Do przemyślenia…

            - UWAGA! Lubicie media społecznościowe? To przeczytajcie. „Jeśli korzystasz z Facebooka, Twittera, Instagrama, przestań to robić. One zatruwają twoją duszę i niszczą społeczeństwo. Dowiedz się, że jesteś marionetką, bo każdy twój post jest śledzony, by można było kierować twoimi przekonaniami, wyborami, poczuciem własnej wartości, nastrojem, a nawet decyzjami o zakupach. Nie masz kontroli, ani nie jesteś tak wolny, jak myślisz”. Taką szokującą prawdę wyjawił amerykański informatyk Jaron Lanier, jeden z twórców wirtualnej rzeczywistości. (Angora nr 44 (1637), 31.10.2021, s. 52). A po  ulicach naszych miast i wsi maszerują mali i duzi z telefonami, smartfonami i innymi wynalazkami, zapatrzeni w ekrany, przeglądarki i różne głupoty. Rzadko który rodzic upomina dziecko, żeby przy stole chociaż na chwilę schowało swój największy skarb. Dorośli też wpatrują się w ekrany jak sroka w gnat. I kogo tu winić? Ale z drugiej strony – rodziny są skłócone, politycznie i ideologicznie, więc może młodzież chce zobaczyć inny świat? Nie wiem, dlaczego teraz wszystko jest na sprzedaż i dlaczego najbardziej intymne wiadomości i sytuacje muszą znać wszyscy. Żyjemy w ciągłym stresie, nie wiemy co przyniosą następne dni i czy można coś zaplanować, skacze nam ciśnienie i rośnie tętno, nie możemy spać, a wiadomości w mediach wciąż podkręcają nasze nastroje i jeszcze bardziej podnoszą ciśnienie. Skorzystajmy więc z dobrej rady amerykańskiego informatyka i niech  wirtualny świat nie będzie dla nas najważniejszy..

            - RÓŻNE PYTANIA. Zapytała mnie czytelniczka, dlaczego nie ma w Powiatowej dyżurów aptek? No cóż, nie ma dlatego, że apteki nie są tym zainteresowane. Plan dyżurów opracowują na cały rok, a potem są zmiany, o których nas nie informują i robi się bałagan - nie z naszej winy, a do nas mają pretensję. Więc żeby bałaganu nie było, przestaliśmy informować o dyżurach, chociaż ja, podobnie jak czytelniczka uważam, że są potrzebne. Aptek jest w Międzyrzeczu kilka i trzeba szukać, bo nie każdy zna wszystkie telefony, albo nie ma samochodu, jest niepełnosprawny. A najdziwniejsze pytanie? Pani Irena poprosiła mnie, żebym wybrała imię dla jej pieska, małego jamniczka, który trafił do rodziny. Nic, tylko się cieszyć, że czytelnicy nas tak rodzinnie traktują.

            - DLACZEGO? Przeszłość dopada nas czasem w najmniej spodziewanym momencie. I często boli. Wydaje nam się, że żyjemy szczęśliwie, że doskonale się rozumiemy, że mamy plany na wspaniałą przyszłość i kiedy w pewnym momencie ten wyidealizowany świat przestaje istnieć – przytłacza nas rzeczywistość i zadajemy sobie pytanie – dlaczego? Często myślę o swoich rodzicach, których straciłam bardzo wcześnie i jest mi smutno, że nie potrafiłam okazać im swojej miłości, szczególnie tacie, który starał się zastąpić mi mamę – robił zakupy, gotował, prał, sprzątał – i jeszcze miał czas na brydżowe spotkania. Myślę o bracie i  naszym ostatnim spotkaniu. Teraz już tych strat nie nadrobię. Coraz częściej widzę, że nie ma rodzin idealnych, a przeszłość wraca w najmniej oczekiwanym momencie. Ale jest nadzieja, bo Święta Bożego Narodzenia niosą żyjącym nadzieję, że wybaczymy sobie nasze złości, pretensje i żale, przełamiemy się opłatkiem i zasiądziemy wspólnie do wigilijnej wieczerzy.

             - ZA CO LUBIMY ŚWIĘTA? Za rodzinną atmosferę, za tę przedziwną magię i piękne tradycje. Dawniej było biednie, ale byliśmy szczęśliwi, że możemy wspólnie świętować. Teraz jest dostatnio, wszystko można kupić, nie mamy już pomysłów na prezenty, bo coraz trudniej trafić w gust obdarowanego, ale nadal chcemy być razem. Zmieniają się nasze serca i nasze mieszkania, pojawia się choinka, ozdoby, świąteczne smakołyki i wypieki. I za to najbardziej lubię święta. A co pamiętam z dzieciństwa? Pamiętam zapach pasty do podłogi, bo jak to poniemieckie linoleum zostało wypastowane i wyfroterowane, to był znak, że będziemy już świętować. SPOKOJNYCH ŚWIĄT!

Izabela Stopyra

red. naczelna

           

 

 

JAK MINĄŁ ROK?

 

Rozmawiam z Agnieszką Olender, starostą Powiatu Międzyrzeckiego

 

- Pani starosto, ten rok był trudny. Czy pandemia bardzo pokrzyżowała realizację planów na 2021 rok i jakie najważniejsze zmiany nastąpiły w mijającym roku?

- Ten rok był trudny pod względem pandemii, to prawda. W powiecie służby są zaangażowane w pomoc podczas kolejnych fal zachorowań, ale również pomiędzy okresami, gdy wzrasta liczba chorych, trzymamy rękę na pulsie będąc w stałym kontakcie z dyrektorami Domów Pomocy Społecznej i szkół, ze służbami mundurowymi, wojskiem, dyrektorem szpitala międzyrzeckiego, Państwowym Powiatowym Inspektorem Sanitarnym i jednostkami powiatowymi. Mamy zabezpieczone środki ochrony indywidualnej, które udostępniamy jednostkom zgłaszającym zapotrzebowanie.

Zmiany jakie spowodowała epidemia widać chociażby w funkcjonowaniu urzędu. Żeby uniknąć kolejek na korytarzach Starostwa i gromadzenia się ludzi urzędnicy zaczęli umawiać spotkania telefonicznie na konkretne godziny. To z pewnością stwarza pewne niedogodności, ale robimy wszystko, by były one jak najmniej uciążliwe dla mieszkańców. Przenieśliśmy również punkt szczepień do Starostwa. Był taki moment, że punkt ten znajdował się na ulicy Konstytucji 3 Maja, ale ze względu na duże zainteresowanie szczepieniami doszliśmy razem z prezesem szpitala do wniosku, że udostępnimy naszą salę sesyjną, by poprawić warunki w jakich czekali chętni do szczepień. W efekcie tych działań w powiecie międzyrzeckim już wykonano prawie 73 000 szczepień (dane na dzień 16 listopada br.) z czego blisko jedna trzecia została wykonana w punkcie zorganizowanym przez Powiat Międzyrzecki oraz Szpital Powiatowy.

Na szczęście pandemia nie pokrzyżowała nam planów związanych z prowadzeniem inwestycji w powiecie. Zakończyliśmy remont obiektów Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Międzyrzeczu, który kosztował ponad 11 mln złotych. Wybudowaliśmy drugi budynek domu dziecka w Skwierzynie, a trzeci jest w trakcie budowy. Wyremontowaliśmy most w Żółwinie i Bledzewie. Zakończyliśmy rozbudowę Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Przeprowadziliśmy inwestycje w infrastrukturę drogową, np. chodnik w Kursku, w Janowie i planujemy kolejne.

Naszej młodzieży z CKZiU udało się wziąć udział w programie Erasmus i rozpocząć praktyki zawodowe na Sycylii. Pomimo nauczania zdalnego przyznaliśmy stypendia dla najzdolniejszych uczniów szkół ponadpodstawowych. A to tylko niektóre z działań, które podjęliśmy w tym roku. Jak widać dzieje się sporo w powiecie międzyrzeckim, a my dokładamy wszelkich  starań, by pomimo trwającej epidemii, życie toczyło się normalnie dla naszych mieszkańców.

-  Pięknie wyremontowane szkoły CKZiU w Międzyrzeczu to wizytówka starostwa. Jakie placówki będą następne?

- Dziękuję, że wspomniała pani tę inwestycję. Z różnych stron pojawiały się głosy, że remont CKZiU nie uda się w założonym przez nas wymiarze. Dzisiaj nawet ci, którzy wówczas sceptycznie podchodzili do tego przedsięwzięcia mówią, że wyremontowana szkoła robi ogromne wrażenie. Udało się i mam osobistą satysfakcję, że ta kadencja samorządu powiatowego zostawia kolejnym pokoleniom szkołę, w której młodzież może uczyć się w godnych warunkach. To oczywiście nie koniec inwestycji, które Powiat Międzyrzecki zamierza przeprowadzić w oświacie. W następnym roku zaplanowaliśmy na kwotę ponad 1,1 mln zł remont pomieszczeń w budynku międzyrzeckiego sanepidu, gdzie przeniesiona zostanie Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna. Chcę, żeby pomieszczenia były nowoczesne, by budynek został wyposażony w windę, co ułatwi dostęp i zlikwiduje kolejną barierę architektoniczną dla osób z niepełnosprawnościami. Inwestując, zawsze robimy to z zamysłem by mieszkańcy mieli łatwiej, by szybciej mogli skorzystać z usług jednostek powiatowych, by ułatwić im załatwianie spraw i polepszyć dostęp do szeroko pojętej administracji samorządowej. Wprowadziliśmy cyfryzację w zakresie części usług związanych z obsługą spraw mieszkańców i planujemy dalej iść w tym kierunku. Już dzisiaj wydział geodezji oferuje szereg e-usług i możliwość załatwienia spraw w domu, przez Internet, co znacznie przyspiesza i upraszcza procedowanie konkretnych spraw. W następnym roku planujemy nadal poszerzać wachlarz usług dostępnych przez platformę Geoportal, co spowoduje skrócenie oczekiwania na zmiany dokonywane w rejestrze nieruchomości oraz w ewidencji - konsekwentnie cyfryzujemy urząd. Zobowiązaliśmy się do remontu sali gimnastycznej w Technikum nr 1 przy ulicy Libelta. Dokonamy remontu elewacji budynku Powiatowego Urzędu Pracy – który od dawna „straszy” swoim wyglądem. Ponadto mamy zamiar rozpocząć zapowiedzianą powiatową część inwestycji dotyczącej obwodnicy Trzciela, którą postrzegam jako strategiczną ze względu na poprawę infrastruktury drogowej poprzez połączenie węzła Autostrady A2 z drogą krajową 92 oraz z drogami gminnymi i powiatowymi. Poprawi to potencjał rozwojowy i komunikację w przyległych gminach. Dodatkowym efektem będzie m.in. zmniejszenie emisji hałasu, redukcja zanieczyszczenia środowiska oraz poprawa bezpieczeństwa w ruchu drogowym. To przedsięwzięcie na ponad 30 milionów złotych, które przyniesie korzyści całemu Powiatowi Międzyrzeckiemu. Planujemy także budowę parkingu na terenie Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej przy budynku karczmy, co pozwoli na wzrost, i tak rekordowej w tym roku, liczby turystów, którzy odwiedzili zamek.

- Co jest największym obciążeniem budżetu starostwa?

- Zdecydowanie oświata. Subwencja, którą otrzymujemy na oświatę nie pokrywa w całości wydatków. To problem wszystkich samorządów w kraju. Oprócz tego zawsze w trakcie roku pojawiają się  jakieś niespodziewane wydatki, których nie byliśmy w stanie przewidzieć, a które trzeba ponieść. Radzimy sobie z takimi „niespodziankami” całkiem sprawnie, za co dziękuję również Radnym Powiatowym.

- Mam kontakt z PCPR, Urzędem Pracy, Poradnią Pedagogiczno – Psychologiczną i wiem, że mimo pandemii pracownicy dbają o swoich podopiecznych. Czy były nagrody z okazji Dnia Pracownika Socjalnego?

- Oczywiście, były nagrody. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło ich nie być. Biorąc pod uwagę zaangażowanie naszych pracowników socjalnych mogę powiedzieć, że jestem dumna, że mamy w naszych jednostkach tak oddane swojej pracy osoby – empatyczne, skłonne do poświęceń, często ryzykujące własnym zdrowiem i życiem, by zagwarantować opiekę i pomoc najbardziej potrzebującym. Zresztą dałam temu również wyraz podczas II Gali z okazji Dnia Pracownika Socjalnego zorganizowanej przez Powiat Międzyrzecki 19 listopada br. w Gminnym Ośrodku Kultury w Przytocznej. Wszyscy też pamiętamy sytuację, gdy pomimo ogromnego ryzyka pracownicy DPS 58 w Rokitnie wykazali niezwykłą postawę i pomimo ogromnego ryzyka pozostali ze swoimi podopiecznymi – zresztą reportaż na ten temat obiegł cały kraj.

-  Pani starosto, jakie są najważniejsze zadania na 2022 rok?

- Zadania inwestycyjne w dużej części już wymieniłam, ale zależy mi jeszcze na jednej rzeczy: Żebyśmy się uchronili jak najlepiej przed kolejnymi falami zachorowań. Wszyscy chcemy powrotu do normalności, instytucji działających bez reżimu sanitarnego, urzędów, do których można wejść bez konieczności wcześniejszego umawiania wizyty. Powiat zrobił wiele, by ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. Mamy powiatowy punkt szczepień, mobilne punkty szczepień, zaopatrujemy jednostki w środki ochrony bezpośredniej, reagujemy na wzrosty zachorowani będąc w ciągłym kontakcie z wojewodą, służbami sanitarnymi oraz międzyrzeckim szpitalem, a sytuację stale monitoruje pełnomocnik Starosty ds. zarządzania kryzysowego. Może okazać się, że również w następnym roku to zadanie będzie jednym z ważniejszych. Stawiamy także na młodzież, na szeroko pojętą oświatę. Będziemy nadal inwestować w naszych uczniów, w ich rozwój, w doposażanie pracowni i warsztatów, bo to ci młodzi ludzie są przyszłością nas wszystkich. Planujemy również opracować dokumentację, a następnie wybudować boisko przy międzyrzeckim Liceum Ogólnokształcącym. Przygotowaliśmy również dokumentację na przebudowę ul. Marcinkowskiego w Międzyrzeczu oraz drogi Łagowiec -Brójce i obecnie czekamy na rozpatrzenie złożonych wniosków o dofinansowanie. Nadal będziemy realizować wspólne inwestycje drogowe z gminami w ramach programu 50/50 polegającego na dofinansowaniu ze środków powiatu i gmin. Ważnym obszarem jest także ochrona zdrowia, w związku z czym zaplanowaliśmy dokapitalizowanie międzyrzeckiego szpitala kwotą 1 mln zł.

Niezmiernie ważne jest też pozyskiwanie środków zewnętrznych na zaplanowane inwestycje. Powiat działa w tym zakresie niezmiernie sprawnie, otrzymujemy zarówno środki unijne jak i rządowe, co z kolei pozwala nam na uruchamianie zaplanowanych inwestycji i realizowanie przyjętej strategii rozwoju. To właśnie najważniejsze zadania, poza inwestycjami, które czekają nas w nadchodzącym roku.

Podsumowując mijający już 2021 rok i korzystając z okazji chciałabym również życzyć Państwu, aby Święta Bożego Narodzenia przyniosły  nie tylko wiele radości, lecz również refleksji dotyczących minionego czasu i planów na nadchodzący Nowy Rok. Niech święta, a także rok 2022 upłynie Państwu w spokoju i zdrowiu. Życzę wszystkim mieszkańcom powiatu, by nigdy nie zabrakło im ciepła drugiej osoby, a każdy dzień był pełen niezapomnianych chwil.

 

Dziękuję.

Izabela Stopyra

JAK MINĄŁ ROK?

 

Burmistrz Międzyrzecza Remigiusz Lorenz podsumowuje 2021 rok oraz zapowiada najważniejsze inwestycje i wydarzenia w 2022 roku.

 

- Panie burmistrzu, jaki był mijający rok i co udało się zrealizować mimo pandemii?

- Dobiegający już końca rok nie należał do łatwych, ale mimo pandemii koronawirusa i związanych z nią obostrzeń udało się nam zrealizować wszystkie zaplanowane zadania, a nawet rozszerzyć ich listę o nowe inwestycje. Największą z nich jest rozpoczynająca się właśnie kompleksowa modernizacja oczyszczalni ścieków. Telewizja nazwała ją „epokową inwestycją w historii Międzyrzecza”. Przeznaczymy na nią prawie 63 miliony złotych, przy czym ponad 41 mln 500 tys. zł to finansowe wsparcie z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Prace mają się zakończyć w maju 2023 r. Umożliwi to dalszy rozkwit gospodarczy i urbanistyczny Międzyrzecza. Po przebudowie będzie można do niej przyłączyć planowane przez nas budynki wielorodzinne oraz nowe zakłady pracy. Obecna oczyszczalnia ma na to zbyt małą wydajność, co hamuje rozwój przemysłu i budownictwa. Równie ważne dla rozwoju miasta będzie uzbrojenie terenów w Międzyrzeckim Parku Przemysłowym Numer Dwa przy ulicy Rokitniańskiej.
To największe z kilkudziesięciu różnych inwestycji, które zrealizowaliśmy, lub rozpoczęliśmy w tym roku. Ich celem jest rozbudowa infrastruktury komunalnej i poprawa jakości życia mieszkańców. W marcu otworzyliśmy żłobek, czyli Zespół Klubów Malucha. Wybudowaliśmy go dzięki dotacji wynoszącej 1 mln 584 tys. zł, a 787 tys. dostaliśmy na jego wyposażenie. Kolejna dotacja w zakresie oświaty to ponad 133 tys. zł z Europejskiego Funduszu Społecznego, które przeznaczymy na podniesienie wiedzy i kompetencji wśród 277 uczniów w Szkole Podstawowej nr 3 oraz dostosowanie oferty edukacyjnej do potrzeb uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych i zdrowotnych. Pragnę podkreślić, że większość inwestycji realizujemy właśnie dzięki rządowym i unijnym dotacjom. Ostatnio dostaliśmy prawie 8 mln zł na budowę kanalizacji sanitarnej w Wybudowaniu, a wcześniej 1 mln 800 tys. zł na salę gimnastyczną z kuchnią i stołówką, 2 mln zł na kanalizację sanitarną w Nietoperku i Kęszycy oraz ponad 2,5 mln zł na budowę ulicy Długiej.

Dzięki tym dotacjom i inwestycjom miasto zmienia się i pięknieje z każdym rokiem. Te pozytywne zmiany widzą zarówno mieszkańcy i turyści, jak i eksperci i naukowcy z ośrodków badawczych. Ostatnio Międzyrzecz zajął trzecie miejsce wśród miast powiatowych w woj. lubuskim w rankingu Serwisu Samorządowego PAP "Gmina dobra do życia". Na 232 miasta powiatowe Międzyrzecz zajął w tym zestawieniu wysokie 37 miejsce oraz trzecie w woj. lubuskim – wyprzedzając m.in. Słubice czy Nową Sól (za wyłączeniem miast na prawach powiatu takich jak Gorzów Wlkp. i Zielona Góra, które były klasyfikowane w odrębnej kategorii). W kategorii ogólnej na 2.477 gmin Międzyrzecz zajął 332 miejsce. Nasze miasto wyprzedziło m.in. Kołobrzeg, Busko Zdrój czy Augustów, które są przecież znanymi ośrodkami turystycznymi.

Ranking jest kolejną w ostatnich miesiącach laurką dla naszej gminy. W czerwcu Międzyrzecz został jedną z 38 polskich gmin, wyróżnionych tytułem „Gmina z inicjatywą sprawności instytucjonalnej”. Autorami zestawienia byli naukowcy z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Pod lupę wzięli ponad 400 samorządów. M.in. Międzyrzecz, który – jako jedyna lubuska gmina - został zaliczony do grona 38 finalistów.

 

- W serwisie z ratusza mamy co miesiąc informacje o gminnych inwestycjach. Taką ważną było też wyposażenie szkół i rodzin w komputery z oprogramowaniem do zdalnego nauczania. Ile takich zestawów otrzymali mieszkańcy miasta i gminy?

- Natychmiast po zamknięciu szkół i wprowadzeniu tak zwanego zdalnego nauczania, wystąpiliśmy do Ministerstwa Cyfryzacji z wnioskami o pieniądze na zakup komputerów dla uczniów, którzy nie mieli w domach takiego sprzętu. Otrzymaliśmy dwie dotacje o łącznej wysokości prawie 170 tysięcy złotych. Zakupiliśmy za nie 80 laptopów z oprogramowaniem i słuchawkami. Komputery trafiły do szkół, a następnie ich dyrektorzy przekazali je uczniom. Gmina dostała też 25 tysięcy złotych na laptopy, które przekazaliśmy Szkole Podstawowej nr 3 i Szkole Podstawowej nr 6. Oświata jest naszym przysłowiowym oczkiem w głowie. Mimo tego, że dopłacamy do niej prawie 10 milionów złotych rocznie, nadal będziemy zabiegać o utrzymanie wysokiego poziomu nauczania oraz robić wszystko, aby dzieci miały jak najlepsze warunki pobytu w przedszkolach i szkołach podstawowych.

 

- Działalność w gminie szkół, placówek i stowarzyszeń jest bardzo bogata. Czy któryś z podmiotów zasługuje na specjalne wyróżnienie czyli „uścisk dłoni burmistrza”?

- Pandemia koronawirusa ograniczyła wprawdzie funkcjonowanie stowarzyszeń, klubów i placówek oświatowych, ale nie przekreśliła ich działalności. Mimo rozmaitych obostrzeń, w gminie sporo się działo, co w dużej mierze jest zasługą społeczników, działaczy klubowych i pracowników oświaty. Otworzyliśmy między innymi żłobek, czyli Zespół Klubów Dziecięcych. Początkowo planowaliśmy, że będzie drugim domem dla 48 dzieci. Jesienią udało się utworzyć w nim dodatkowy oddział i liczba objętych opieką żłobkową dzieci wzrosła do 72 maluszków w wieku od jednego do trzech lat.
W przygotowaniu obiektu do użytkowania i jego wyposażeniu ogromny udział miała ówczesna dyrektorka przedszkola nr 4 Bajkowa Kraina p. Hanna Sikorska, która obecnie opiekuje się maluszkami w żłobku. Włożyła w to wiele serca i czasu, za co serdecznie jej dziękuję.

 

- Ten rok był trudny szczególnie dla ludzi biednych, pogubionych i bezdomnych. Czy będzie dla

nich wigilia i może koncert kolęd?

- Wspólnie z Ośrodkiem Opieki Społecznej planujemy Wieczerzę Wigilijną dla mieszkańców. Impreza odbędzie się 17 grudnia w hali sportowo-widowiskowej. Przygotujemy dla uczestników tradycyjne wigilijne potrawy, występy artystyczne, drobne upominki oraz wspólne kolędowanie. Zapraszamy też na Jarmark Mikołajkowy, który odbędzie się 4 i 5 grudnia na rynku wokół ratusza. Przygotowujemy wiele atrakcji dla dzieci i dla dorosłych. Organizacja i formuła tych imprez zależą jednak od aktualnej sytuacji epidemicznej oraz ewentualnych obostrzeń.   

 

- Panie burmistrzu, jakie są najważniejsze zadania na 2022 rok? 

- Nie zamierzamy zwalniać tempa. Wręcz odwrotnie, dlatego lista planowanych zadań i inwestycji jest bardzo długa. Otwiera ją wspomniana już przeze mnie modernizacja oczyszczalni, która ma powstać w systemie „zaprojektuj i wybuduj”.

Kolejnym bardzo ważnym zadaniem będzie uzbrojenie terenów w Parku Przemysłowym Numer Dwa. Gmina ma tam działkę o powierzchni niespełna trzech hektarów, ale na inwestorów czeka tam również ponad sto hektarów należących do Skarbu Państwa. Dzięki unijnej dotacji w wysokości 4 mln 893 tys. zł  doprowadzimy tam energię elektryczną oraz wybudujemy drogi i sieć wodno -kanalizacyjną. W tym roku skupiliśmy się na przygotowaniu dokumentacji, a w przyszłym ruszą prace budowlane. 

Kolejny park jest bardzo potrzebny, gdyż w pierwszym gmina sprzedała już wszystkie działki. W ostatnich tygodniach rozpoczęła się tam budowa fabryki domów, a właściciel zapowiada kolejną taką inwestycję. Nowy park ma być kolejnym kołem zamachowym międzyrzeckiej gospodarki. Pod koniec sierpnia zakończymy budowę ulicy Długiej, która połączy Poznańską z osiedlem nad Obrą i Obrzycami. Zapłacimy za nią prawie 5 mln zł, przy czym 2 mln 554 tys. zł. to dotacja z Funduszu Rozwoju Dróg.

Na jesień planujemy otwarcie nowoczesnej i przestronnej sali sportowej z kuchnią i stołówką, która powstaje już przy Szkole Podstawowej nr 1 z Oddziałami Sportowymi. Buduje ją konsorcjum trzech wielkopolskich firm, którym zapłacimy niespełna 6 mln zł. Gmina otrzymała na ten cel 1 mln 800 tys. zł z rządowego Programu Inwestycji Lokalnych. Będą z niej korzystać uczniowie „Jedynki”, pobliskiej Szkoły Podstawowej nr 2 oraz uczestnicy imprez sportowych odbywających się na stadionie miejskim.

Nie zapominamy też o młodzieży i mieszkańcach wsi. Miłośników jazdy wyczynowej na rowerach i deskorolkach powinna ucieszyć informacja o tym, że w przyszłym roku za Winnicą powstanie długo przez nich wyczekiwany skatepark. Przy kompleksie rekreacyjnym w Kęszycy Leśnej wybudujemy natomiast salę wiejską oraz rozpoczniemy budowę kanalizacji w Kęszycy, Nietoperku i Międzyrzeczu -Wybudowanie.

Planujemy też sporo imprez. Już teraz zapraszam na Dni Międzyrzecza oraz planowane na wiosnę obchody dziesięciolecia działalności jednej z artystycznych wizytówek gminy, czyli studia tańca „Gold”. Podobnie jak w przypadku planowanego na grudzień Jarmarku Mikołajkowego i Wieczerzy Wigilijnej, organizacja i ewentualne formuła tych imprez zależeć jednak będzie od aktualnej sytuacji epidemicznej i związanych z nią restrykcji.

Korzystając z okazji, dziękuję mieszkańcom i radnym za wsparcie oraz życzę spokojnych Świąt Bożego Narodzenia i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

Dziękuję.

Izabela Stopyra



 

Jak minął rok?

 Rozmawiam z Jarosławem Kaczmarkiem - burmistrzem Gminy Trzciel

 

Rozmowa ma sporo osobistych wątków, bo pandemia uwypukliła ważność życiowych priorytetów. I one dotyczą wszystkich.

 

- Powiedz, czy rok 2021 był dla ciebie rokiem udanym?

- Najogólniej mogę powiedzieć, że tak. Początek roku był spokojny, rozpoczynałem go z optymizmem. Miałem też nadzieję, że zostaną wykonane inwestycje zaplanowane na rok 2021. Cały jednak czas „po cichu” obawiałem się II fali pandemii, która mogła przeszkodzić w wielu działaniach na rzecz gminy i jej mieszkańców. I niestety obawy sprawdziły się, wzmożone zachorowania na covid-19 mocno dotknęły naszą gminę. Tak więc różnie to w 2021 roku bywało.

 

-Tak ten rok oceniasz z perspektywy burmistrza. A jak 2021 rok wyglądał w twoim życiu prywatnym, rodzinnym?

- Gdyby nie covid – 19 mógłbym ten rok ocenić pozytywnie, bo większych problemów w mojej rodzinie nie było. Jednak epidemia pomieszała nieco szyki i zburzyła rodzinną atmosferę spokoju. W okresie Świąt Wielkanocnych moja żona i ja zachorowaliśmy na covid. Chorobę pokonywałem w szpitalu w Świebodzinie. Natomiast żona chorowała w domu. W szpitalu miałem wspaniałą opiekę, za którą personelowi placówki jestem bardzo wdzięczny. Obecnie jesteśmy zdrowi, podwójnie zaszczepieni i mamy nadzieję, że po raz drugi nie będziemy musieli przechodzić chorobowej gehenny.

 

-To było smutne, covidowe wydarzenie. A jakie radości ten rok dał waszej rodzinie?

-Samo wyzdrowienie moje i żony już jest dużą radością. A poza tym rok przebiegał spokojnie. Odwiedzały nas dzieci i wnuki, zarówno te zamieszkałe w kraju jak i te z Włoch. Boże Narodzenie spędzimy z żoną właśnie we Włoszech, u córki i jej rodziny w Weronie. I to będzie wspaniałe zakończenie roku. Dzieci i wnuki nie chorowały, to też więc było dużą naszą radością, bo nie ma większego szczęścia od ich zdrowia, radości i uśmiechu.

 

- Życzę, aby dalej tak było. Pandemia mocno uderzyła w gminną społeczność. Jak wpłynęła na życie gminy?

- Pandemia z początkiem roku nas oszczędzała, nie było masowych zachorowań i większych problemów. W okresie Świąt Wielkanocnych było dużo zachorowań, w tym również bardzo ciężkich. W naszym urzędzie gminnym także zachorowało kilku pracowników. Ja również znalazłem się w tym gronie. To w oczywisty sposób dezorganizowało pracę i zakłóciło spokojną atmosferę. Staraliśmy się urzędu całkowicie nie zamykać, ale pewne obostrzenia obowiązywały przez dłuższy czas. Inwestycje z powodu pandemii nie ucierpiały, ich realizacja bowiem bardziej zależała od spływania funduszy niż od koronawirusa.

 

- Pandemia nadal istnieje. Jak gmina walczy z wirusem?

- Koronawirus opanował naszą gminę podobnie jak wszędzie. Były z nim takie same problemy, jakie miały inne gminy, powiaty, województwa. Byliśmy też jak inni trochę bezbronni. W ubiegłym roku nie było jeszcze szczepionki, nie mieliśmy więc na przebieg choroby większego wpływu. Oczywiście przestrzegaliśmy i zalecaliśmy stosowanie trzech zasad, czyli – dystans, dezynfekcja i maseczki. One zresztą obowiązują do dzisiaj. Gdy pojawiła się szczepionka postanowiliśmy zorganizować kilka punktów szczepień na terenie gminy. Szczepienia organizował również ośrodek zdrowia. Przyniosło to znakomite rezultaty, kilkaset osób skorzystało z naszego pośrednictwa i zaszczepiło się. A to na pewno wpłynęło na zmniejszoną ilość zachorowań w naszej gminie.

 

- I to jest dobra wiadomość. Miejmy nadzieję, że szczepienia będą trwały i coraz więcej mieszkańców gminy z nich skorzysta. Co w tym trudnym czasie udało się zrealizować z gminnych planów na rok 2021?

- Z założeń inwestycyjnych większość zadań została zrealizowana. Wykonaliśmy we wsi Stary Dwór kanalizację z kolektorem i przepompownią do Brójec oraz została położona nowa nawierzchnia asfaltowa w całej wsi. Koszt tej inwestycji to 2,5 mln zł. Dużą inwestycją były remonty brójeckich ulic – Słonecznej i Żwirowej. Zostały położone nowe nawierzchnie i chodniki. To zadanie także kosztowało 2,5 mln zł. Poza tym zrealizowaliśmy kilka mniejszych inwestycji, a są to – chodniki i parking koło cmentarza w Trzcielu, tor rowerowy w trzcielskim Ogródku Jordanowskim, termomodernizacja części Szkoły Podstawowej w Brójcach. Wykonaliśmy też kilka projektów, między innymi na wodociąg w Lutolu Mokrym oraz kanalizację w Chociszewie, Lutolu Suchym i w Łagowcu. Najważniejszym jednak zadaniem, które udało się wykonać w mijającym roku to poukładanie finansowania największej inwestycji w naszej gminie, czyli obwodnicy Trzciela. Układanka finansowa dotyczy kilku podmiotów, a mianowicie: Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego - 15 mln, Urzędu Marszałkowskiego w Zielonej Górze– około 15 mln, zarządu Dróg Krajowych i Autostrad – 9 mln, zarządu Powiatu Międzyrzeckiego – około 1mln, gminy Trzciel – około 1mln. Prace na rondzie już rozpoczęły się, a wykonanie pozostałej części obwodnicy zacznie się po zakończeniu procedur przetargowych. Myślę, że dalsze prace rozpoczną się więc wiosną.

 

- Gratulacje. Czego jednak nie udało się zrealizować?

- Niestety, nie wszystko się udało. Nie zdołaliśmy przeprowadzić remontu ulic- Lipowej i Łąkowej w Trzcielu. To zadanie będzie priorytetem na wiosnę następnego roku, 2022.

 

- Zapewne nic już nie stanie na przeszkodzie na dokończenie tegorocznych zadań na przyszłą wiosnę. Czy jesteś zadowolony z dokonań w 2021 roku?

-Mimo że nie zrealizowaliśmy wszystkich zaplanowanych prac, to jestem bardzo zadowolony z tych wykonanych w tym roku. Były to inwestycje bardzo oczekiwane, bo rozwiązują one wiele problemów mieszkańców. A trzeba pamiętać, że ten rok nie był łatwym i dostarczył sporo dodatkowych zadań, chociaż były one innego charakteru.

 

- Są więc powody do satysfakcji. Jak planujesz zakończyć 2021 rok? Prywatnie i jako burmistrz.

- Jako burmistrz chciałbym rozliczyć wykonane inwestycje, o których wspomniałem wcześniej. Chciałbym również przyjąć bardzo trudny budżet na rok 2022. Prywatnie będę odpoczywał w gronie rodzinnym w pięknym mieście Romea i Julii, czyli w Weronie. Będzie to wyjątkowe zakończenie tego specyficznego roku.

 

- Ciekawe masz plany na teraz, zwłaszcza te prywatne. A czego oczekujesz od 2022 roku?

- Rok z samymi dwójkami powinien być ciekawy i na pewno nie gorszy od obecnego. Wierzę, że nie zaatakuje nas koronawirus w takim stopniu, aby sparaliżować nasze działania na rzecz gminy i jej mieszkańców. Jestem pewien, że mieszkańcy gminy będą się licznie szczepić przeciwko covidowi i w ten sposób będą kontynuować walkę z pandemią. Marzę o jej końcu, wszyscy przecież oczekujemy normalności. Jestem przekonany, że zapowiadane fundusze wpłyną do gminy i będziemy mogli realizować kolejne potrzebne inwestycje.

 

- Czego życzysz mieszkańcom gminy Trzciel i powiatu Międzyrzecz?

- Życzę wszystkim dużo, dużo zdrowia, spokoju i radości z każdego dnia, spełnienia wszelkich planów. Życzę również lepszego i radośniejszego roku 2022, bez kłopotów i koronawirusa.

 

Dziękuję za rozmowę i również życzę wszystkiego najlepszego, a zwłaszcza spokojnego, bezpiecznego oraz udanego następnego roku.

 

  Jadwiga Szylar

 

 

 

 

 

15 lat Kryształowy Jubileusz 15 lat

 

     !5 lat dla jednych to jest mało, dla drugich to szmat czasu. Dla studentów Międzyrzeckiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku to czas w sam raz. Z okazji obchodów tej rocznicy zdecydowana większość studentów w środę 27 października   w Międzyrzeckim Domu Kultury spotkała się na uroczystej gali. Jeszcze przed rozpoczęciem uroczystości była okazja do powspominania o początkach i minionych latach. Pomimo że często członkowie Stowarzyszenia spotykają się w tym gronie i „plotkują” o wszystkim, to teraz były tylko wspomnienia, gdyż bardzo dużo jest osób ze stażem 15- letnim. Jednak szybko uczestnicy uroczystości przeszli do części oficjalnej. Prezes MUTW Waldemar Gajlewicz przywitał licznie zgromadzonych członków Stowarzyszenia oraz zaproszonych gości, którzy swoją obecnością uświetnili jubileusz Uniwersytetu. Na uroczystość przybyli – burmistrz Międzyrzecza Remigiusz Lorenz oraz jego zastępcy Agnieszka Śnieg i Tomasz Markiewicz, Przewodnicząca Rady Miasta Katarzyna Budych, wicestarosta Zofia Plewa, wójt Gminy Bledzew Małgorzata Musiałowska, wójt Gminy Przytoczna Bartłomiej Kucharyk, wójt Gminy Pszczew Józef Piotrowski, dyrektor muzeum Andrzej Kirmiel, dyrektor MOK Ewelina Izydorczyk – Lewy, dyrektor Szkoły Muzycznej Małgorzata Telega – Nowakowska, Przewodniczący Związku Emerytów i Rencistów Jan Wiśniewski, właściciel pensjonatu Pod Strzechą w Głębokim Jacek Bełz, Władysław Brzeszcz ze Stowarzyszenia Aktywnego Seniora oraz Krystyna Pawłowska kierownik Biblioteki Publicznej. Tak liczni i znamienici goście tylko podkreślili prestiż jakim cieszy się Uniwersytet w naszym mieście. Jednym z zaproszonych gości był również wieloletni i wielokrotny sponsor Roman Strzelczyk.

    Pokazały i omówiły historię Uniwersytetu panie Jadwiga Rogala, Wacława Kuczyńska i Halina Witkowska. Jadwiga Rogala przypomniała początki tworzenia Uniwersytetu i zasługi tworzących Stowarzyszenie. Oczywiście nie sposób było pominąć jego pierwszego szefa, którym był Antoni Tkocz. Wacława Kuczyńska przedstawiła okres działania kiedy sama szefowała w Uniwersytecie Każdy zgodził się, że był to okres prężnego poszerzania działalności. Halina Witkowska przedstawiła ostatnie lata kiedy prezesem został Waldemar Gajlewicz. W trakcie prelekcji wyświetlane były na ekranie zdjęcia ukazujące licznych studentów na imprezach w całym kraju. Niejedna łezka ukazała się w kącikach oczu. Patrząc na te zdjęcia widać, że mimo upływu tych 15 lat i przybycia siwych włosów oraz paru kilo uśmiech i radość z członkostwa w Stowarzyszeniu niezbyt się zmienił, a jeśli już, to na lepsze. Listów pochwalnych, gratulacyjnych i z życzeniami nie było końca. Burmistrz Remigiusz Lorenz i Przewodnicząca Katarzyna Budych podziękowali słuchaczom Uniwersytetu za zaangażowanie w życiu społecznym miasta i powiatu. Burmistrz wraz z listem gratulacyjnym przekazał na ręce Prezesa MUTW Waldemara Gajlewicza komputer wraz z oprogramowaniem, który będzie zalążkiem sekcji informatycznej. W zamian otrzymał wielką butelkę szampana. Całe szczęście, że nie poszedł burmistrz w ślady mistrzów formuły 1 i butelki nie otworzył. Może byłoby śmiesznie, ale siedzący w pierwszych rzędach ubrani galowo nie szczędzili by mu delikatnych przekleństw. W imieniu starosty Agnieszki Olender życzenia złożyła Zofia Plewa podkreślając – aby studenci nigdy nie porzucili samodoskonalenia, żeby im zawsze chciało się chcieć, jak w cytacie Oscara Wilde: „chcąc odzyskać młodość trzeba tylko powtórzyć dawne szaleństwa”. Serdeczne życzenia dla studentów i całego zarządu złożyli również wójtowie, którzy podkreślali, że „złota jesień życia” to nie tylko czas odpoczynku, ale czas pełnej aktywności. Z przesłaniem, żeby nigdy nie opuszczał słuchaczy duch zdrowia i uśmiechu wystąpiła dyrektor MOK. Przewodniczący Związku Emerytów i Rencistów widząc na sali bardzo wielu członów „swojego” Stowarzyszenia przekazał wszystkim życzenia i wspaniałej współpracy. Oprócz życzeń Prezesowi przekazał wielką okazjonalną plakietę.

Ostatni akord uroczystości to uhonorowanie za wieloletnią aktywność i bardzo duży wkład w rozwój Uniwersytetu członków Stowarzyszenia. Kwiaty i drobne upominki otrzymali: Krystyna Chamienia, Donata Marzec-Pawłowska, Józef Kugiejko, Lech Machlański i Andrzej Kiczka. Część artystyczną zainaugurował chór MUTW, który zwie się „Aplauz”. Akompaniatorem i dyrygentem chóru był Sławek Filus. Z kolei Dorota Marzec-Pawłowska zaprezentowała swój autorski program słowno-muzyczny grając na fortepianie. Krótki recital gitarowy w wykonaniu Piotra Rogali syna Jadwigi, sekretarza MUTW przyjęty został gorąco przez zgromadzonych. W podobnym tonie odebrano też występ grającego na flecie Tomka Puka. Część artystyczna była wielka niespodzianką. W ciekawej choreografii wystąpiły tancerki grupy „Gold”. Na koniec Prezes zaprosił przybyłych na lampkę szampana (a było ich 15 szampanów - nie lampek), jubileuszowy tort i inne smakołyki. Przy kawie i słodkościach studenci i goście mogli podziwiać jak na wernisażu obrazy namalowane przez słuchaczki z sekcji malarskiej. Wspominano te 15 lat z zadumą, łezką w oku i radosnym uśmiechem. No i przyszedł czas zakończenia jubileuszowych obchodów. Zakończono je cytatem o młodości i starości „kiedyś każdy musi przeżyć młodość, nieważne w jakim wieku to uczyni. Może teraz to przeżywamy mając więcej czasu dla siebie, teraz możemy się uczyć, zwiedzać, utrzymywać kontakty towarzyskie, dbać o zdrowie fizyczne i umysłowe”.

      Prezes W. Gajlewicz serdecznie dziękuje za pomoc dyr. MOK Ewelinie Izydorczyk-Lewy oraz pracownikom zaangażowanym w organizację uroczystości. Osobne podziękowania należą się paniom Marioli, Sylwii, Iwonie i Bożenie. Według mnie największe podziękowania należą się Przemkowi - synowi prezesa - za przepyszne ciasta upieczone specjalnie na tę uroczystość. Dodam tylko, że zawód wyuczony i wykonywany przez niego nie ma nic wspólnego z ciastkarstwem i piekarnictwem.

 Do zobaczenia i usłyszenia za 5 lat na porcelanowym jubileuszu.

 

                                                                 Jan Wiśniewski

 

 

 

KOMUNIŚCI W OBRAWALDE

 

‘”Blutrote Fahnen grüßen das Sonnenlicht,

Blutrote Fahnen rufen zum Gericht!

Blutrote Fahnen werden Sieger sein,

Sie tragen neue Hoffnung in die Welt hinein.

(Es lebe Lenin! Zerschlagt den Faschismus!)”

„Krwistoczerwone flagi witają światło słoneczne

Krwistoczerwone wzywają na sąd!

Krwistoczerwone flagi zwyciężą,

Przynoszą światu nową nadzieję.

(Niech żyje Lenin! Zniszczyć faszyzm!)”

Erich Weinert „Das Lied von der Roten Fahne”

 

W powszechnym przekonaniu w Obrzycach podczas akcji eutanazji, zwanej Akcją T4 mordowano tylko pacjentów chorych umysłowo, upośledzonych, niedołężnych, nieuleczalnie chorych czy opóźnione w rozwoju dzieci. Nie mówi się jednak o tym, że na oddziałach psychiatrycznych znaleźli się również całkiem zdrowi psychicznie i sprawni intelektualnie przeciwnicy polityczni partii nazistowskiej, w szczególności komuniści z partii KPD i socjaliści z SPD. Partia nazistowska i partia komunistyczna rywalizowały ze sobą zaciekle o ten sam elektorat podczas wyborów do parlamentu w latach 20. i 30. Bojówki komunistyczne i narodowosocjalistyczne toczyły regularne krwawe bijatyki na ulicach większych niemieckich miast. Po objęciu przez Hitlera urzędu kanclerza w 1933 roku, partia komunistyczna KPD została zdelegalizowana, a działacze lewicowi stali się zaszczutą i tropioną zwierzyną. Wielu komunistów i socjalistów represjonowanych przez władze, udało się na emigrację do Francji. Polityków o lewicowych poglądach aresztowano pod zarzutem zdrady państwa i kierowano często do obozów koncentracyjnych w Dachau lub Emsland. Bywało jednak i tak, że lewicowcy po aresztowaniu odsiadywali kilkuletni wyrok w więzieniu, a następnie po jego odbyciu trafiali wprost na oddział psychiatryczny. Taki los spotkał komunistę ze Szlezwika -Holsztyna- Waltera Lunda. Był on członkiem KPD i należał do organizacji „Nordmark” w Kilonii, gdzie przed 1933 rokiem kierował szkołą polityczną. Za przynależność do partii komunistycznej został skazany na 2 lata więzienia. Po odbyciu kary umieszczono go w zakładzie psychiatrycznym w Neustadt i stąd w 1942 roku przeniesiono do Szpitala Psychiatrycznego w Obrzycach. Tu przetrzymywano go na oddziale dla pacjentów podsądnych (prawdopodobnie Oddział XX). Lund wraz z innymi skazanymi pracował w polu, pilnowany przez uzbrojoną straż. Według relacji świadka Mieczysława Darmosza w Obrzycach istniała grupa pacjentów politycznych, odizolowana od pozostałych, która udawała się do pracy pod eskortą uzbrojonych strażników. W 1944 roku pielęgniarze przyłapali Lunda w momencie, gdy sporządzał notatki o zbrodniczym procederze mordowania pacjentów, który się odbywał w zakładzie. Miał zamiar wysłać te notatki do władz i powiadomić je o stosowaniu eutanazji w Obrzycach. Za karę zamknięto go w izolatce. Kiedy działacz polityczny zorientował się, że personel chce go otruć lekami rozpuszczonymi w jedzeniu lub piciu, nie chciał przyjmować żadnych pokarmów. Kiedy sposób z lekami ukrytymi w jedzeniu nie zadziałał, po upływie 3 dni do celi wpadła grupa pielęgniarzy: Guhlke, Rogat, Weidemann z doktorem Mootzem na czele. Rzucili się na Lunda, powalili go we czterech, przygnietli i Weidemann zrobił mu śmiertelny zastrzyk.

W Szpitalu Psychiatrycznym w Obrzycach został zamordowany również inny komunista, którego danych personalnych nie udało się ustalić. Według relacji Mieczysława Darmosza, był on człowiekiem wykształconym, który prowadził trupę teatralną i organizował przedstawienia teatralne. Pewnego razu wystawiono w sali reprezentacyjnej budynku administracji sztukę, która nie spodobała się dyrektorowi szpitala, Walterowi Grabowskiemu. Komunista-reżyser został wezwany do gabinetu dyrektora i tu pielęgniarze rzucili go na ziemię i zamordowali zastrzykiem. 

Równie tragiczny los spotkał komunistkę Lottę Soost. Należała ona do KPD i była aktywna politycznie w Berlinie. Prawdopodobnie została za swoją działalność aresztowana przez nazistów i odbywała w więzieniu kilkuletni wyrok. O jej „smutnym losie” pisała w pamiętnikach znana niemiecka malarka Käthe Kollwitz, sympatyzująca z partią komunistyczną. Po odbyciu kary więzienia Lotta Soost została przeniesiona do Zakładu Psychiatrycznego w Wittenau pod Berlinem i z transportem chorych trafiła do Szpitala Psychiatrycznego w Obrzycach. Tu dr Hilde Wernicke, oceniając, że jest zdrowa i silna, zakwalifikowała ją jako zdolną do pracy. Lotta trafiła na Oddział 10, gdzie niepodzielnie jako siostra oddziałowa władała przyjaciółka i ulubienica dr Wernicke- Helene Wieczorek. Komunistka codziennie ciężko pracowała w warsztacie szpitalnym pod nadzorem strażników. Pacjentka Elfriede Ritter, również komunistka, zeznała w 1946 roku, że pacjentki polityczne były przetrzymywane w szczególnie trudnych warunkach. 

Od końca 1944 roku do Obrzyc dochodzą niepokojące wieści z frontu wschodniego, potajemnie szeptane na oddziałach. Mimo oficjalnej propagandy, która głosiła niezwyciężoność Wehrmachtu, wśród personelu pojawiły się pogłoski, że do Międzyrzecza zbliża się Armia Czerwona. Te posępne wieści słyszała z pewnością również Helene Wieczorek. W styczniu 1945 roku, będąc na dyżurze, pielęgniarka zagadnęła Lottę Soost kpiąco, czy będzie powiewać czerwoną flagą kiedy do Obrzyc wkroczą Rosjanie. Wieczorek zrobiła tu aluzję do popularnej pieśni komunistów niemieckich "Rote Fahne", czyli "Czerwony Sztandar". Lotta podniosła dumnie głowę i będąc wierna swoim lewicowym poglądom, powiedziała, że owszem tak. Tą szczerą odpowiedzią pacjentka podpisała na siebie wyrok śmierci. Około godziny 14.00 dnia następnego wezwano ją telefonicznie z warsztatu, w którym pracowała, na Oddział X. Tu czekały już na nią pielęgniarki Jacob i Wieczorek, przygotowane do "postępowania eliminacyjnego". Przemocą zmusiły pacjentkę do wypicia roztworu luminalu, a następnie zamordowały ją zastrzykiem ze skopolaminy. Nazajutrz ciało Lotty Soost zobaczyła w kostnicy pacjentka Käthe Horst, której zeznania znalazły się w aktach procesu dr Wernicke i Heleny Wieczorek. Personel usiłował wmówić pacjentom, że Lotta Soost usiłowała zbiec ze szpitala i została zabita podczas ucieczki. Pacjenci jednak potajemnie przekazywali sobie wieści i dobrze wiedzieli, że komunistka została zamordowana za swoje poglądy.

Czy można było zamordować bezkarnie opozycjonistę, nie licząc się zupełnie z prawem i opinią publiczną? Niestety - Gestapo pod koniec wojny zyskało takie pełnomocnictwo. W ostatnich miesiącach 1944 roku, kiedy było wiadomo, że Wehrmacht przegrywa z Armią Czerwoną, wydano rozkaz likwidowania przetrzymywanych komunistów, aby nie przyłączyli się oni do wkraczającej Armii Czerwonej i nie działali na szkodę kraju. Można było mordować członków KPD bez wyroku, z czego skwapliwie korzystano. Zginęło wtedy kilkadziesiąt tysięcy komunistów.

Czy Lotta Soost mogła skłamać? Czy dla ocalenia życia nie powinna się wyprzeć swoich przekonań? Dzisiaj nie wyobrażamy sobie śmierci w obronie poglądów politycznych. Jednak ludzie z czasów dwudziestolecia międzywojennego i drugiej wojny światowej byli wychowywani w poszanowaniu wartości i wierności wyznawanym ideom. Dla wielu z nich wypieranie  się ideologii w obliczu śmierci było godnym pogardy tchórzostwem. Lotta Soost i Walter Lund zapłacili życiem za swoją odwagę i bezkompromisowość.

 

Katarzyna Sztuba - Frąckowiak

 

 

 

 

 

 

 

Rozmowa z Edwardem Sierżantem 

Cieszę się, że zgodził się pan ze mną porozmawiać. Od wielu lat nurtuje mnie kilka tematów i szukam na nie odpowiedzi.

- Jest pan bratem Jadzi Gaździckiej, wywodzi się pan z Brójec. Od 49 lat mieszka pan we Wrocławiu i odwiedza Brójce kilka razy w roku. Wszyscy mieszkańcy Brójec wiedzą, że „nasza pielęgniarka” żyje dzięki bratu. Kiedy dowiedzieliśmy się, że Jadzia ma białaczkę, byliśmy w szoku. Wiem, że to trudny temat, ale proszę powiedzieć, czy przeczuwał pan na etapie kwalifikacji wstępnej, przeprowadzanej w ośrodku transplantacyjnym, że będzie zgodność komórek macierzystych. To było 19 lat temu, ale na pewno wszystko zostało w pamięci.

- Temat przeszczepu, mimo że tak odległy, zawsze powraca. Rodzice nie mogli być dawcami ze względu na wiek. Zostałem tylko ja. Przed wstępnymi badaniami nie wiedzieliśmy, czy będzie zgodność. Jak się okazało, że jest całkowita zgodność, serca biły nam jak oszalałe. Radość była ogromna. Szpik miałem pobierany dwa razy. Udało się i to najważniejsze, Jestem szczęśliwy, że mogłem najdroższej mi osobie podarować drugie życie po przeszczepie.

 

- Dla mieszkańców Brójec to była wielka radość, że Jadzia po długiej nieobecności wróciła do nas i służy mieszkańcom wsi. Jak trzeba zrobić zastrzyk, to wszyscy wiedzą, gdzie się udać. Wiem, że całe dzieciństwo i lata młodości spędziliście razem, pomagaliście w gospodarstwie…

- Rodzice mieli gospodarstwo i z niego się utrzymywaliśmy, tak jak większość rodzin na wsi do roku 1980. Po szkole podstawowej poszedłem do Technikum Włókienniczego w Żaganiu, mieszkałem w internacie. Do domu przyjeżdżałem tylko na wakacje i święta. Całe wakacje pomagaliśmy rodzicom w gospodarstwie, nie było mowy o wyjeździe na obóz czy kolonie. Po technikum zostałem wcielony do wojska we Wrocławiu, gdzie służyłem i zostałem na stałe, do chwili odejścia na emeryturę, do lipca 1996 r. Nadal mieszkam we Wrocławiu. Mam żonę i dwie córki. Jestem aktywny, lubię spacery, wypady na ryby. Uprawiam działkę i pomagam córce i zięciowi w prowadzeniu klubu Fitness z siłownią. Cieszę się wnukami.

 

- Wyjechał pan z Brójec, jak wielu młodych zdolnych uczniów, zaraz po szkole do dużego miasta. Czy nigdy nie myślał pan o powrocie, nie tęsknił za kolegami. Jak wspomina pan brójecką szkołę, nauczycieli, kolegów, koleżanki. Ubolewamy, że również w dzisiejszych czasach wielu zdolnych ludzi opuszcza wieś i szuka swojego miejsca poza rodzinną miejscowością. Obecnie, częściej za granicą. Wieś się starzeje. Liczba mieszkańców Brójec drastycznie maleje.

- Często wspominam szkołę podstawową i nauczycieli, szczególnie kiedy jestem w Brójcach. Razem z siostrą oglądamy zdjęcia i sami się dziwimy, że jeszcze pamiętamy wiele nazwisk. Do II klasy w 1959 roku chodzili ze mną: Stanisław Pokutycki, Jan Krupnicki, Albin Krzeszczak, Stanisław Turecki, Henryk Waloszek, Grzegorz Łodyga, Edward Gaździcki, Leokadia Jóźwin, Janina Jóźwin, Barbara Napierała, Elżbieta Wawrzyniak, Zofia Marciniak, Bożena Strzępek, Helena Kłos, Teresa Grabas, Zygmunt Kozłowski, Grażyna Fusińska, Teresa Stelmaczonek, Henryka Gryla, Eugeniusz Krupa, Polikarp Jurczyszak, Jerzy Gajewski, Emilia Torcz, Władysława Jeziorska, Zygmunt Markwitz, Feliks Wrochna, Wiktor Wrochna, Michał Pecuch, Michał Stafiniak, Bobryk, Wróblewska ( imion już nie pamiętam). Tylko sześć osób z tej grupy pozostało w Brójcach. Reszta wybrała miasto. Czy myślałem o powrocie do Brójec? Powiem szczerze, że nie. To były inne czasy, okres powojenny. Żyło się inaczej niż teraz, ale każdy marzył o lepszej przyszłości. Miasto przyciągało młodych, było więcej ofert pracy. Jeżeli chodzi o grono pedagogiczne, to wspominam bardzo mile, chociaż nauczyciele byli bardzo surowi i wymagający. Dużo lekcji mieliśmy z panią Anną Grabas. Głęboko w pamięci utkwiły mi akademie, które odbywały się z różnych okazji, na których w pięknych strojach tańczyliśmy krakowiaka. Życie toczy się bardzo szybko. Jak córki były małe,  przyjeżdżaliśmy zawsze do dziadków na święta Bożego Narodzenia. Kilka lat temu rodzice odeszli i teraz częściej odwiedzam Brójce przed 1 listopada. Zawsze kiedy tu jestem, wracają miłe wspomnienia, które pozostaną ze mną na zawsze i nikt mi ich nie odbierze.

 

 Dziękuję za rozmowę, a szczególnie za zdjęcia i informacje dotyczące naszych mieszkańców z lat powojennych. Tych nazwisk brakuje w kronikach Brójec, które cały czas prowadzimy i uzupełniamy.

                                                                                              Halina Pilipczuk

 

 

Poetycka pasja Haliny Relich

 

HALINA RELICH z d. Rynkiewicz – poetka. Działaczka społeczna. Animatorka kultury - organizatorka słynnych wieczorów poetycko-muzycznych w Skwierzynie. Miłośniczka literatury, poezji, muzyki. Emerytowana terapeutka i pracownica miejscowego Ośrodka Pomocy Społecznej. Wydawca  tomiku  poezji „W niepewności pewność” ( 2011). Laureatka konkursów poetyckich.

            Tak przedstawiła skwierzyńską poetkę,( która już na stałe gości na naszych łamach) Ewa Zdrowowicz - Kulik (Powiatowa, styczeń 2020, s.8 i 9). Ponieważ nasza Ewa jest nadal na zwolnieniu lekarskim i wszyscy życzymy jej zdrowia, to w imieniu redakcji informuję, że

            21 listopada w Skwierzyńskim Ośrodku Kultury odbył się IX już wieczór poetycko - muzyczny przygotowany przez Halinę Relich i Małgorzatę Kubiec  -,,Listy na wyczerpanym papierze ... i nie tylko. Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora”.

Bawili publiczność:  Henryk Bogucki, Andrzej Dawidowicz, Ksenia Kireńko, Stanisław Kireńko,

Małgorzata Kubiec, Wojciech Kudliński, Sebastian Popiel, Zuzanna Piwko, Halina Relich, Monika Śniowska, Maciej Zawidzki, Klub Sportowy Fantazja.

 Pandemia nie pozwoliła mi uczestniczyć w tym kulturalnym wydarzeniu, ale mam nadzieję, że koncert odbędzie się jeszcze raz i na pewno się spotkamy.

 

Autorki i aktorzy wieczoru poetycko - muzycznego podkreślają zgodnie, że mogą realizować swoje pasje dzięki życzliwemu wsparciu i pomocy pracowników Skwierzyńskiego Ośrodka Kultury, za co bardzo serdecznie dziękują.

 

W holu Miejskiej Biblioteki Publicznej jest wystawa prac fotograficznych Daniela Andalukiewicza, którą warto obejrzeć.

 

Izabela Stopyra

           

 

 

 Święto Niepodległości w Trzcielu

Kiedyś Stefan Żeromski napisał – „Ojczyzna to samo życie. Jak krew bije w tętnach, jak serce w piersiach uderza, jak myśl w mózgu przepływa, tak w nas żyje Ojczyzna”. Święto Niepodległości to pamięć o Ojczyźnie, o jej dziejach i  współczesności. Różnie to święto obchodzimy, ale to już jest inny problem. W Trzcielu 11listopada powiewały biało – czerwone flagi, kolorowy symbol Polski. Mogłoby być ich nieco więcej, intensywniej podkreślałyby wyjątkowość i świąteczny charakter dnia. Tradycyjnie już tego dnia odbyła się w miejscowym kościele msza za Ojczyznę, a po mszy obejrzeliśmy program artystyczno – patriotyczny, który przygotowała Anna Spyrka. O godzinie 12.00 w południe na Facebooku trzcielskiego Centrum Kultury usłyszeliśmy  patriotyczną pieśń pt. „Ułani, ułani” wykonaną przez wokalistów studia piosenki. Był to teledysk niepodległościowy w barwach flagi narodowej. Autorem teledysku jest muzyk z Gorzowa – Daniel Okupski. Natomiast w późnych godzinach popołudniowych w Centrum Kultury w Trzcielu odbył się koncert niepodległościowy pt. „Kochamy polskie piosenki”. Widzów było dużo, a dekoracje i znane piosenki stworzyły wyjątkowy, świąteczny nastrój. Wokalistki ze studia piosenki działającego w CK śpiewały przeboje Danuty Rinn, Czesława Niemena, Anny German, Wojciecha Młynarskiego, Andrzeja Zauchy, Krzysztofa Krawczyka, Kory, Zbigniewa Wodeckiego, Anny Jantar, Violetty Villas. Były to piosenki artystów, którzy już nie żyją, ale w ich piosenkach „żyje ojczyzna” i jest w nich „samo życie”. Na świątecznej scenie wystąpiły – Alicja Danielak, Zuzanna Mazurkiewicz, Julia Mazurkiewicz, Weronika Kodrycka, Agata Śpiewak, Marta Jachiwtz i Paulina Filosek. Ich instruktorką jest Anna Spyrka. Konferansjerem podczas koncertu był Daniel Okupski, który również obsługiwał niepodległościową imprezę pod względem techniczno – oświetleniowym. Dodatkowo Daniel Okupski wystąpił na scenie jako gość muzyczny prezentując największe hity Zbigniewa Wodeckiego, Krzysztofa Krawczyka, Andrzeja Zauchy i Wojciecha Młynarskiego. Dostosował więc swój repertuar do tematyki całego koncertu. Było zatem ciekawie, przyjemnie i wspomnieniowo.

 Następne wydarzenie artystyczne w trzcielskim Centrum Kultury odbędzie się 05 grudnia, ale będzie miało ono inny charakter.

  Jadwiga Szylar



 

Święto Niepodległości w Bledzewie

 

11 listopada z okazji 103. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości wójt Gminy Bledzew Małgorzata Musiałowska wraz z delegacjami samorządu, straży pożarnej, parafii bledzewskiej oraz mieszkańców złożyła wiązanki kwiatów pod Pomnikiem Niepodległości.

 

Andrzej Chmielewski

Foto: Biblioteka Publiczna w Bledzewie

 

 

 

 ZMIENIAJMY NASZE MIASTO

 

            W październikowym wydaniu Powiatowej w artykule „Zostawcie samochody w domu”  opisałem trzy drobne bolączki, które trapią przeciętnego mieszkańca, tj. parkowanie samochodów wokół ratusza i okolicznych uliczek, postoje samochodów przy sądzie i Biedronce na ul. Wojska Polskiego oraz parkowanie samochodów osobowych na miejscu postoju dla autobusów  na parkingu przy areszcie. Ze strony władz miasta raczej się nie spodziewałem żadnych kroków w tak krótkim czasie, chyba że nikt z decydentów nie czyta naszego miesięcznika. Jestem zaskoczony postawą moich znajomych, którzy z jednej strony śmiali się, że takimi pierdołami się zajmuję, a po drugie mówią, że z władzą nikt nie wygrał.  Twierdziłem, że to nie są polityczne sprawy, ale nasze zwykłe przyziemne problemy, które mają nam ułatwić codzienne życie. Wiadomo że w pojedynkę się nic nie ugra, ale w grupie na pewno jest inny  oddźwięk i z tego powodu apeluję do wszystkich o nagłaśnianie tych spraw. Mimo tego  postaram się te tematy oficjalnie skierować do właściwych organów naszej gminy.

            Często przeglądam strony internetowe o tematyce naszego miasta. Od razu zaznaczam, że nie ma mnie w żadnym medium społecznościowym,  ponieważ nie mam czasu na zajmowanie się plotkami. Zaciekawił mnie jeden z portali, który szczegółowo  omawia problemy naszego miasta. Stwierdzam, że wszystkie poruszone w tym portalu tematy są ważne i powinny być odpowiednio rozwiązane, obojętnie jaki by był finał. Co do formy, stwierdzeń i użytego języka w wielu przypadkach się nie zgadzam. Krótko omówię trzy tematy, które wg mnie mają spojrzenie z innej perspektywy niż autor tych artykułów.

            We wrześniu 2021r każdy z mieszkańców  gminy otrzymał broszurę, gdzie na pięknym kredowym papierze, a nie na papierze gazetowym,  zostały opisane i udokumentowane zdjęciami osiągnięcia gminy z ostatnich kilku lat. Przeczytałem i obejrzałem tę broszurę kilka razy, bo z  takiego wydania jestem bardzo zadowolony. Zajmuje ona poczesne miejsce na mojej półce. Czasami gdy przyjdą znajomi i akurat mamy tematy miasta to posiłkuję się tą broszurą. Wśród moich znajomych nie było  słów krytycznych,  jakie zostały przedstawione w artykule. Jeżeli chodzi o koszty, to sam nie wiem, ale  stwierdzam, że na promocję grosza nie trzeba żałować. Zarzucono, że nie przedstawiono spraw planowanych a niewykonanych lub skreślonych z ówczesnych planów. Niestety, taka jest rzeczywistość, że nie wszystko co się planuje, lub coś się chce wykonać wychodzi w terminie. Wiadomo, że by się chciało więcej, ale to co już jest dobrego widać gołym okiem, Po prostu Międzyrzecz nam pięknieje. Tutaj chciałbym przytoczyć dwie sprawy, które przez dziesięciolecia za poprzednich burmistrzów były nie do załatwienia. Pierwsza rzecz to usunięcie rumowiska i obskurnego płotu na placu przed ratuszem oraz  rozpoczęcie w niedługim czasie wschodniej obwodnicy miasta z mostem na Obrze.

            Sprawa pawilonu handlowego przy ul. Piastowskiej była wałkowana wiele lat. Na pewno władzom ten temat, który w końcu dobrze się zakończył, nie przynosi chwały. Chciałbym się cofnąć o wiele lat, a o ile to nie jestem w stanie stwierdzić, ale na pewno nie za czasów obecnego burmistrza. Moje podstawowe pytanie brzmi następująco:  dlaczego ówcześni decydenci część majątku gminnego (czyli omawianego pawilonu)  sprzedali prywatnej osobie. Jaki miała interes w tym gmina. Co to była za firma lub osoba, czy miała układ z ówczesną władzą, jaką treść miała  tamta umowa i dlaczego obecni prawnicy gminni nie chcą tego upublicznić. To co się działo po opuszczeniu pawilonu przez ostatniego najemcę było następstwem grzechu pierworodnego sprzedaży części pawilonu w prywatne ręce. Jeżeli nie cofniemy się do początku to nie zrozumiemy dlaczego ten pawilon stał tak długo pusty. Jako ripostę zadam pytanie: dlaczego gmina nie jest współwłaścicielem budynku dworca kolejowego, a podróżni czekają w deszczu na pociąg? Ale to jest temat na osobny artykuł.

            Trzecim tematem jest problem  zalewania dróg między garażami za pawilonem LIDL po dużych opadach deszczu. Temat jest poważny i na pewno należy coś z tym zrobić. Co roku  w planach finansowych gminy jest tzw. „budżet obywatelski”.   Pytam się właścicieli garaży czy się wszyscy zebrali, wybrali swoich przedstawicieli i złożyli wniosek w tej sprawie do Urzędu Gminy. Bez nadania oficjalnego biegu sprawie na pewno nic się nie ruszy. Proszę właścicieli garaży  aby  wzięli  sprawy w swoje ręce, a nie czekali i biadolili.

            Dodam jeszcze jeden temat z tego portalu, a dotyczy on sprzedaży ziemi właścicieli domków nad jeziorem Głębokie. Opisywałem ten temat we wcześniejszym artykule i całkowicie popieram Pana Burmistrza aby pod żadnym pozorem  nie sprzedawać tej ziemi.  Dopiero potem prywatni właściciele zażądaliby, żeby   oddać im we władanie cały ośrodek z ich regulaminem.  To ONI doprowadzili do tego, że w trakcie sezonu po godz. 19,00 nic się nie dzieje, bo prywatni właściciele urządzili sobie na ośrodku sypialnię i chcą mieć wieczorem i w nocy spokój. Taki ośrodek powinien tętnić życiem przynajmniej do północy, jak to jest w innych ośrodkach nad jeziorami w naszym województwie, gdzie wieczorową porą są urządzane różne imprezy, a nad Głębokim jest skansen ciszy, bo właściciel domku musi rano wstać do pracy.

 

Z tego miejsca chciałbym złożyć serdeczne życzenia z okazji  Świąt Bożego Narodzenia i

Szczęśliwego Nowego Roku  Czytelnikom i Redakcji Powiatowej, Włodarzom miasta oraz wszystkim mieszkańcom Międzyrzecza.

                                                                      

Krzysztof Malicki 

 

Waleria Misiewicz – patriotka spod znaku Rodła

 

Patriotyczna działalność Walerii Misiewicz była tematem prelekcji, którą wygłosiła 29 października regionalistka i historyczka Katarzyna Sztuba -Frąckowiak.

Po I wojnie światowej i Traktacie Wersalskim Pszczew przyłączono do Republiki Weimarskiej, która w 1933 r. została przekształcona w Trzecią Rzeszę. Wielu mieszkańców z dumą podkreślało jednak swoje polskie pochodzenie i mimo nasilających się represji ze strony Niemców, nie chciało poddać się germanizacji. Niektórzy z nich działali w utworzonym w 1922 r. Związku Polaków w Niemczech, którego symbolem było rodło. Nie tylko pielęgnowali ojczysty język i wiarę przodków, ale prowadzili działalność kulturalną, a nawet polityczną zasiadając w lokalnych radach i sejmikach, gdzie bronili interesów swoich rodaków. Większość z nich zapłaciła za to życiem podczas II wojny światowej.

Jedną z działaczek Związku Polaków w Niemczech była Waleria Misiewicz (1901-1987) z Szarcza pod Pszczewem. Uczestniczyła w zjazdach Związku Polaków w Niemczech, prowadziła szkolenia dla młodzieży, kolportowała prasę, prowadziła bibliotekę w domu parafialnym w Pszczewie i – niestety bezskutecznie - zabiegała o utworzenie polskiej szkoły. W czasie II wojny światowej kolportowała wśród Polaków książki, za co groził jej obóz koncentracyjny i śmierć.

Działalność W. Misiewicz była tematem wykładu, wygłoszonego w piątkowe popołudnie w sali przy ul. Zamkowej przez nauczycielkę historii i regionalistkę Katarzynę Sztubę-Frąckowiak z Pszczewa. Prelekcji wysłuchało kilkadziesiąt osób, przedstawiciele miejscowych władz, na czele z wójtem Józefem Piotrowskim. Gości przywitała organizatorka Ewa Walkowska. Podkreślała, że bohaterka prelekcji jest patronką pszczewskiej biblioteki, a opracowanie jej życiorysu było jednym z licznych projektów realizowanych przez Gminny Ośrodek Kultury. Jego ukoronowaniem będzie napisana przez K. Sztubę-Frąckowiak książka o Walerii Misiewicz, która zostanie wydana już za kilka tygodni. Podziękowała przy tym obecnemu na sali prof. Marcelemu Tureczkowi, który napisał słowo wstępne do książki o pszczewskiej patriotce.

W czasie swojego wykładu K. Sztuba -Frąckowiak podziękowała mieszkańcom za pomoc w zbieraniu materiałów. Podkreślała, że Waleria Misiewicz działała społecznie także po zakończeniu drugiej wojny, a jej działalność jako pierwszy opisał w wydanej 15 lat temu książce „Pszczewianie spod znaku Rodła” miejscowy regionalista Franciszek Leśny, autor licznych publikacji o historii Pszczewa i okolic.

Uczestnicy nagrodzili autorkę prelekcji burzliwymi oklaskami. Dyrektor MOK wręczyła bukiet krwistoczerwonych róż, gratulacje złożyło jej także wiele innych osób. Za trud włożony w zebranie i opracowanie materiałów o pszczewskiej patriotce podziękowała jej Helena Wittchen,  synowa Marianny Wittchen, której mąż Ludwig był jednym z działaczy Związku Polaków w Niemczech i został zamordowany przez Niemców w 1940 r. w obozie w Oranienburgu.

Artystycznym akordem spotkania były występy miejscowych śpiewaków z GOK oraz zespołu folklorystycznego Jarzębina ze Skwierzyny. Kulinarną niespodzianką był natomiast pyszny tort, udekorowany zdjęciem bohaterki prelekcji.

 

Na zdjęciu:

Organizatorka imprezy Ewa Walkowska (z lewej) i autorka książki o Walerii Misiewicz Katarzyna Sztuba-Frąckowiak

 

Dariusz Brożek

 

 

 

CHRZEST MORSKI

 

            Jestem absolwentem międzyrzeckiego ogólniaka. Po studiach w Państwowej Szkole Morskiej mieszkam na wybrzeżu i rzadko bywam w rodzinnych Obrzycach. W czasie pracy zawodowej na statkach miałem okazję uczestniczyć i organizować tradycyjne morskie ceremonie.

 Jednym z obrzędów morskich jest Chrzest Morski Równikowy, któremu poddawany jest marynarz pierwszy raz przekraczający równik. Każdy „neofita” musi  pokłonić się Neptunowi. Tradycja chrztu równikowego, bardziej uroczystego i kolorowego trwa już od XVI wieku. Ceremonia zaczyna się od zgody kapitana statku oraz zaangażowania załogi. Scenariusze są różne, w zależności od pomysłu osób przygotowujących chrzest.

Przedstawię mój scenariusz

Najpierw rozmowa z kapitanem statku. Po uzyskaniu zgody opracowuję scenariusz i podział ról postaci z orszaku Neptuna,  miejsce, rekwizyty i gabinety, fryzjera, łaźnię, stół kulinarny oraz wykaz neofitów, którzy zostaną poddani chrztowi.

Wykaz osób: Tryton, główny prowadzący, wysłannik Neptuna, Neptun i jego żona Prozerpina, Astrolog, Lekarz, Fryzjer, Pirat, Nimfy, Lucyfer, kilku diabełków (służba porządkowa) oraz pomocnicy medyka, fryzjera, kąpielowy i inni. Rekwizyty najczęściej już są na statku, ale trzeba je odmalować, musi być piękny tron dla Neptuna i jego żony oraz kapitana, każdy aktor przygotowuje dla siebie strój, gabinety będą zaopatrzone w najnowsze instrumenty medyczne i chirurgiczne, u fryzjera  też wszystkie nowości. Pirat przygotuje świetne kanapki z mazidłami, np. dżem ze śledziem, pasztet z rybich ości oraz napitki - wino z wody morskiej dodatkowo osolonej i sok ziemniaczany, parówki z suszonych glonów, pozostałości po wyczyszczeniu filtrów wody morskiej. Zespół diabelski pod wodzą Lucyfera przygotuje narzędzia tortur - wyciąg do górskiej inhalacji, gabinet kąpieli morskiej i dużo innych w/g ich pomysłu. Gdy wszystko jest już gotowe, można przystąpić do uroczystej ceremonii. Dwa dni przed przekroczeniem linii równika wysyłany jest telex / obecnie E-MAIL do królestwa Boga Mórz i Oceanów NEPTUNA z informacją, że na statku xxx została przygotowana uroczystość Chrztu Równikowego i kapitan wraz z załogą zapraszają Króla Mórz i Oceanów Jego Eminencję Neptuna wraz z Żoną Prozerpiną oraz cały orszak królewski. Dzień przed ceremonią krótko przed zachodem słońca na statek przybywa delegacja z dworu królewskiego pod wodzą Trytona w stroju żołnierza rzymskiego oraz Pirat i Lucyfer ze swoją obstawą diabełków. Delegacja przybywa szalupą, oficer służbowy daje sygnał syreną okrętową, goście wysiadają z łodzi. Oficer służbowy wita Trytona, prowadzi go na mostek i przedstawia kapitanowi. Tryton składa raport kapitanowi i wręcza list od Neptuna. Kapitan wydaje zgodę na przekazanie listy nazwisk neofitów, aby diabełki mogły ostemplować ich czoła pieczęcią „Neptun Rex”. Diabełki zbierają od nich datki, które mają obniżyć tortury, a które mogą się przydarzyć. Oczywiście wszystko odbywa się na wesoło.

Dzień chrztu:

Najczęściej z pomieszczeń na dziobie statku wyłania się cała świta Neptuna. Diabełki robią rwetes bijąc bardzo głośno w blaszane pudełka. Oficer wachtowy włącza sygnał syreną okrętową, a neofici chowają się w zacisznych miejscach. Na spotkanie orszaku wychodzi kapitan w pełnej gali mundurowej i po powitaniu zaprasza Neptuna i Świtę do salonu, gdzie odbędzie się ceremonia. Kapitan i Neptun z Prozerpiną zasiadają na tronie. Lucyfer z diabełkami spędzają neofitów do KLATKI i po sprawdzeniu obecności zgłaszają Neptunowi gotowość do chrztu. Astrolog robi pomiary, szuka dokładnej pozycji na mapie i przy właściwej pozycji ogłasza, że właśnie statek przekracza RÓWNIK i można rozpocząć obrzęd chrztu. Neofitów oblewa się wodą morską. Jeżeli do chrztu przystępują panie pasażerki, to one również są polewane wodą morską z węży pożarowych jedynie o mniejszym ciśnieniu. Neofici muszą się uśmiechać, bo smutna mina wskazuje, że z delikwentem jest coś niedobrego i lekarz będzie musiał ustalić przyczynę. Jeśli na statku znajdzie się muzykant, to są również wesołe przyśpiewki. Każdy skecz wykonany przez neofitów jest dodatkowo punktowany i tortury będą lżejsze. Na polecenie Neptuna diabły prowadzą  neofitów z klatki do poradni medycznej, gdzie zostaną dokładnie zbadani. Zabiegi u lekarza są różne, np.: badanie niestrawności, wrażliwość wątroby, kamieni nerkowych, prostowanie żeber czy kręgosłupa. Jeżeli któryś z chrzczonych w przeszłości uchodził za tzw. „gumowe ucho”,  to będzie miał wymienione uszy na nowe. A kto ma zakłócenia w oddychaniu, to zostanie skierowany na inhalacje górskiego powietrza – czyli na wysięgnik i zostanie podniesiony około 2 metry i tam zaczerpnie świeżego powietrza. Po badaniach przez specjalistów medycznych delikwent jest doprowadzany do gabinetu fryzjerskiego, gdzie jego uroda będzie upiększona, poprawi się fryzurę doklejając trochę nowych włosów, zostanie tez wykonany makijaż i malowanie paznokci lakierami hybrydowymi. Ich trwałość to minimum 6 miesięcy, chyba że delikwent wręczy dodatkową łapówkę, to będzie miał zniżkę. Po tych zabiegach jest próba wody i obmycia. Neofita musi przeczołgać się w tunelu o średnicy około 50 cm i długości 5- 8 metrów, gdzie z dwóch stron jest pompowana woda z węży pożarowych. Tak obmyty może udać się przed tron Neptuna, gdzie Neptun Rex pobłogosławi go i nada nowe morskie imię. Ale to też nie jest za darmo, bo może otrzymać polecenie złożenia gorącego pocałunku na łonie lub kolanie Prozerpiny. Może być też polecenie spędzenia kilku chwil na osobności z piękną Rusałką. Końcowym aktem jest poczęstunek Pirata lampką szampana z wody morskiej i soku z przegniłych ziemniaków (pycha) oraz zakąska - bułeczka z obkładem musztardowo- dżemowym z towotu i innych mazi. Jeśli to nie smakuje, to ponownie zostanie skierowany do lekarza na kolejne badania niestrawności. Po tych wszystkich poczęstunkach Neptun Rex uderza trójzębem neofitę, wygłasza krótkie przemówienie i nadaje imię oraz oświadcza kapitanowi, że ma w swojej załodze dobrego marynarza. Neptun wręcza każdemu piękny Dyplom Morski. Po zakończeni chrztu na pokładzie zbiera się załoga, wystawione są wszystkie datki  (najczęściej piwo) lub słodycze. Jeśli jest zespół muzyczny lub radiola, to przy muzyce można już powspominać o imprezie. Kapitan dziękuje Neptunowi i całemu orszakowi za gościnę i polewa prawdziwego szampana. Jak w każdej imprezie, należy zachować umiar i bezpieczeństwo.

            Był dzień relaksu, a jutro już normalny dzień pracy. Ktoś musi posprzątać.

Opracował Bronisław Narożny

 

 

  

ZENON KRUKOWSKI – Zaczęło się w Alicante…

 

Rozmawiam z Zenonem Krukowskim - lekarzem, sportowcem i serdecznym znajomym o medalach, treningach i ciekawych lekturach.

 

            - Zenek, twoja przygoda ze sportem trwa już wiele lat.

            - Tak, zaczęła się już w liceum. W latach szkolnych, a potem studenckich chętnie brałem udział w rywalizacji sportowej. Skończyłem Wojskową Akademię Medyczną w Łodzi, zostałem lekarzem. Jestem oficerem, zrobiłem specjalizację z ginekologii, a teraz na emeryturze dużo czytam i mam czas na treningi.

 

            - Ale wszystko zaczęło się w Alicante.

            - Alicante to moje pierwsze zmagania w masters. W 2008 roku przeczytałem w GAZECIE LEKARSKIEJ relację Krzysztofa Makucha o Światowych Igrzyskach Lekarzy i w 2009 roku wystartowałem w tym pięknym hiszpańskim mieście, gdzie zdobyłem dwa złote medale i jeden srebrny na XXX Mistrzostwach Świata Lekarzy. Ten udany start zachęcił mnie do dalszych treningów.

 

            - Zaczęło się w Hiszpanii, potem były stadiony w Europie i Polsce. Jak minął trudny 2021 rok?

            - Już rok poprzedni i obecny to zawsze wielka niewiadoma. Pandemia, zakazy i nakazy, sytuacja niepewnego jutra, pozbawienie możliwości rywalizacji międzynarodowej. Ale mimo wszystko sportowe życie toczyło się i odbywały się zawody.

- Startowałem 5 czerwca w Toruniu w 29 Mistrzostwach Polski Masters w Wielobojach Rzutowych i 5 Mistrzostwach Polski Lekarzy w Pięcioboju Rzutowym.

Ta konkurencja to 3 rzuty młotem, dyskiem, oszczepem, kulą i ciężarkiem. Najlepsze wyniki przelicza się na punkty, sumuje i otrzymuje się wynik pięcioboju. W grupie lekarzy osiągnąłem drugi wynik, srebrny medal i tytuł wicemistrza Polski.

25 – 27 czerwca – Olsztyn, 31. Mistrzostwa Polski Masters w LA, 10 Mistrzostwa Polski Lekarzy w LA, 4 Mistrzostwa Polski Dziennikarzy w LA.

W klasyfikacji lekarskiej open zdobyłem złoty medal w rzucie dyskiem, srebrny medal w rzucie młotem i dwa brązowe medale w rzucie oszczepem i kulą. Natomiast w grupie mastersów srebrne medale w rzucie oszczepem i młotem.

 

- Olsztyn dba o sport. Gdzie odbywały się dwudniowe mistrzostwa? 

- Ta najważniejsza w sezonie impreza LA zgromadziła 572 mastersów, w tym 144 kobiety w wieku od 35 do 85 lat. Baza noclegowa, gastronomiczna, zmagania sportowe i rekreacja zostały zorganizowane w kampusie Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Kortowie. Ośrodek Naukowo – Dydaktyczny (74 kierunki studiów), domy akademickie, stadion, hale sportowe, korty tenisowe, plaże nad Jeziorem Kortowskim z wypożyczalnią sprzętu wodnego – wszystko przeplecione i otoczone urokliwym parkiem. Eksperci twierdzą, że miasteczko akademickie w Kortowie to perła w koronie Olsztyna. Podzielam ich zdanie w całości.

Z tym cudownym miejscem kojarzą się moje młodzieńcze marzenia (w klasie maturalnej), ponieważ był tu jedyny w kraju Wydział Rybactwa, co mnie mocno frapowało. Ale po jakimś czasie mi to przeszło i wystartowałem na tygodniowe testy medyczno – sprawnościowe do Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej w Warszawie, później do Szkoły Lotniczej w Dęblinie. Wszystko zaliczyłem, zdałem i przyjęli mnie do Lotników. Moi rodzice okazali się zdecydowanie przeciwni – bo to niebezpieczne, że jestem młody i głupi, że co sobie myślę, że się zachowuję… Dałem sobie spokój z lataniem.

W Wojskowej Komendzie Rejonowej w Zamościu dowiedziałem się, że będzie druga tura egzaminów do Wojskowej Akademii Medycznej. Zgłosiłem akces i znowu pojechałem na tydzień, tym razem do Łodzi, egzaminować się i testować. Przyjęli mnie. Matka była zadowolona i spokojna o mnie, a ojciec cieszył się, że będę oficerem. Po sześciu latach skończyłem studia w WAM - zrealizowałem moje i rodziców oczekiwania.

 

- A co zostało z młodzieńczych marzeń?

- No cóż, spełniły się dopiero po 60-ciu latach, gdy poznałem Kortowo jako masters LA. Atmosfera, rywalizacja, wspaniałe towarzystwo, ale wspomnienia wróciły.

 

- Kolejne zawody odbyły się …

- 21 lipca w Toruniu 18 Mistrzostwa Polski Masters w Rzutach Nietypowych, na których zdobyłem dwa złote medale w speeroramie i rzucie granatem; srebrny medal w rzucie piłką Slingball i brązowy w rzucie młotem szkockim.

 

- To kolejnych 11 różnobarwnych krążków do pokaźnej kolekcji i jest czym się chwalić. Czy po 12 latach startów możesz wskazać najważniejszą dyscyplinę sportową?

- Moją podstawową dyscypliną jest rzut oszczepem, ale obecnie rzucam też dyskiem i młotem. Mierzenie centymetrów wyników jest zawsze pełne emocji.

 

- Zenek, masz już 157 medali! Wiem, że jest w sporcie medalistów wielu, ale ty jesteś nasz i bardzo długo na igrzyskach lekarskich startowałeś jako jedyny Lubuszanin. Niewiele się do dzisiaj zmieniło. Trenujesz samotnie i najczęściej można zobaczyć cię koło cmentarza wojennego.

- To dobre miejsce, nikomu nie przeszkadzam, rzucam, mierzę wynik, trenuję formę. Muszę dodać, że w tym roku dołączył zawodnik z Witnicy, więc było już dwóch Lubuszan na mistrzostwach. My przecieramy szlaki dla innych, bo sport to nie tylko rywalizacja, ale i ciekawe życie towarzyskie.

 

- Ja, sportowy laik, podziwiam cię za twoje zainteresowania literackie. Niewielu może pochwalić się znajomością wszystkich utworów Olgi Tokarczuk, w tym Ksiąg Jakubowych, do których robisz sobie specjalne ściągi. No i ten autorski rozrzut – Olga Tokarczuk, Mariusz Szczygieł i Dante Alighieri! Wielki szacun!

- Tokarczuk jest mi bliska, bo pisze o moich rodzinnych stronach, które zawsze mnie interesowały; Szczygieł pisze o sprawach, które się dzieją obok nas, a Dante przeraża wizją tego, co nas czeka. I to wszystko jest bardzo interesujące. Mam czas, więc czytam i znajduję przyjemność w dobrej lekturze.

 

Dziękuję. Ciągle mnie zadziwiasz. Na zakończenie przytoczę słowa prezydenta Olsztyna Piotra Grzymowicza: „Na uprawianie sportu nigdy nie jest za późno. Najlepiej rozumieją to ci, którzy od młodości uprawiali sport, gdyż współzawodnictwo i chęć przełamywania barier – także tych czysto ludzkich – są wpisane w charakter każdego zawodnika, niezależnie od jego wieku”.

 

Rozmawiała Izabela Stopyra

 

 

 

Benefis Tadeusza Michalika

To był październik. W pogodne piątkowe przedpołudnie w trzcielskiej Hali Sportowej im. Moniki Michalik wszystkie miejsca siedzące były zajęte. Stojących widzów także było sporo, bo w hali zebrała się niemal cała szkolna brać, przedszkolacy, nauczyciele, goście zaproszeni. Spotkanie miało wyjątkowy charakter, była to uroczystość zorganizowana dla uczczenia Tadeusza Michalika, medalisty z Tokio, absolwenta Szkoły Podstawowej im mjr. H. Dobrzańskiego. Benefis był świetną imprezą przygotowaną z pomysłem i z właściwym rozmachem. Przebiegał sprawnie, miał różnorodny, ciekawy program i sporo wzruszających elementów. A obecność gości zaproszonych podkreślała rangę uroczystości. Byli na niej: burmistrz Trzciela Jarosław Kaczmarek, przedstawicielka rodziców Agata Pisarek, radny powiatowy i trener trzcielskich „Orląt” Mieczysław Kuryś, Honorowy Absolwent Szkoły Podstawowej w Trzcielu Łukasz Merda. Oczywiście był również dyrektor Zespołu Edukacyjnego w Trzcielu, gospodarz imprezy - Dariusz Orzeszko. Nie mogło także zabraknąć patronki hali, znakomitej zapaśniczki, medalistki olimpijskiej z Rio, siostry Tadeusza – Moniki Michalik. Najważniejszą osobą tego spotkania był jednak Tadeusz Michalik, skromny i uśmiechnięty sportowiec, który wie, że – „Sukcesu i szczęścia nie tyle należy szukać, co wykuwać w trudzie”. Tadziu Michalik, jak wszyscy z sympatią o nim mówimy, niełatwą miał drogę do olimpijskiego sukcesu. Trwała ona ponad 20 lat i była często bardzo wyboista. Pierwszy znaczący medal zdobył na Mistrzostwach Polski Ludowych Związków Sportowych w Żarach. Reprezentował wówczas „Orlęta” i był najmłodszym spośród trzcielskich kadetów. Jako jedyny wtedy stanął na podium, wywalczył bowiem brązowy medal. To była niespodzianka i preludium do następnych sukcesów. Olimpijski brąz jest nie tylko radością Tadzia Michalika, ale także całego lokalnego środowiska, klubu, szkoły. Szkoła go szczególnie wyróżniła, gdyż uchwałą nr 14/2021 Rada Pedagogiczna Zespołu Edukacyjnego w Trzcielu nadała Tadeuszowi Michalikowi tytuł Honorowego Absolwenta Szkoły Podstawowej im mjr. H. Dobrzańskiego w Trzcielu. W uzasadnieniu tej uchwały napisano – „… był i jest wzorem do naśladowania dla młodego pokolenia dzieci i młodzieży z Trzciela, regionu i Polski. Jego upór i determinacja do osiągnięcia jak najwyższych sukcesów sportowych sprawiły, że w roku 2021 na XXXII Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Tokio Pan Tadeusz Michalik wywalczył brązowy medal w zapasach w stylu klasycznym w kategorii 97 kg…” Ten tytuł szkoła nadaje swoim zasłużonym, znakomitym absolwentom od 2015 roku. Tadeusz Michalik jest szóstym na tej liście. Wcześniej otrzymali je – Monika Michalik, Michał Nowak, Łukasz Banak, Łukasz Merda i Mirosław Rajter. Całą uroczystość prowadzili uczniowie – Julita Kuryś i Mikołaj Cichowski. Bogaty program benefisu rozpoczęły piosenką o jesieni dzieci z Przedszkola Bajkowego, w trakcie imprezy dały one jeszcze pokaz taneczny. Natomiast Alicja Danielak wspaniale zaśpiewała „WE ARE THE CHAMPIOS” i piosenkę Danuty Rinn – „Gdzie ci mężczyźni”. Były również przemowy, rozmowy i wywiady z Tadeuszem Michalikiem. Na temat jego osiągnięć sportowych, treningów, dziejów szkolnych wypowiadali się – Mieczysław Kuryś, Dariusz Orzeszko, Urszula Basińska – pierwsza wychowawczyni olimpijskiego medalisty. Było ciekawie a nawet zabawnie. Okazało się bowiem, że treningi zapaśnicze były dla małego Tadzia rozrywką i odpoczynkiem od prac w domu. Mówił o tym z uśmiechem i z sentymentem. Taki jest właśnie Tadeusz Michalik – skromny, szczery, pracowity, uprzejmy. Ta jego postawa jest widoczna wszędzie, na macie zapaśniczej, w codziennym życiu, w kontaktach z kibicami, w rozmowach na różnych szczeblach. Na tym uroczystym spotkaniu zaprezentowano również fotografie Tadeusza Michalika, a obejmowały one okres od jego dzieciństwa po tokijski sukces. Organizatorzy przy tym działaniu natrudzili się sporo, ale efekt był wyjątkowy. Świetnym pomysłem była sonda uliczna o Tadeuszu Michaliku, a przeprowadziły ją – Marcelina Nowak i Nadia Merda. Były także filmy - o treningach w „Orlętach” i o medalowej walce olimpijskiej. Z dużym aplauzem spotkały się pokazy zapaśnicze najmłodszych zawodników z klubu „Orlęta”. Są to dzieci, które dopiero zaczynają swoją przygodę z zapasami. Trenują od października pod fachową opieką Moniki Michalik i może któreś z nich kiedyś podąży śladami swojej utytułowanej trenerki. A Tadeusz dalej trenuje w myśl hasła, które zawsze mu przyświecało – „Nigdy nie poddawaj się, na wielkie rzeczy trzeba czasu”. Teraz jest w Iranie, bo tam będą odbywały się Mistrzostwa Świata Żołnierzy Zawodowych. A Tadeusz Michalik jest żołnierzem. Są to bardzo ważne mistrzostwa, bo w nich biorą udział znakomici zapaśnicy z całego świata, jako że są oni na ogół zawodowymi żołnierzami.

Trzymamy za Tadzia kciuki. Niech go dobra passa nie opuszcza.

              Jadwiga Szylar

 

 


 

Kończy się runda jesienna w rozgrywkach

piłkarskich

 

        Kończąca się runda pokazała dobrą postawę jednych drużyn i słabszą, a nawet tragiczną innych. Może nie powinienem pisać w kategoriach tragicznych, ale dla niektórych kibiców właśnie tak jest. Najwyżej sklasyfikowaną drużyną naszego powiatu jest występująca w Jako IV liga Lubuska zespół Budowlanych Murzynowo. Przed ostatnim meczem rundy plasują się na 4 miejscu i jest nadzieja na pokonanie i wyprzedzenie sąsiadującego z Budowlanymi – Dębu Przybyszów. Takie optymistyczne myślenie daje postawa zespołu z Murzynowa w meczach wyjazdowych. Dotychczas na wyjazdach wygrali 5 pojedynków, a 2 zremisowali. W meczach na własnym obiekcie przytrafiły się 4 porażki, 2 remisy i 3 wygrane. Gdy ten numer Powiatowej dotrze do rąk czytelników, będzie już wszystko wiadomo. Oceniając całą rundę Budowlanych można powiedzieć, że była ona dla nich udana. Przy trochę więcej szczęścia 2 miejsce było w zasięgu (po ostatnim meczu może tak być). Jednak fotel lidera „zarezerwowany” jest dla Gorzowskiego Stilonu, który wyprzedza rywali o 11 i więcej punktów. Kolejnym stopniem rozgrywek jest Jako klasa okręgowa grupa Gorzów WLKP. W tej klasie rozgrywek występują 4 drużyny naszego powiatu. Najlepszą jest Pogoń Skwierzyna. Przed ostatnim meczem rundy skwierzynianie zajmują 2 miejsce po zdobyciu w 14 spotkaniach 34 punktów, w 11 meczach wygrywając, a 1 remisując. Strzelecki rekord ustanowili w rywalizacji z Orłem Międzyrzecz po wygraniu 10:1. Strata do lidera z Drezdenka to 3 punkty, które można zniwelować w jednym meczu. Tego życzę wszystkim związanym ze skwierzyńską Pogonią. Gra Pogoni stanowi dla mnie i nie tylko wielką, przyjemną niespodziankę. Po zeszłorocznych niepowodzeniach skutkującymi spadek z wyższej klasy szybko wszyscy się „pozbierali” i powrót do IV ligi stał się bardzo realny. Gra Pogoni Skwierzyna jest nie tylko skuteczna, ale i przyjemna dla oka kibiców. Obyśmy w takich radosnych nastrojach mogli żegnać skwierzyński zespół na koniec sezonu. Kolejna drużyna to GKP Pszczew. Zespół ten spisuje się na miarę oczekiwań i możliwości. Przed ostatnim meczem rundy plasują się pszczewianie na 9 miejscu w tabeli po zdobyciu w 14 pojedynkach 19 punktów. GKP jako jedna z nielicznych drużyn więcej punktów zdobywa w meczach wyjazdowych.  W meczach na własnym boisku zaliczyli 2 wygrane i 3 remisy (bramki 20 strzelonych i 22 stracone). Na wyjeździe 3 wygrane i 1 remis (10 zdobytych goli, 11 straconych). Z tego wynika, że jest jeszcze szansa na  poprawę pozycji w tabeli. Już pierwszy mecz rundy jesiennej pokazał, że z piłkarzami z GKP trzeba się liczyć. Pierwszy mecz to zwycięstwo z Orłem, który jak się później okazało,  jest bez pazurów i skrzydeł, ale wygrany derbowy mecz zawsze przynosi satysfakcję. Oczywiście jeszcze dużo rzeczy można poprawić, ale czas pracuje dla ambitnych piłkarzy z Pszczewa. Trzecia drużyna to Orzeł Międzyrzecz. Ta drużyna i ten klub był mi zawsze najbliższy. Nie wiem czy jest to w dobrym tonie napisać, że w dalszym ciągu tak jest, ale jest i nic na to nie poradzę. Wielu kibiców zaczepia mnie i pyta co się dzieje, a ja nie umiem, a może nie chcę odpowiedzieć. Nikt z władz klubu nie chce rozmawiać wiedząc, że trudno pisać mi o słabości Orła. Z trudem przychodzi mi pisanie o postawie, a może braku jakiejkolwiek postawy tego jeszcze niedawno czołowego klubu w województwie. Na dzień dzisiejszy to przedostatnie 15 miejsce w tabeli. Międzyrzeczanie zdobyli w 14 meczach 8 punktów po 2 wygranych i 2 remisach. Jeśli chodzi o grę to brak jakiegoś zmysłu taktycznego, brak pomysłu na zdobywanie goli, a obrona to jest pojęcie obce piłkarzom. 14 zdobytych goli to najmniej w lidze, a 63 stracone to jak na razie niechlubny rekord w rozgrywkach. Czy jest szansa na poprawę sytuacji? Na pewno jest, ale przed trenerem i zawodnikami ogrom pracy. Oczywiście nie jest to całkowita wina obecnego szkoleniowca. Już wcześniej mówiło się o złej robocie wykonywanej przez poprzedników. Nieliczna grupa kibiców (około 30) oglądających mecze „domowe” liczy na wygrywanie, bo spadek - oby nie - będzie bolesny, chyba że wzorem innych klubów rozpocząć od zera. Tego nie zrozumiem i nie wybaczę obecnym władzom klubu. Małym pocieszeniem dla Orła jest fakt, że za plecami znajduje się drużyna GKS Bledzew. Piłkarze z Bledzewa zajmują ostatnią lokatę i ciężko będzie ją opuścić. Z pewnością do sukcesów zaliczyć należy zwycięstwo 6:0 w meczu z Orłem, ale kto w tym roku nie wygrał z sąsiadami zza między. Największym mankamentem zawodników GKS jest bardzo słaba gra w meczach wyjazdowych. Zanotowano w nich 6 porażek czyli we wszystkich meczach, strzelając rywalom 4 gole a tracąc 29. Z wielką nadzieją trzeba będzie oczekiwać meczów w rundzie wiosennej. Niższą klasą rozgrywek jest Keeza klasa A Gorzów  Wlkp. II (Słubice). Nasz powiat reprezentuje FC Kursko. Reprezentuje z dobrym wynikiem. Tutaj nastąpiło zakończenie rundy i Kursko zdobywając 22 pkt. plasuje się na 5 miejscu mając tylko 2 punkty mniej od lidera. Czołówka rozgrywek jest bardzo wyrównana i o wszystkim może zadecydować jeden mecz. Oby tylko nie zabrakło piłkarzom sportowego zapału. Drugą równoległą klasą jest Keeza klasa A Gorzów Wlkp. III (Drezdenko), w której występuje drużyna Zjednoczonych Przytoczna. Był moment, że Zjednoczeni plasowali się w czołówce tabeli, ale im dalej tym gorzej. Ogólnie nie jest źle, jednak apetyty piłkarzy i kibiców były zdecydowanie większe. W chwili obecnej piłkarze Zjednoczonych plasują się  na 8 miejscu mając 16 punktów. Złożyło się na to 5 wygranych i jeden remis. Jednak ostatnie 5 kolejek to zdobyty tylko 1 punkt. Dla Zjednoczonych zimowa przerwa przyda się bardzo. Jak zapewniają sami piłkarze - wiosna będzie ich. Miejmy nadzieję, że tak się stanie. Trzecią klasą A jest Keeza klasa A Zielona Góra I. Obra Trzciel długo przewodziła rozgrywkom, ale drobna wpadka w przegranym meczu 10 kolejki na własnym obiekcie sprawiła, że z 2 miejsca rozpoczną wiosnę piłkarze Obry. Jest to idealna pozycja do przeprowadzenia ataku na fotel lidera. Będziemy trzymać kciuki. Trzcielscy piłkarze sprawili mimo wszystko radość swoją postawą kibicom. Wystarczy tylko utrzymać stan osobowy i entuzjazm zawodników i działaczy, a sukces stanie się faktem. Niższym stopniem rozgrywek jest klasa B. I tak  W Keeza Klasa B Gorzów II (Drezdenko) najlepiej z naszych drużyn prezentują się rezerwy Pogoni Skwierzyna . Na koniec rundy jesiennej plasują się na 2 pozycji z 6 punktami straty do lidera. Tuż za Pogonią z 2 punktami straty do niej znajduje się As Pieski. Obydwie drużyny grają ładną piłkę. Tylko szkoda zeszłorocznego spadku drużyny z Piesek. Czy uda się powrócić do klasy A czas pokaże. Będzie ciężko, ale sport lubi niespodzianki i dlaczego szczęścia nie może mieć As? Trzeci zespół to rezerwy Orła Międzyrzecz. Cóż można o tym zespole napisać? Grają podobnie jak pierwszy zespół tylko o dwie klasy niżej. 7 miejsce jest odzwierciedleniem ich gry i postawy na boisku. W Keeza Klasa B grupa Świebodzin prezentują się piłkarze Chrobrego Brójce. Jak na drużynę, która w roku poprzednim zajęła ostatnią lokatę i nie spadła niżej tylko z powodu, że nie ma niższej klasy rozgrywkowej, postęp jest widoczny. Obecnie Chrobry zajmuje 8 miejsc i notuje 5 zwycięskich meczów i 2 remisy. Daje to im 8 lokatę. Jeśli sukcesywnie będą pięli się w górę to drżyjcie rywale.

      Wszystkim zawodnikom, trenerom, działaczom i kibicom z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia życzę zdrowia, pomyślności i punktów w worku prezentów od Mikołaja i Gwiazdora. Teraz z niecierpliwością oczekiwać będziemy na Zimowe Igrzyska i inne zimowe imprezy sportowe. W Międzyrzeczu przypominają o swoich meczach siatkarze, którzy spełniają pokładane w nich nadzieje.

 

                                                                                    Jan Wiśniewski            

 

SIATKÓWKA TO NIE TYLKO PASJA

 

O karierze sportowej rozmawiam z Mariuszem SZULIKOWSKIM kapitanem zespołu siatkarzy LBS Bank Janas Logistics KS „Orzeł” Międzyrzecz    

 

- Zacznijmy może od pytania - czemu wybrałeś siatkówkę, a nie piłkę nożną, którą to przecież wcześniej zacząłeś trenować?

- Jak wielu moich kolegów z tamtych lat, masę godzin spędzałem na różnych zabawach na świeżym powietrzu. Faktem jest, że dużo wcześniej zacząłem trenować piłkę nożną, ale siatkówka nie była mi obca, albowiem dzięki koledze i przyjacielowi z podwórka Piotrowi Haładusowi - obecnie trenerowi naszej drużyny - wiele czasu spędziłem na wspólnym odbijaniu piłki przez bramkę, która stała pomiędzy blokami. Dzisiaj wychodzi na to, że to właśnie Piotr był pierwszym moim szkoleniowcem, od którego „pobierałem lekcje” podstaw siatkarskiego rzemiosła. Kiedy w czwartej klasie podstawówki przeprowadzano nabór do klasy sportowej o kierunku właśnie siatkarskim, znalazłem się w gronie uczniów, którzy rozpoczęli treningi pod okiem Bogusława Kowalika, wówczas nauczyciela w - f w  naszej szkole. A jeżeli padło już nazwisko B. Kowalika to muszę przyznać, że jest osoba, której w moim życiu sporo zawdzięczam i nie tylko tym sportowym. Przypomnę, że w szkołach podstawowych od lat przeprowadzane są zawody w tzw. „dwójkach”, „trójkach” czy „czwórkach”, a ja  wraz z Radosławem Jasińskim (w latach późniejszych znanym piłkarzem), reprezentowałem SP 3 akurat w „dwójkach”. Pierwsze zdobyte medale i zwycięstwa na szczeblu ogólnopolskim sprawiły, że powoli zacząłem bardziej interesować się siatkówką, choć z piłką nożną całkiem nie zerwałem, gdyż jeszcze przez jakiś czas grałem jako bramkarz w międzyrzeckim „Orle”.    

           

- Przypominam sobie, że opuściłeś Międzyrzecz…

            - Po przejściu do Gimnazjum nr 2 występowałem w szkolnym klubie UKS „Kasztelan”, a moja gra była chyba na dobrym poziomie, bowiem dostałem powołanie do kadry województwa lubuskiego.

W międzyczasie zostałem zauważony przez trenerów ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego z Łodzi, od których otrzymałem propozycję przeniesienia się do tego miasta. Złożoną mi ofertę poparł B. Kowalik, który zresztą do łódzkiej szkoły zawiózł mnie prywatnym samochodem i w ten oto sposób w drugiej klasie gimnazjum po raz pierwszy w życiu „wylądowałem” poza domem rodzinnym. W trakcie pobytu w Łodzi nie tylko siatkówka była moim głównym zajęciem,  albowiem skończyłem tam rozpoczętą w Międzyrzeczu szkołę. Kiedy rozmawiamy głównie o siatkówce, to muszę ujawnić, że pomimo młodego wówczas wieku miałem tam też pierwszy kontakt z siatkówką seniorską, gdyż oprócz gry w zespole młodzieżowym występowałem w drużynie, która wywalczyła awans do II ligi. Razem ze mną grał m. in. Jacek Pasiński, do niedawna trener żeńskiego zespołu występującego w Tauron Lidze Energa MKS Kalisz czy Wojciech Blomberg, obecnie także trener siatkówki, a jego ojciec Paweł Blomberg - znana postać w polskiej siatkówce - był naszym trenerem.  Reprezentując barwy SMS - u zostałem powołany do kadry województwa łódzkiego i poznałem Pawła Zatorskiego występującego w polskiej reprezentacji na pozycji „libero” przez ostatnie lata. Jak się później okazało, kiedy trafiłem do SMS Spała, przyszło mi przez rok mieszkać razem z Pawłem w jednym pokoju. W tamtym czasie trenowali ze mną również Fabian Drzyzga, podobnie jak „Zator” dwukrotny Mistrz Świata z reprezentacją Polski czy Wojciech Włodarczyk. Niestety, podczas pobytu w Spale odniosłem kontuzję barku, która uniemożliwiła mi pokazanie tego, co tak naprawdę sobą prezentowałem. Z czasem moje problemy zdrowotne stały się głównym powodem powrotu do Międzyrzecza.

 

- Porozmawiajmy może teraz o twojej siatkarskiej karierze, o marzeniach spełnionych i tych, których nie udało ci się zrealizować…     

            - Po powrocie do Międzyrzecza rozpocząłem treningi w drużynie juniorów „Orła”, którą prowadził Janusz Malinowski i brałem też udział w zajęciach pierwszego zespołu trenowanego przez Andrzeja Stanulewicza. To ten trener dał mi szansę jako siedemnastolatkowi debiutu w pierwszoligowym zespole w meczu pucharowym z „GwardiąWrocław, wygranym zresztą przez drużynę „Orła” 3:1. Ja w tym meczu otrzymałem możliwość spędzenia na parkiecie pełne trzy sety. A co się tyczy mojej tzw. kariery sportowej, to jak mógłbym cofnąć czas, to postąpiłbym może inaczej, ale mówię to już jako osoba dorosła, albowiem jestem już nie tylko starszy, ale też życiowo bardziej doświadczony. Czasu nie da się cofnąć i wygląda na to, że tak musiało być i właśnie tak dzisiaj wygląda moja przygoda z siatkówką. Może, gdyby nie problemy zdrowotne, to prawdopodobnie nie powróciłbym tak szybko do domu i może też jak wielu moim kolegom ze Spały udałoby mi się trafić na centralny poziom rozgrywek krajowych. (Bohater mojego artykułu przez wielu fachowców od siatkówki uważany był za następcę Dawida Murka – przyp. autora). Stało się jednak inaczej i jestem tu, gdzie jestem. Cieszy mnie to, co obecnie wspólnie z kolegami z drużyny „Orła” reprezentuję – mam tu na uwadze  poziom sportowy. Odrębnym tematem jest natomiast moja rodzina, bo gdybym nie powrócił do Międzyrzecza, to nie poznałbym w 2011 r. mojej żony Anny, z którą – uważam - od 2017 r. tworzymy bardzo udany związek i nasz wspaniały syn Szymon, duet moich najwierniejszych kibiców.

 

- Czy pamiętasz sobotę 18 grudnia 2010 r. kiedy to wraz z Piotrem Haładusem, jako jedyni tamtego dnia międzyrzeczanie w składzie pierwszoligowego „Orła” ratowaliście twarz drużyny, która w dość dziwnych okolicznościach opuszczała centralny poziom rozgrywek?

            - Dość długo wtedy nie dawano nam szansy zaprezentowania się kibicom, bowiem w klubie stawiano na „armię zaciężną” choć od dłuższego czasu wiadomo było, że klub balansuje na krawędzi nie tylko finansowej, a dzień kiedy pierwsza liga w Międzyrzeczu zniknie z siatkarskiej mapy zbliżał się milowymi krokami. Czułem się z tego powodu niezbyt komfortowo, gdyż nie tak wyobrażałem sobie moją przygodę ze sportem. Jednak kiedy finansowe zobowiązania u zawodników narastały i oni zaczęli opuszczać klub, dopiero wówczas dawano nam możliwość grania o ligowe punkty. Dlatego bardzo mnie to bolało, a jeszcze do tego wszystkiego na ostatni mecz i to przed własną publicznością, której i tak nie było wiele, wyszliśmy w zaledwie siedmioosobowym składzie. Jedyną naszą nadzieją, by móc dalej grać w naszym mieście w siatkówkę była drużyna MOSIW, która tego samego dnia rozpoczęła rozgrywki na szczeblu międzywojewódzkim. I jak historia pokazuje, była to przemyślana decyzja, a świadczą o tym nasze wyniki z ostatnich lat.

 

- Pierwsze mecze tegorocznych rozgrywek, które odbywają się w innej formie niż w latach poprzednich wyraźnie pokazały, że w walce o dwa miejsca dające możliwość walki o awans do I ligi powinny się liczyć cztery zespoły: „Astra” Nowa Sól, toruńskie „Anioły”, zespół z Piły i my, czyli LBS Bank Janas Logistics KS „Orzeł” Międzyrzecz…

- Udany początek sezonu 2021/2022, bowiem w ośmiu meczach odnieśliśmy siedem zwycięstw, plasuje zespół „Orła” w czołowej „czwórce” przewodzącej w naszej grupie II ligi. Szkoda tej jednej porażki i to we własnej hali z „AstrąNowa Sól 1:3. Dodam tylko, że bolała mnie ona podwójnie, bowiem z uwagi na odniesioną kontuzję (złamany palec lewej ręki) w meczu z „Konspolem Słupca spotkanie to oglądałem z trybun przeżywając trudne chwile, bo nie mogłem pomóc kolegom. Swoją drogą trzeba przyznać, że nowosolanie w tym sezonie tworzą naprawdę silną drużynę, ale sezon jest długi, a my nie zamierzamy nikomu odpuszczać i będziemy walczyć do końca o jak najlepszy rezultat.

 

Przed miesiącem w artykule Siatkarze „Orła” rozpoczęli od 9:0 informowałem czytelników, że

w 2022 r. kończysz 32 lata, a dzisiaj podaję dokładną datę, to 04 stycznia. Z tej okazji w swoim imieniu  i czytelników „Powiatowej” życzę Ci wszystkiego najlepszego, a najważniejsze to zdrowia oraz szczęścia rodzinnego i liczę, że jeszcze długo będziesz cieszył kibiców swoją postawą na boisku.   

           

Jerzy Rudnicki

 

 

 


 

 
 

AGNIESZKA GAWRYŁKIEWICZ I TOBIASZ ŻYŁA

 -MIĘDZYRZECKIE GAZELE

 

             O niezwykłej przyjaźni, wspólnej pasji i życiu pełnym przygód rozmawiam z  Agnieszką Gawryłkiewicz i Tobiaszem Żyłą, zawodnikami międzyrzeckich Gazeli

 

  Myślę, że wszyscy międzyrzeczanie słyszeli o Gazelach, nie tych zamkniętych w polskich ogrodach zoologicznych, ale tych, które dzięki swojej pasji, determinacji, przyjaźni i chęci zdrowego życia rozsławiają nasze miasto. Dzisiaj, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia - ta rozmowa będzie ku pokrzepieniu serc, bo opowieść o tej niezwyklej grupie niesie nadzieję na dobre życie.

 

            - Moi kochani wiem, że chcieliście tutaj opowiadać wszyscy, ale ponieważ to trochę trudne, więc zapytam panią Agnieszkę i pana Tobiasza – jakie były wasze początki ?

            - Trzy lata temu nasz kolega Sebastian Woszczyk na jednym ze swoich wyjazdów zobaczył pewną grupę biegową założoną pod szyldem znanej marki odzieży sportowej. Grupa ta od tej właśnie marki otrzymała gotowe treningi sportowe. Na tej zasadzie wiosną 2019 roku powstała założona przez Sebastiana grupa biegaczy w naszym mieście. Na początku byliśmy więc teamem  występującym  pod nazwą marki odzieżowej. Szybko jednak doszliśmy do wniosku, że to nie jest to, czego pragniemy. Chcieliśmy być przede wszystkim grupą niezależną, bez żadnych powiązań marketingowych, finansowych czy politycznych. Pragnęliśmy stworzyć zespół, który spaja wspólna pasja i więź międzyludzka. Odcięliśmy się od wcześniejszej koncepcji.

 

-  I zmieniliście nazwę ?

- W tym czasie jedna z uczestniczek naszych wspólnych treningów pisała często na grupowym czacie „biegacie jak prawdziwe gazele”. Zdanie to było często powtarzane, a ponieważ idealnie oddało charakter tego, czego szukaliśmy – zostaliśmy międzyrzeckimi Gazelami. Staliśmy się Stadem , czyli rodziną - kimś z kim jesteśmy na dobre i złe, na kim możemy polegać, u kogo możemy szukać wsparcia i kimś, kto motywuje do działania. Gazele są właśnie taką rodziną, dzięki której chce się wstać w niedzielę o szóstej rano i biec 20 kilometrów.

 

- Pięknie to brzmi i chyba jest prawdziwe, skoro tak ładnie o tym opowiadacie?

-Charakter rodzinny naszej grupy ujawnia się w sytuacjach codziennych. Dobrym przykładem naszej przyjaźni niech będzie fakt, że wybraliśmy się wspólnie ze Stadem na Bieg Niepodległości do Poznania. Ten bieg możemy śmiało nazwać najważniejszym i przełomowym w naszej historii. Część z nas mogła biec szybciej, walczyć o rekordy, życiówki, trofea, ale nie to jest w sporcie najważniejsze. My ten bieg ukończyliśmy razem, razem jako drużyna i mogliśmy wszystkim uczestnikom pokazać więź jaka jest między nami, więź, którą wytworzyły nasze rozmowy, wspólne treningi i przyjaźń.

 

- To przesłanie powinni słyszeć wszyscy sportowcy, bo to chyba jest istotą prawdziwego sportu i przyzwoitego życia?

- Sport według nas powinien stać ponad wszystkimi podziałami społecznymi, światopoglądowymi i kulturowymi. Tej idei się trzymamy, bo każda z Gazel jest inna, pracujemy w różnych zawodach, pochodzimy z różnych stron, każdy z nas ma swoje spojrzenie na świat i niesie swój bagaż życiowych doświadczeń. Ponad tym wszystkim jest sport, który jest naszym azylem, tą neutralną przystanią, w której nikt nie pyta kim jesteś i skąd jesteś, ale każdy cieszy się z tego, że po prostu -  jesteś.

 

- Brzmi to trochę jak bajka. Z czego jesteście najbardziej znani?

- Gazele kojarzone są głównie z biegami na różnych dystansach - od kilometra po stukilometrowe biegi górskie. Część z nas startuje też w zawodach triathlonowych, biegach z przeszkodami. Mamy Gazele specjalizującą się w łucznictwie konnym.

 

- Szeroki zakres zainteresowań i talentów, a przecież jeszcze morsujecie?

- Nasze morsowanie to kolejny pretekst do spędzania czasu w towarzystwie tej wspaniałej sportowej rodziny. Wzajemnie się motywujemy, ale przede wszystkim świetnie się bawimy. Zabawa, ruch i przyjazna atmosfera sprzyja naszemu zdrowiu psychicznemu i fizycznemu.

 

- Znaliście się wcześniej czy skompletowanie grupy było przypadkowe?

- Widywaliśmy się podczas różnych zawodów lub w czasie treningów mijając się na chodnikach i ścieżkach. Zawsze wymienialiśmy serdeczne uśmiechy i pozdrowienia.

 

- Czy teraz spotykacie się tylko na treningach, zawodach i morsowaniu?

- Nasze Stado wykracza także poza sferę czystego sportu, spotykamy się również prywatnie w towarzystwie naszych dzieci i współmałżonków. Jesteśmy też zaangażowani w różne akcje społeczne niosące pomoc innym i naszemu środowisku,  braliśmy czynny udział w zbiórce pieniędzy na WOŚP i z  całymi rodzinami uczestniczymy w akcji sprzątania śmieci. Jesteśmy ze sobą w ważnych dla każdego z nas momentach życia – narodzin dziecka, ślubu czy przeprowadzki.

 

- Zbliżają się święta i Nowy Rok, czego wam życzyć?

- Cieszymy się na ten wyjątkowy czas, w którym też znajdujemy chwile na spotkania, na wspólne Stadne przeżywanie. Czego nam życzyć? Przede wszystkim zdrowia, by żadne kontuzje nas nie zwalniały, ale także tego, byśmy zawsze  pozostali Stadem i pamiętali czym to Stado dla nas jest. Chcielibyśmy tez częściej widywać się z naszym założycielem Sebastianem, który przeprowadził się do Malborka.

 

             Życzę wam spełnienia marzeń i trwania w tym cudnym, pełnym miłości i przyjaźni Stadzie.

 

             Mariola Solecka

 

 

 
 

Mis333yni Pucharu Polski Enduro 2021! 

 

Zawsze powtarzam, że MARZENIA SIĘ NIE SPEŁNIAJĄ… MARZENIA 333EBA SPEŁNIAĆ! 

Nie tylko powtarzam, ale i działam zgodnie z moim mottem, dzięki czemu spełniłam kolejne marzenia…

 

WYGRAŁAM Puchar Polski Enduro 2021

 

To był wyjątkowy sezon, pełen wyzwań, emocji i… błota :) Na dziesięciu z 12-tu rund pucharu padał deszcz, który podnosił poziom trudności już i tak wymagających tras. Jedynym wyjątkiem były zawody we Wrocławiu… które dla odmiany trafiły na  jedne z najcieplejszych dni w roku :) Kocham jeździć w skrajnie ekstremalnych warunkach, więc byłam w swoim żywiole!

Jako ciekawostkę dodam, że wiosną, zaraz przed rozpoczęciem sezonu, zerwałam więzadło w kolanie… co było dla mnie sporym utrudnieniem. Mimo kontuzji postanowiłam wystartować w zawodach, bo kto nie ryzykuje, szampana nie pije! Chociaż w moim przypadku powinno być „nie je kebaba”… bo właśnie tak świętuję każdy mały sukces :) Dobrze, że w rajdach spalamy dużo kalorii, ponieważ z każdego wyjazdu w tym roku przywiozłam nie tylko niesamowite wspomnienia, ale i puchar, który trzeba było uczcić czymś sma333nym… z sosem mieszanym :)

Chciałabym baaardzo podziękować wszystkim, którzy mnie wspierają i 333mają kciuki! Mojemu DreamTeam’owi, w szczególności moim kochanym rodzicom, całemu klubowi Korona Kielce, mojemu niezawodnemu mechanikowi Adamowi, wszystkim znajomym, każdemu kto pomógł nawet w najdrobniejszy sposób oraz Motul Polska, Szkopek Team, Dobre Sklepy Motocyklowe, Fox Polska,  Łowisko 333 Popowo, Zerke, Przedsiębiorstwo Budowlane Granit, Modular System, SmartBau Roboty Żelbetowe Gdańsk i oczywiście POWIATOWEJ.

 

Dziękuję, to nasz wspólny sukces! 

 

Dominika 333 Orlik 

 

 

 

Używamy plików cookie

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.