczew to średniak w tabeli, który otrzymuje 4 minus za trzy zwycięstwa i 3 porażki, przy bramkach 13/13. Poziom gry piłkarzy z Pszczewa to walka o punkty i radość z sukcesów, a takimi są zwycięstwa. Podwójna radość, chociaż dające tylko 3 punkty to zwycięstwo w derbowym meczu z Orłem. Widać, że sztab szkoleniowy przepracował właściwie okres przed inauguracją sezonu. Tak trzymać do końca. Orzeł Międzyrzecz to osobny rozdział. Przypomnę tylko, że piłka nożna to nie rekordy. Piłkarze Orła ustanowili rekord w przegranym meczu z Pogonią tracąc 10 goli, a do tego ze Słońska przywieźli worek z 8 bramkami. Jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie kupić drugi wór, a może i trzeci. Oby do tego nie doszło. Przed szkoleniowcami i działaczami Orla stoi potężne zadanie. Wzmocnić drużynę i obudzić zawodników z marazmu. Będzie ciężko, ale wierzę, że się uda. Na dzisiaj to 14 lokata z 1 zwycięstwem i 1 remisem przy bramkach 4/24 !!! Ocena za całokształt 2 z maleńkim plusem dla dodania woli walki. Ostatni zespół to GKS Bledzew. Po awansie do klasy okręgowej działacze i piłkarze świętują chyba do dzisiaj. Kolejne mecze będą dokładną weryfikacją postawy zawodników GKS. W meczach tych ich rywalami będą zespoły z dolnych rejonów w tabeli. Jeśli nie osiągną w nich sukcesów, to ciężko będzie nadrobić straty wiosną. Na dzień dzisiejszy trudno coś pozytywnego o GKS powiedzieć: 16 ostatnie miejsce w tabeli 1 remis przy 5 porażkach. Ocena może być tylko jedna 2. 

Niższym stopniem rozgrywek jest Keeza Klasa A 2021/22 grupa Gorzów II (Słubice) Tutaj przedstawicielem powiatu jest zespół FC Kursko. 9 lokata w tabeli to chyba odzwierciedlenie stanu piłkarskiego tego zespołu. W czterech meczach w obecnym sezonie to 2 zwycięstwa i 2 porażki przy bramkach 10/11. Zastanawiające jest to, że na „własnym obiekcie notują sukcesy, a wyjazdy to porażki. Gdy na wyjazdach zespół FC zdobędzie kilka punktów to będzie radość. Na dzisiaj ocena to mocne 3 +. Oby nastąpiła zwyżka oceny. Równoległą klasą jest Keeza Klasa A 2021/22 grupa Gorzów III (Drezdenko). W tej klasie mamy też jednego przedstawiciela , a jest nim zespół Zjednoczonych Przytoczna. Zjednoczeni muszą wznieść się na wyżyny mając aspiracje powrotu do okręgówki. Obecnie zajmują 5 miejsce mając po 5 meczach 9 punktów po 3 zwycięstwach. Piłkarze z Przytocznej strzelili 10, przy stracie 12 goli. Jest to rezultat niezadowalający. Przy lepszej postawie formacji obronnej powinno być lepiej. Życzyłbym sobie waszego szybkiego awansu, bo co to za rozgrywki bez derbów Zjednoczeni – Orzeł. Oczywiście na wyższym poziomie rozgrywek. Obecnie wasza gra i postawa oceniana jest na 4. Zespół Obry Trzciel występuje w Keeza Klasa A 2021/22 grupa Zielona Góra I. I to jak występuje. Można bić brawo i się cieszyć. Po 5 kolejkach 12 punktów po 4 wygranych i pierwsze miejsce w tabeli. Rewelacyjny jest stosunek bramek zdobytych do straconych 20/4. Świadczy to o zrównoważeniu szyków obronnych i ataku. Jeśli będzie nadal taka gra, a zwłaszcza wyniki to ho ho. Chociaż nie jestem przesądny, to nie będę zapeszał. Z terminarza rozgrywek wynika, że nie tylko lokata może być utrzymana, ale może nastąpić mały odskok od goniących rywali. Tego piłkarzom i działaczom Obry życzę. Oczywiście  ocena może być tylko jedna 5. O jeden szczebel niżej toczą się rozgrywki w Keeza Klasa B 2021/22 grupa Gorzów II (Drezdenko). Od tego sezonu w tej grupie występuje 3 naszych przedstawicieli. Pogoń II Skwierzyna zajmuje obecnie 2 lokatę. W 4 meczach zdobyli 9 pkt. po 3 wygranych pojedynkach. Wiadomo, że w rezerwach grają potencjalni zawodnicy, którzy w niedalekiej przyszłości zasilą pierwszą drużynę. Tym młodym piłkarzom życzę jak najszybszego wskoczenia do pierwszej drużyny. Ocena 5-. Drugim zespołem występującym w klasie B jest As Pieski. Ubiegłoroczny A- klasowiec spisuje się bardzo dobrze, pomimo że zajmuje 4 miejsce. As rozegrał dotychczas 3 pojedynki zdobywając 7 pkt. po 2 zwycięstwach i remisie, więc można powiedzieć, że nie poniósł porażki. Tak krocząc można się spodziewać powrotu do klasy a, czego im życzę. Ocena 5. Na ocenę 4 zasłużyły rezerwy Orła Międzyrzecz. Dorobek tej drużyny to 6 punktów w 4 meczach, po 2 wygranych.  W tym zespole gra mieszanka doświadczonych i młodych piłkarzy. Starsi mają pomagać młodzieży. Jeśli pomoc będzie efektywna to tylko plus. Czas pracuje dla młodych i dla klubu. W Keeza Klasa B 2021/22 grupa Świebodzin występuje Chrobry Brójce. W stosunku do poprzedniego sezonu poprawa w grze jest bardzo duża. Gdyby takie postępy były w dalszym ciągu, to drżyjcie rywale. Po 5 kolejkach 6 miejsce z 9 punktami po 3 zwycięstwach. Terminarz na następne mecze to rywalizacja z zespołami ze środka tabeli. Wyniki w tych meczach pokażą jaka jest wartość drużyny. Na dzisiaj ocena 4 z tendencjami zwyżkowymi.

      Zastanawiam się co jest przyczyną niskiej frekwencji na widowniach. Może dużo transmisji w telewizji z imprez o randze światowej? Przecież na boiskach grają wasi sportowcy. Oni grają dla was. Może lenistwo, a może po prostu przestajecie kibicować swoim. Wiem, że oglądanie ligi niemieckiej, włoskiej, angielskiej czy hiszpańskiej to przyjemność. Jednak nasze kluby to my. To nie tylko piłkarze i działacze, ale przede wszystkim kibice. Dlatego zapraszam kibiców na nasze mecze. Myślę, że przedstawiciele władz lokalnych też zaszczycą swoją obecnością co niektóre mecze.

 

       Jan Wiśniewski

 

56 . Turniej Brydża Sportowego Millenium

 

 19 września br. w Restauracji Tequila w Międzyrzeczu odbył się 56. Turniej Brydża Sportowego Millenium, będący jednocześnie IX Memoriałem im. Arcymistrza Międzynarodowego Czarka Szadkowskiego. Organizatorem było Międzyrzeckie Stowarzyszenie Brydża Sportowego. Za sprawą lokalnego środowiska brydżowego Polski Związek Brydża Sportowego nadał wysoką kategorię temu turniejowi i przyjął go w poczet turniejów ogólnopolskich. W ten sposób oddaje cześć przedwcześnie zmarłemu w 2012r. koledze Czarkowi Szadkowskiemu wybitnemu brydżyście  (pierwszemu polskiemu medaliście Mistrzostw Europy w brydżu sportowym w kategorii par open) oraz wspaniałemu człowiekowi. Zawody doszły do skutku dzięki wsparciu finansowemu p. Romana Strzelczyka i stworzonemu konsorcjum firm w branży dewelopersko-budowlanej INSTALKO oraz p. Arkadiusza Jaranowskiego i p. Roberta Szadkowskiego. Patronat honorowy nad Memoriałem objął Burmistrz Międzyrzecza. Ponadto wsparcia udzieliło Biuro Rachunkowe SOWA oraz Bank GBS z Międzyrzecza. Całe środowisko brydżowe składa serdeczne podziękowania wszystkim sponsorom, bez tego wsparcia zawody nie mogłyby się odbyć.  W turnieju wzięło udział 72 zawodników z województw: dolnośląskiego,  wielkopolskiego i zachodniopomorskiego. Wszyscy zawodnicy rozegrali po 40 rozdań. Turniej wygrała para Leszek Kiczaty i Radosław Liskowiak z Gorzowa Wlkp. II miejsce zajęła para Ryszard Smejda i Ryszard Sakowicz ze Szczecina, a III miejsce para Andrzej Rękosiak  i Andrzej Andrzej Parmonik z Międzyrzecza. Zwycięzcom składamy gratulacje. Czołowe pary odebrały pamiątkowe puchary oraz nagrody rzeczowe.

Cały turniej obfitował w szereg ciekawych rozdań, co przy miłej oprawie i dobrej kuchni  dało 6 godzin świetnej zabawy połączonej z rywalizacją sportową. Uczestnicy zawodów byli pod wrażeniem rozwoju tego Memoriału i dziękując organizatorom obiecali, że za rok ponownie odwiedzą gościnną Ziemię Międzyrzecką.

Serdecznie dziękujemy właścicielom Restauracji Tequila państwu  Dudzińskim za  pomoc w organizacji turnieju.

 

A.P.

 

333eść!

 

WYGRAŁAM Puchar Polski oraz jako jedyna Polka zdobyłam punkty w Mistrzostwach Europy Enduro w Kielcach! To były najtrudniejsze zawody w jakich jechałam… więc i jednocześnie najfajniejsze! Uwielbiam podnosić sobie poprzeczkę, ale muszę przyznać, że tym razem Novi Kielce ustawiło ją wyjątkowo wysoko! Dodatkowo pogoda dodała też coś od siebie… (deszcz). Trasa w ciężkim terenie, ze stromymi podjazdami pełnymi kamieni i korzeni, przejazd przez rzekę, śliskie trawersy, elementy super enduro i bagna… to były zawody na najwyższym poziomie! Dlatego byłam niesamowicie dumna, kiedy w sobotę po przejechaniu całej trasy zdałam motocykl do Parc Fermé! Zwłaszcza że chwilę po tym wylądowałam w szpitalu na prześwietleniu łokcia, który potwornie mnie bolał… na sz333ęście nie był złamany! Więc za zgodą  lekarza (i po zażyciu sporej ilości przeciwbólowych) drugiego dnia ruszyłam na trasę, która okazała się jeszcze bardziej wymagająca! Niestety z powodu kontuzji nie byłam w stanie mieścić się w wyznaczonych czasach, które na Mistrzostwach Europy są bardzo ciasne… mimo to postanowiłam, że dla samej siebie przejadę pętlę do końca… i dałam radę! Chciałabym baaardzo podziękować wszystkim, którzy 333mali kciuki, pomagali na trasie i dopingowali! Mojemu dream teamowi, rodzicom, Kasi, ekipie z Kielc, mojemu mechanikowi Adamowi, wszystkim zawodnikom oraz:

Ormeb Meble Międzyrzecz Poznańska 106, Łowisko 333 Popowo, Motul Polska, #SZKOPEKteam, Dobre Sklepy Motocyklowe, fox Fox Racing Polska, KTM Novi Kielce, Zerke Praca, Przedsiębiorstwo Budowlane Granit, Modular System, Smartbau Roboty żelbetowe Gdańsk, Powiatowa.

Szacunek dla każdego, kto odważył się wyjechać na tak trudną trasę, w tak niesprzyjających warunkach!

 

Pozdrawiam,

Dominika 333 Orlik

 

 

 

 

Używamy plików cookie

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.