Do przemyślenia …

            - TYLKO LASÓW ŻAL. Złota replika medalu wybitego w 1791 roku z okazji uchwalenia i uczczenia Konstytucji 3 Maja jest trochę większa od pięciozłotówki. Ta replika ma wartość kolekcjonerską i na pewno zamówiło ją wielu pasjonatów historii. Na eleganckie opakowanie tego maleństwa Skarbnica Narodowa Sp. z o.o.  przeznaczyła tyle kartonu i papieru kredowego, nie licząc kopert, że szkoda gadać. I tylko lasów żal. O wycince lasów i puszcz, które już tylko z nazwy są puszczami, pisałam wiele razy, a wycinają nadal.

            - ŚWIĘTA WŁASNOŚĆ. No i dowiedziałam się, że nie można zmusić właścicieli zaniedbanych działek i posesji do zrobienia na nich porządku. Od lat piszę o tym bałaganie w różnych miejscach Międzyrzecza, ale ŚWIĘTA WŁASNOŚĆ jest nienaruszalna i władze miasta nic nie mogą zrobić. Jak wykoszą np. działkę, to same poniosą koszty pracy, a bałaganiarz będzie zadowolony. Ale, jak się tak zastanowię –to dla dobra wspólnego – można chociaż zawstydzić właściciela? Tylko czy taki bogaty czegoś się wstydzi?  Jest też inne wyjście – jeżeli  sanepid i stwierdzi, że istnieje zagrożenie epidemiologiczne i że trzeba sprzątać, to można delikwenta zmusić. A z sanepidem nikt nie chce iść na wojnę. Powołanie Straży Miejskiej też może rozwiązać wiele problemów nie tylko porządkowych. Pomysł do przemyślenia. I następny też – kosić czy nie kosić? Nie kosić, bo ziemia wysycha; kosić, bo wysoka trawa stwarza niebezpieczeństo.

             - GŁUPOTA, ZŁOŚLIWOŚĆ CZY KRADZIEŻ?  Jak co roku w Międzyrzeczu kwitną piękne kwiaty i cieszą nasze oczy. Ale chyba nie podoba się to ukwiecenie wandalom i złodziejom, którzy pod osłoną nocy łamią drzewka i krzewy, wyrywają kwiaty z kamiennych donic koło „Kaczego dołka”, koło sądu i na pewno w innych miejscach też. Szczególnie upodobali sobie pelargonie. Może za taki okaz dostaną parę groszy na piwo? Może kwiaty znajdą się w okolicznych ogródkach? A może to po prostu zwykła złośliwość? Przydałby się monitoring zacienionego miejsca nad Obrą, bo coraz więcej na ławeczkach dżentelmenów z piwem i wódką. Ale czy to coś pomoże? Przecież sąd jest chroniony – a kwiaty znikają. Jak tu nie zgodzić się z Einsteinem, że głupota i wszechświat są nieskończone.

             - FIRMOWY BUBEL. Słońce, upał, przydałby się mały wentylator. Duże są, ale potrzebny mały. W firmowym sklepie (nazwę przemilczę) został kupiony. Po włączeniu usłyszałam odgłos traktora. Wymiana na drugi i sytuacja się powtarza. Kolejna wymiana – już wprawdzie działa o wiele ciszej, ale chodzi po podłodze jak taki chodzący odkurzacz. Patrzyłam na ten poruszający się wiatrak w osłupieniu ogólnym i pomyślałam, co by było, gdybym postawiła go np. na stole. No cóż – spadłby, roztrzaskał się i kto by mi uznał konieczność gwarancyjnej naprawy? Nikt. Oddałam i nawet mnie przeprosili za ten bubel.  

             - Z PRZYMRUŻENIEM OKA to krzyżówki dla lubiących zgadywać „co autor miał na myśli”. Niepotrzebne tu słowniki i atlasy, bo autorzy bazują na inteligencji , umiejętności kojarzenia faktów i przedmiotów. To świetna zabawa nie tylko wakacyjna. Co miesiąc czekają nas nowe wyzwania i nowe możliwości czasem nieprawdopodobnych skojarzeń.

            - POECI SĄ WŚRÓD NAS! Beletrystyka, kryminały, biografie – mają swoich czytelników. Ale poezja to wyższa literacka półka i chylę czoła przed Renatą Dylą – założycielką Międzyrzeckiego Saloniku Literackiego i grupą „salonikowych” poetów. MSL ma już dwa lata. Ktoś powie – tylko dwa, a ja uważam, że dla poezji - dwa lata świetlne. To pierwszy Salonik w naszym mieście! Pani Renata założyła, zebrała utalentowanych twórców, organizuje spotkania i promuje lokalnych artystów.

Gratuluję pomysłu i czekam na następny tomik. Życzę wszystkim nieustającej poetyckiej weny i sympatii czytelników. Zapraszam na nasze łamy!

Izabela Stopyra

redaktor naczelna


 


 

 

 

 

MEDALE DLA SAMORZĄDOWCÓW

 

Z  okazji Dnia Samorządowca wójt Gminy Bledzew  Małgorzata  Musiałowska w imieniu Zrzeszenia Gmin Województwa Lubuskiego w uznaniu za szczególne zasługi na rzecz samorządu lokalnego wręczyła medale z okazji 30 - lecia Samorządu Terytorialnego 1990 – 2020 dla  wieloletniego sołtysa i radnego gminy Jana Tomczaka oraz skarbnik Gminy Bledzew Emilii Bączkowskiej, która w tym roku obchodzi jubileusz 25 – lecia pracy w Urzędzie Gminy.

Nagrodzonym składamy serdeczne gratulacje.

 

Tekst Andrzej Chmielewski

Foto: Wiesława Grządko

 

 

 

 

PORADNIA POMAGA

Rozmawiam z mgr AGNIESZKĄ SZADKOWSKĄ – dyrektor PPP w Międzyrzeczu

 

Poradnia Psychologiczno – Pedagogiczna w Międzyrzeczu (dalej PPP) od 4 maja wznowiła działalność w zakresie diagnozy psychologicznej, pedagogicznej i logopedycznej. Taki komunikat przeczytałam na stronie Starostwa Powiatowego.

 

- Rozmawiałyśmy o działalności Poradni (Powiatowa, styczeń 2020), ale ponieważ ta placówka jest bardzo ważna dla funkcjonowania społeczeństwa, temat kontynuujemy. Proszę przypomnieć zasady działania PPP.

- Poradnia Psychologiczno – Pedagogiczna jest placówką oświatową, której celem jest organizowanie i prowadzenie kompleksowej pomocy psychologiczno – pedagogicznej dla dzieci i młodzieży. Poradnia diagnozuje poziom rozwoju, potrzeb i możliwości oraz zaburzeń rozwojowych i zachowań dysfunkcyjnych, udziela dzieciom i młodzieży oraz rodzicom bezpośredniej pomocy psychologiczno – pedagogicznej, organizuje i prowadzi wspomaganie przedszkoli, szkół i placówek w zakresie realizacji zadań dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych, pomaga uczniom w dokonywaniu wyboru kierunku kształcenia, zawodu i planowania kariery zawodowej, pomaga rodzicom i nauczycielom w diagnozowaniu i rozwijaniu potencjalnych możliwości oraz mocnych stron uczniów, realizuje zadania profilaktyczne oraz wspierające wychowawczą i edukacyjną funkcję przedszkola, szkoły, placówki, w tym wspieranie nauczycieli w rozwiązywaniu problemów dydaktycznych i wychowawczych.

 

- Pani dyrektor, zakres działania bardzo szeroki. Za nami bardzo trudny rok szkolny, trudny dla pracowników, dzieci i rodziców. Jak pandemia wpłynęła na działalność placówki?

- Rzeczywiście okres pandemii to trudny czas dla nas wszystkich. To nie tylko ten rok szkolny, ale i poprzedni, kiedy zaczęła się pandemia. Poradnia jako jedna z nielicznych placówek oświatowych pracowała praktycznie nieprzerwanie przez cały czas trwania pandemii.

 I tutaj warto wspomnieć o poprzednim roku szkolnym 2019/2020, który w zasadzie dzieli się na dwie części. I część to okres od 1 września 2019 do 16 marca 2020 r., II część to okres od 16 marca 2020 r. Do 16 marca 2020 roku wszystkie procesy zachodzące w poradni przebiegały zgodnie z planami pracy, opracowanymi i przyjętym do realizacji na pierwszej radzie pedagogicznej. Z powodu zagrożenia epidemicznego COVID-19 praca poradni w trybie stacjonarnym została zawieszona od 16 marca 2020 r. Począwszy od 25 marca 2020 r. zostało wprowadzone zdalne nauczanie, a organizacja pracy poradni została dostosowana do warunków i możliwości prowadzenia działalności na odległość. Pracownicy poradni pozostawali do dyspozycji klientów udzielając porad i konsultacji zdalnie. Zostały wprowadzone dyżury w poradni w celu zapewnienia ciągłości funkcjonowania placówki. Dyżur pełniło dwóch pracowników pedagogicznych. Ponadto w formie zdalnej przeprowadzane były zajęcia Wczesnego Wspomagania Rozwoju.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji z dnia 29 kwietnia 2020 roku od 04.05.2020 roku poradnia wznowiła działalność stacjonarną. Ze względu na zaistniałą sytuację epidemiologiczną praca poradni została ograniczona do działalności diagnostycznej. Pozostałe formy działalności odbywały się w formie zdalnej. Ponadto zostały opracowane wewnętrzne procedury bezpieczeństwa mające na celu zapobieganie, przeciwdziałanie i zwalczanie COVID-19. Wszyscy pracownicy poradni zostali zobowiązani do zapoznania się i przestrzegania obowiązujących procedur. Od 18.05.2020 roku poradnia wznowiła działalność terapeutyczną. Zostały przywrócone zajęcia Wczesnego Wspomagania Rozwoju dla dzieci, których rodzice wyrazili na to zgodę.

W roku szkolnym 2020/2021 poradnia działała nieprzerwanie stacjonarnie, realizując wszystkie swoje zadania. Niestety w większości sytuacji nie byliśmy brani pod uwagę przy zdalnym nauczaniu. Ustawodawca uznał, że pracownicy poradni są „kuloodporni” i ich nie dotyczy pandemia. A tak nie było. W ciągu tego czasu zachorowało ośmiu naszych pracowników, co tym bardziej miało wpływ na naszą pracę. Mimo przeciwności losu staraliśmy się rzetelnie wykonywać swoje zadania, wspierać dzieci i ich rodziny w tym trudnym czasie. Patrząc z perspektywy czasu mogę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że spełniliśmy dobrze swoją rolę i nadal ją spełniamy. Pandemia przyczyniła się do wzrostu lęków, niepokoju, obawy o swoje życie wśród naszych klientów. Myślę, że teraz musimy jeszcze bardziej skupić się na realizacji naszych działań.

 

- Chociaż we wszystkich szkołach i placówkach wychowawczych obowiązywała praca zdalna, to was z tego obowiązku wyłączono. Ale jak zdalnie pracować z osobami wymagającymi szczególnej opieki?

- Jest to niewątpliwie wyzwanie. Ale tak jak wcześniej mówiłam, poradnia tylko przez krótki okres czasu pracowała zdalnie, jednocześnie pełniąc dyżury stacjonarne. Przez cały czas nasi klienci mogli korzystać bezpośrednio z naszej pomocy. Wszyscy pracownicy poradni udzielali wsparcia naszym podopiecznym. Myślę, że nikt nie został sam ze swoimi problemami.

 

- Czy rodzice i nauczyciele rozumieją konieczność współpracy ze specjalistami poradni i korzystają z możliwości pomocy fachowców?

-Tak, bardzo chętnie z nami współpracują, szczególnie wtedy, kiedy potrzebna jest bezpośrednia interwencja, porada, pomoc. W okresie pandemii pracownicy poradni byli w stałym kontakcie ze specjalistami szkolnymi, nauczycielami. Rodzice systematycznie korzystają z naszej pomocy. Ten trudny czas przyczynił się do zwiększenia oddziaływań terapeutycznych. W danym roku szkolnym z terapii indywidualnej (głównie psychoterapii) korzystały 52 osoby. Uczniowie oraz ich rodzice potrzebują dodatkowego wsparcia ze względu na pojawiające się liczne problemy i zaburzenia spowodowane izolacją. Pracownicy poradni udzielili do tej pory 153 porady bez badań, w tej liczbie znajdują się rozmowy z różnymi grupami – nauczycielami, rodzicami, wychowawcami, specjalistami szkolnymi. Jak co roku bardzo ważną działalnością poradni są zajęcia Wczesnego Wspomagania Rozwoju, z których w tym roku korzystało 25 dzieci.

Ze względu na specyfikę tego roku szkolnego oraz poprzedniego pomagaliśmy na zasadzie interwencji kryzysowej w bardzo trudnych sytuacjach, takich jak śmierć rodziców z powodu COVID-19. Nie jest to łatwa praca, ale daje wiele satysfakcji. Cieszy nas kiedy możemy pomóc w tych najtrudniejszych sprawach.

 

- 27 listopada 2017 roku powołano Wiodący Ośrodek Koordynacyjno – Rehabilitacyjno – Opiekuńczy (WOKRO). Międzyrzeckiej poradni powierzono rolę koordynatora działań pomocowych na terenie naszego powiatu. Jakie zadania zostały zrealizowane?

- WOKRO działa w poradni od 2017 roku. Z roku na rok zwiększamy efektywność oddziaływań w ramach ośrodka. W październiku 2019 roku Poradnia Psychologiczno – Pedagogiczna w Międzyrzeczu podpisała porozumienie z Poradnią Psychologiczno – Pedagogiczną w Skwierzynie w celu nawiązania współpracy przy realizacji zadań WOKRO. Dzięki porozumieniu zajęciami zostały objęte dzieci ze Skwierzyny i okolic. W celu poszerzenia działalności terapeutycznej oraz w celu zwiększenia skuteczności oddziaływań zostały wprowadzone nowe formy terapii: hipoterapia, muzykoterapia, dogoterapia oraz terapia ręki, które cieszą się dużą popularnością. Wszyscy terapeuci realizujący zajęcia z dziećmi legitymują się wysokimi kwalifikacjami. Większość posiada stopień nauczyciela dyplomowanego. Zajęcia w ramach ośrodka cieszą się bardzo dużą popularnością. Pozwalają na objęcie zajęciami wczesnego wspomagania rozwoju dzieci, które taką pomocą nie były dotychczas objęte. Ponadto pozwalają na poszerzenie działalności terapeutycznej na terenie powiatu międzyrzeckiego. Zwiększają intensywność oddziaływań terapeutycznych różnego typu skierowanych do dzieci niepełnosprawnych i zagrożonych niepełnosprawnością. Obecnie w ośrodku zatrudnionych jest 11 specjalistów (1 psycholog, 4 pedagogów, 3 logopedów i 3 rehabilitantów). W 2020 roku w zajęciach uczestniczyło 44 dzieci. Zrealizowano 1678 godzin zajęć. W tym roku szkolnym dzieci jest jeszcze więcej, na ten moment 56. W pierwszym kwartale 2021 roku zrealizowano 576 godzin zajęć z 2005 godzin przeznaczonych na realizację w roku 2021.

Ośrodek cieszy się bardzo dużą popularnością i niewątpliwie jest bardzo potrzebny, szczególnie dla dzieci, które wymagają bardzo wczesnej i fachowej pomocy specjalistów.

 

- Pani dyrektor - miesiące letnie to przygotowanie do nowego roku szkolnego. Czy szykują się jakieś zmiany? 

- Dla poradni miesiące letnie są okresem wytężonej pracy. To czas wydawania opinii i orzeczeń uczniom z różnorodnymi niepełnosprawnościami. To także czas przygotowań do nowego roku szkolnego. Trudno jednoznacznie powiedzieć jaki los czeka poradnie. Zgodnie z nowym projektem Ministerstwa Edukacji dotyczącym edukacji włączającej - poradnie mają zostać przekształcone w CDR (Centrum Dziecka i Rodziny). Nie wiemy jaki będzie statut pracowników poradni, jakie będą nasze zadania i czy nie znikniemy z systemu oświaty. Taka sytuacja budzi lęk i niepokój o to, co dalej. Na ten moment nasza poradnia nie zwalnia biegu. Pracujemy, diagnozujemy i planujemy nowy rok szkolny mając nadzieję, że będzie lepszy niż poprzedni.

 

- Czego więc życzyć pani i pracownikom PPP w - mam nadzieję – zdrowym roku szkolnym 2021/2022.

- Dobre pytanie. Na pewno zdrowia, które jest niezmiernie potrzebne do prawidłowego funkcjonowania. Dużo optymizmu i zapału do pracy. Kreatywności, chęci podnoszenia własnych kompetencji zawodowych. Pracownicy poradni w Międzyrzeczu to zespół fantastycznych ludzi, którzy świetnie ze sobą współpracują i świetnie się dogadują. Myślę, że z taką ekipą przetrwamy trudne czasy i będziemy mogli prawidłowo realizować nasze zadania.

 

Dziękuję. Mam nadzieję, że Ministerstwo  Edukacji dostrzega działalność poradni i nie znikną one z systemu oświaty.  Rozmawiałam z nauczycielami i rodzicami, którzy bardzo cenią pracę, wysokie kwalifikacje i empatię dyrekcji i pracowników międzyrzeckiej Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej.

 

Izabela Stopyra

 


 



 

 

 Maratony Michała Nowaka

W 2020 roku Michał Nowak został najpopularniejszym sportowcem dekady województwa lubuskiego. Na ten tytuł zapracował swoimi osiągnięciami, pracowitością i niezwykłymi działaniami. Michał bowiem nie tylko biega dla własnej przyjemności i sportowej satysfakcji. Biega by wspomóc chorujące dzieci, ale również by zmobilizować kolegę do maratońskiego wyczynu. Tak było w pierwszą czerwcową niedzielę w Belgradzie. Był to pierwszy otwarty maraton europejski po przerwie spowodowanej pandemią. Uczestniczyli w nim dwaj trzcielanie – Michał Nowak i Krzysztof Płonka. Tym maratonem żył cały Trzciel i nie tylko, bo był to bieg dla Lilianki, nieuleczalnie chorej trzyletniej pięknej dziewczynki (na zdjęciu). Dziecko mieszka z rodzicami w Trzcielu. Żeby opóźnić skutki choroby potrzebna jest bardzo kosztowna rehabilitacja. Pomoc zaoferował Michał Nowak – bo „już wcześniej planowałem bieg maratoński dla trzcielskiego dziecka”. Wiadomość o chorobie Lilianki  przyspieszyła tę decyzję, a Belgrad stał się właściwą okazją. Krzysztof Płonka włączył się z ochotą do działania. Zaczęło się nagłośnienie akcji, pojawiły się puszki w sklepach, konkursy z wpłatami uczestników i sponsorów. Ale największe wrażenie zrobił belgradzki maraton. Wysiłek i trud biegaczy zmobilizował mieszkańców Trzciela do niezwykłej spontaniczności i finansowej aktywności. Jeden z trzcielan powiedział, że gdy usłyszał wywiad z biegaczami, szybko pobiegł do pobliskiego sklepu aby wrzucić pieniądze do puszki. I tak zapewne było z innymi mieszkańcami gminy. Niezwykła postawa Michała Nowaka i Krzysztofa Płonki budziła szlachetne działania i uwrażliwiała innych. Sam bieg, jak wspomina  Michał, był dla nich dużym wysiłkiem. Krzysztof pierwszy raz przebiegł maraton w całości, był to więc dla niego nie lada wyczyn. Natomiast wytrawny maratończyk – Michał Nowak, krótko przed biegiem miał kłopoty żołądkowe. Udział w biegu stał więc pod znakiem zapytania, bo odwodniony organizm był osłabiony. Michał jednak nie poddał się - „kilogram cytryn i spora porcja makaronu pomogły” jak wspomina w rozmowie. Biegł razem z Krzyśkiem, podawał mu żelki i napoje, wspomagał go rozmową. Ukończyli bieg z czasem 4.02.15 i był to bardzo dobry wynik. Męcząca była również cała logistyka tego maratonu, czyli testy covidowe w Poznaniu i w Belgradzie, oczekiwania na wyniki, różne zawirowania i ograniczenia czasowe. Wszystko jednak się udało, a pomoc dla Lilianki stała się faktem.

Rok temu Michał  wspólnie ze znajomymi zorganizował bieg dla Karola, niezwykły bieg, prawie podwójny maraton. To było trudne wyzwanie organizacyjnie i sportowo, ale miało szlachetny cel – pomoc dla niepełnosprawnego kilkunastoletniego chłopca z Trzciela, z miasta Michała Nowaka, Łukasza Merdy, Krzysztofa Płonki, Karola Dudarza. To właśnie oni i Ryszard Kubiak z Łodzi zebrali fundusze na specjalny trzykołowy rower dla Karola. A to marzenie chłopca i jego rodziców nie było tanie. Wspólny sportowy wysiłek wspaniałej ekipy pozwolił spełnić to, co wcześniej wydawało się nierealne. To biegowe wydarzenie było szeroko komentowane i nagłośnione przez media, a szczególnie przez telewizje – gorzowską i kołobrzeską. Cała ekipa, do której należały również żony biegaczy, Marta Merda – Nowak i Agnieszka Płonka, dokonała niebywałego wyczynu. Był to duży wysiłek dla wszystkich, ale dla Michała chyba największy. Biegł 80 km w upalny dzień przez nadmorskie miejscowości. Zaczął ten wyjątkowy maraton spod latarni w Kołobrzegu i biegł do latarni w Niechorzu. A potem był powrót do miejsca startu i wszystko odbyło się jednego dnia. Krzysztof Płonka wspomagał Michała, przebiegł z nim spore fragmenty trasy. Natomiast całą trasę pokonali rowerami Łukasz, Karol i Ryszard. Rowerem jechała również Agnieszka Płonka, zwłaszcza wtedy, gdy Krzysztof biegł. Niektóre odcinki trasy Krzysztof także przejechał rowerem. Bieg dla Karola był olbrzymim wysiłkiem ze wspaniałym zakończeniem. To Marta Merda – Nowak wybrała chłopca, dla którego odbył się wyjątkowy bieg w czasie, gdy wszyscy myśleli o własnym zdrowiu zagrożonym covidem – 19.

W czasie pandemii nie odbywały się zorganizowane maratony, przede wszystkim te zagraniczne. Pokrzyżowała ona biegowe plany Michała, nie było maratonów w Republice Południowej Afryki, w Berlinie, w Lizbonie. Trzcielski maratończyk zaczął spontanicznie organizować sobie biegi, nie mógł bezczynnie czekać na finał wirusowych obostrzeń. Późną wiosną ubiegłego roku, w samym środku pierwszego etapu pandemii Michał przebiegł 10 km wokół własnego domu i ogrodu. Były to dziesiątki nużących okrążeń , ale taka namiastka maratonu też była potrzebna. A później był półmaraton na padoku koło domu mamy Michała. Kibicował mu z balkonu p. Muszyński i pewnie podziwiał wytrwałość oraz sportową kondycję swojego dawnego sąsiada. Michał był spragniony maratonów, ich emocji i tej specyficznej sportowej adrenaliny. Wszystko się wtedy liczyło, każdy bieg był ważny. Brzmi to dziwnie, ale „dzięki pandemii udało mi się biec w wyjątkowej imprezie” - mówi Michał Nowak. W grudniu 2020 roku brał udział w Mistrzostwach Polski w Maratonie. Było to w miejscowości Olesno kolo Częstochowy. Natomiast w kwietniu obecnego roku biegł również w Mistrzostwach Polski, ale tym razem w stolicy polskiego maratonu, w Dębnie. Był to dla Michała trudny bieg, był  bowiem osłabiony po antycovidowej szczepionce.

 Przed nim jednak ważne maratony, ma nadzieję, że one odbędą się, przyniosą mu mnóstwo wrażeń i  satysfakcji. Zamierza 22 sierpnia biec w berlińskim półmaratonie, a 26 września pełny maraton w stolicy Niemiec na najszybszej trasie świata. Na niej bowiem ostatnio pobito wszystkie rekordy świata. Michał wierzy,  że właśnie tam pobije swój rekord na królewskim dystansie. A 13 listopada zmierzy się z kilometrami w Republice Południowej Afryki. Bardzo czeka na ten maraton.

 Wszyscy redakcyjnie życzymy Michałowi powodzenia!

 

  Jadwiga Szylar

Dla Lilki / Lilianki/

 

„Gdy już nie ma ratunku, zostaje zawsze jeszcze jedno – pobiec drugiemu na pomoc” – Maria Dąbrowska

                                                      Ty też możesz pomóc Liliance.

Dane odbiorcy – Fundacja Siepomaga, pl. Władysława Andersa 3, 61-894 Poznań

Numer rachunku – 86 2490 1028 3587 1000 0013 1219

Tytułem – Darowizna Lila Szmyt.

Lilka choruje na ataksję teleangiektazję. Jest to choroba postępująca i nieuleczalna, która prowadzi do inwalidztwa. Objawia się głównie zaburzeniami równowagi i brakiem koordynacji ruchowej, które wynikają z problemów z móżdżkiem. Obecnie Lilce może pomóc tylko intensywna rehabilitacja.

Zbiórka na Fundację Siepomaga aktywna będzie do 31.08.2021.

 

Cała historia Lilki – https://www.siepomaga.pl/lila-szmyt

 

 

 

 


 

 

 

 


 

 

            KAROLINA JEZIORSKA - SPECTRUM

 

Rozmowa z właścicielką Spectrum Fitness- Zdrowie- Uroda o tym, jak przetrwali locdawn

 i o planach na przyszłość.

 

  W czerwcowym numerze przeprowadziłam wywiad z fizjoterapeutą mgr Markiem Mielcusznym, pracującym właśnie w tym miejscu, które znane jest wszystkim dbającym o ciało, urodę i duszę. Rozmawiając z panem Markiem zdałam sobie sprawę, że Spectrum to wielki kompleks usług , który przetrwał locdawn. Rozmowa z właścicielką będzie o ludziach, nadziei i trudnościach, które przynosi rzeczywistość, ale Karolina Jeziorska da nam też receptę na zdrowie i dobry nastrój. Zaczynamy zatem...

 

- Spectrum działa już kilka lat. Tworząc swój klub kierowała się pani pasją, pragnieniem sukcesu zawodowego i finansowego czy innymi przesłankami?

- Głównie pasją, miałam misję. Pomysł zrodził się na studiach (studiowałam dietetykę i dodatkowo postanowiłam zrobić kurs instruktora fitness), chciałam aby jak najwięcej osób z mojego miasta podjęło aktywność fizyczną i zaczęło dbać o siebie i swoje zdrowie. I tak powstał klub, którego jestem właścicielką i w którym prowadzę prywatną praktykę dietetyczną.

 

- Czym tak naprawdę jest Spectrum? Miejscem, gdzie można poprawić swój wygląd, kondycję czy sposobem na relaks i rozwijanie pasji?

- Spectrum jest tym wszystkim, bo jest to siłownia, na której można poprawić swój wygląd i kondycję ćwicząc samemu lub z pomocą trenerów personalnych. Strefa naszej siłowni to doskonałe miejsce na rozwijanie swoich pasji, bo uczęszczają na nią, oprócz amatorów również osoby zawodowo związane ze sportem. Dla wielu osób Spectrum Fitness - zajęcia na siłowni, treningi są najidealniejszą formą relaksu i odskoczni od codziennego natłoku zajęć, obowiązków i stresów. Dużą zaletą tego miejsca jest jego kompleksowość, więc możemy skorzystać z siłowni, ale i spotkania z dietetykiem, który zadba o nasze zdrowie i wygląd, a gabinety kosmetologiczne sprawią, że nasza uroda zostanie podkreślona, poprawiona i upiększona. A na koniec wizyta w gabinecie fizjoterapeutycznym doda nam zdrowia, witalności, urody i  zrelaksuje nas.

 

- Skoro jest to miejsce o tak wielu możliwościach to, jak się domyślam, kadra musi być wykształcona i z różnorodnymi specjalizacjami.

- Spectrum jest naszym rodzinnym interesem. Ja prowadzę siłownię i jestem dietetykiem, moja siostra jest wykwalifikowaną kosmetolożką i zatrudnia dodatkowo stylistki paznokci. Jest Marek Mielcuszny – fizjoterapeuta, no i oczywiście mój narzeczony, który jest trenerem personalnym.

 

- Pani pasją jest dietetyka, proszę naszym czytelnikom coś więcej opowiedzieć.

- Od 6 lat pracuję w tym zawodzie. Pomagam osobom z nadwagą i otyłością, pokazując im, jak można zmienić nawyki żywieniowe, aby odzyskać zdrowie i ładny wygląd. W obecnych czasach, w których cały świat boryka się z problemami otyłości, która stała się chorobą cywilizacji, zapotrzebowanie na dietetyków stale rośnie. Chciałabym jak najwięcej osób zarazić zdrowym stylem życia. Praktykuję zasadę 90:10, gdzie 90% to zdrowe, pełnowartościowe posiłki, a 10% to przyjemności. Chciałabym także zmienić u ludzi postrzeganie słowa dieta- słowo często kojarzone z restrykcjami żywieniowymi, uczuciem głodu, wyrzeczeniami, odchudzaniem, a według mnie DIETA to tak naprawdę sposób odżywiania dostosowany do danej osoby, służący do osiąganiu przez nią zamierzonych celów.

 

- Spectrum rozwijało się, stało się ulubionym miejscem międzyrzeczan, a tu pandemia i zamknięcie firmy. Jak przetrwaliście ten trudny czas?

- To bardzo trudny okres. Pomoc i wsparcie najbliższych oraz wiadomości od klientów, że czekają na nas, podtrzymywały nas na duchu. Problemem było głównie to, że nikt nie wiedział, jak długo to potrwa. Wiele decyzji rządu było dla nas niezrozumiałych  i budziło frustrację, złość i bezsilność. Jesteśmy mocnym zespołem, wspieraliśmy się wzajemnie i nie poddawaliśmy się. Nie spoczęliśmy na laurach i mogę śmiało powiedzieć, że efektywnie wykorzystaliśmy ten czas poświęcając go na edukację, planowanie i marketing.

 

- Od 29 maja jesteście znowu otwarci, nikt jednak nie wie na jak długo. Jakie ma pani plany na najbliższą przyszłość?

- Myślimy optymistycznie i mamy nadzieję, że najgorsze już za nami. Mamy już pewne doświadczenie, więc w zależności od decyzji rządu, my będziemy podejmować odpowiednie działanie. Najbliższy czas planujemy wykorzystać efektywnie, a naszym priorytetem jest rozbudowa Spectrum Fitness – Zdrowie- Uroda.

 

              Dziękuję bardzo za optymistyczną wizję przyszłości Spectrum i życzę realizacji zamierzeń, bo miejsce to służy zdrowiu, urodzie i relaksowi. A kto tego w dzisiejszych czasach nie potrzebuje???

 

  Mariola Solecka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MIROSŁAW BUBLEWICZ 

- BRYDŻYSTA „KRÓLEM KIBICÓW”

 

Sportowa rywalizacja to jego pasja…

 

Jednym z pierwszych moich pomysłów kiedy rozpocząłem współpracę z „Powiatową” była organizacja konkursów na „Najlepszego Sportowca Powiatu” i „Króla Kibiców”. Ten pierwszy przetrwał dziesięcioletnią kadencję, a drugi zakończył żywot po dwóch latach. W obu tych konkursach najlepszym okazał się międzyrzeczanin Mirosław Bublewicz, z którym spotkałem się, by porozmawiać o jego sportowych zainteresowaniach.

 

- Cofnijmy się w czasie o dwadzieścia lat. Jak dziś wspominasz tamte konkursy, w których  dwukrotnie wywalczyłeś tytuł „Króla kibiców”?

- Po pierwsze, byłem młodszy o dwadzieścia lat, a same konkursy to była bardzo fajna zabawa.  Czytelnikom mniej zorientowanym nadmienię tylko, że nie rywalizowaliśmy na „stadionowe okrzyki czy przyśpiewki”, ale na szeroko rozumianą wiedzę o sporcie. Najpierw przez kilka miesięcy odpowiadaliśmy na pytania zamieszczane w „Powiatowej”, a później najlepsi spotykali się w konkursie finałowym, więc każdy kto czytał wasz miesięcznik miał szansę  wziąć w nim udział. Nie wiem jak było u moich ówczesnych rywali, ale w drodze eliminacji czy też w samym finale było mi może trochę łatwiej zamieszczać prawidłowe odpowiedzi (choć nie zawsze), albowiem od dziecka sport był i jest moją pasją. Ponadto dzięki namowom Tadeusza Wolniewicza - Mistrza Polski Kibiców z roku 1983 już wcześniej brałem udział w podobnych konkursach. Pamiętać jednak należy, że w tamtych latach wcale nie było tak łatwo z dostępem do informacji z bieżących wydarzeń sportowych, bo przecież nie było jeszcze Internetu, gdzie dziś można prawie wszystko wyszukać i tylu kanałów TV o tematyce sportowej. Stąd w moim domu od zawsze było dużo literatury i prasy sportowej. Pierwszy swój tytuł „Króla kibiców” - o czym przypominają mi stojące w biurze puchary - wywalczyłem w lutym 2000 r. w Przytocznej, a drugi rok później w Skwierzynie. Z tym drugim finałem przypomina mi się anegdota jak jeden z uczestników finałowej rozgrywki, główny rywal do tytułu, kiedy się witaliśmy, powiedział – myślałem, że ty w tym roku nie przyjedziesz!

 

- Obecnie,  pomijając twoją pracę zawodową, w regionie jesteś znany jako jeden z czołowych brydżystów…

- Swoją przygodę ze sportem rozpocząłem już w szkole podstawowej, a pierwszą dyscypliną, której poświęciłem sporo czasu były szachy! A stało to się dzięki Donacie Stefanowicz, nauczycielce języka polskiego, która potrafiła zaszczepić w nas zainteresowanie „królewską grą”. Z tamtego okresu pamiętam, że pragnąc posiąść jak najgłębszą wiedzę kupiłem sporo książek związanych z grą w szachy nawet w języku rosyjskim! Później w szkole średniej, kiedy miałem już za sobą „karierę szachisty” kolejną dyscypliną, którą się zainteresowałem był oczywiście brydż i sądzę dzisiaj, że to dzięki grze w szachy posiadłem umiejętność szybkiego przyswajania tajników brydżowych. A kiedy zacząłem tak „na poważnie” grać w brydża?.  Do pierwszego w mojej brydżowej karierze klubu trafiłem za namową  Władysława Biernata, a byli to „Budowlani” Murzynowo i grając właśnie z nim w parze odniosłem pierwsze znaczące dla mnie sukcesy. Następnie kolejnym klubowym przystankiem był międzyrzecki  Dom Kultury,  na co znaczący wpływ miał niezapomniany Kazimierz Reluga, wcześniej świetny piłkarz „Orła”, a później brydżysta. Ta moja przygoda z brydżem trwa już ponad czterdzieści lat z kilkuletnią przerwą, a to za sprawą mojej żony Ewy, która po urodzeniu drugiego dziecka wymogła na mnie jakby to dziś nazwać można - „tacierzyństwo”. Ale jak mówi przysłowie „jeżeli nie możesz wroga pokonać, to  musisz go do siebie przygarnąć”, więc idąc tą drogą szybko nauczyłem małżonkę grać w brydża i atmosfera domowa zmieniła się na plus. Teraz bowiem kiedy spotykamy się ze znajomymi to tworzymy rodzinną parę i możemy bez problemów rywalizować z nimi przy brydżowym stoliku.

- Czy oprócz brydża i szachów, które raczej kojarzone są bardziej z wysiłkiem umysłowym niż fizycznym interesowałeś się dyscyplinami sportowymi?

- Znamy się nie od dziś i nie sądzę, że zapomniałeś o tym, jak trenowałem pod „twoim okiem” kiedy byłeś szkoleniowcem „Orła” Międzyrzecz. Mówiono wówczas głośno, że dzięki moim całkiem niezłym jak na młody wiek umiejętnościom, sprawności ogólnej i warunkom fizycznym, miałem zadatki na dobrego piłkarza. W swoim sportowym CV mam zapisany nawet debiutancki występ w seniorskim zespole jak byłem jeszcze juniorem. Ja jednak postawiłem na brydża i sądzę, że chyba dobrze wybrałem. Dzisiaj, znając moje zamiłowanie do sportu wiesz, jak bardzo mnie kręci każda rywalizacja z akcentem sportowym. Bardzo pasjonuje mnie gra w badmintona, uwielbiam spływy kajakowe, zimą lubię jeździć na nartach i tu może cię zaskoczę - zapisałem się też na golfa! A kiedy tylko spotykamy się w większym gronie rodzinnym czy znajomych, to na bieżąco wymyślamy sobie sportowe konkurencje, żeby się nie nudzić, a wręcz odwrotnie, poprzez sportową rywalizację móc czynnie wypoczywać. 

 

- Już tylko dni dzielą nas od rozpoczęcia XXXII Letnich Igrzysk Olimpijskich, które z rocznym opóźnieniem mają się odbyć w stolicy Japonii Tokio. Jak sądzisz, czy na pewno i jak oceniasz szanse medalowe polskich sportowców?

 - Zaliczam się, podobnie jak ty,  do tej grupy fanów sportu, którzy bardzo liczą, że igrzyska olimpijskie jednak się odbędą, choć z dalekiej Japonii codziennie napływają niepokojące wieści co do poziomu pandemii w tym kraju. Władze MKOl mają trudny orzech do zgryzienia, jaką podjąć decyzję - czy widząc narastający opór ze strony wielu organizacji, w tym władz kraju Kwitnącej Wiśni, odwołać igrzyska, czy też nie. Może się powtarzam, ale uważam, że igrzyska powinny się odbyć w wyznaczonym terminie, przepadam bowiem za tego typu imprezami sportowymi, na które zwrócone są oczy niemal całego świata i nie tylko sympatyków sportu. Ja od lat nie opuściłem transmisji radiowej czy telewizyjnej ze znaczącej imprezy sportowej i nie miało tu znaczenia czy był to przekaz w dzień, czy w nocy. Ile to razy moi przełożeni w pracy musieli wysłuchiwać moich tłumaczyć z tego powodu. Powracając do Tokio - niepokoi mnie tylko, co z kibicami, ilu ich tak naprawdę zasiądzie na trybunach aren olimpijskich, czy ci co się na nich pojawią będą potrafili stworzyć taką atmosferą, która doda kolorytu sportowej rywalizacji. A, co do oceny szans polskich reprezentantów, trudno jest mi dać jednoznaczną odpowiedzieć, bo wyraźnych faworytów, jeżeli rozważamy zdobycze medalowe, nie widzę. To nie te czasy, kiedy kibice nie musieli zastanawiać się na kogo mogą liczyć, kto i z jakim medalem powróci do kraju, gdyż na długo przed wyjazdem na igrzyska mieli swoich faworytów. A teraz? Gdzie są dziś reprezentanci takich dyscyplin jak: boks, podnoszenie ciężarów, szermierka, zapasy, które przez lata były pewniakami, co do zdobyczy medalowych. Przedstawiciele tych dyscyplin nie reprezentują aktualnie zbyt wysokiego poziomu międzynarodowego, albowiem od lat zauważalny jest w nich znaczący regres. Dlatego teraz przyjdzie nam mocno trzymać kciuki za polskich siatkarzy oraz oczekiwać na miłe niespodzianki ze strony lekkoatletów, kajakarzy czy wioślarzy.

 

- Czy na koniec mógłbym cię prosić o kilka zdań na temat lokalnego sportu i problemów z nim związanych?

- Jako czynny jeszcze sportowiec nie chciałbym wypowiadać się na temat poziomu jaki dzisiaj  reprezentują moi koledzy z innych dyscyplin uprawianych w Międzyrzeczu. Wiem, że wszystko zależy od pieniędzy jakie łożone są na sport, a tych nigdy w naszym mieście nie było za wiele. Dlatego cieszę się, że dzielnie poczynają sobie siatkarze, a martwi mnie z kolei forma jaką od kilku lat reprezentują międzyrzeccy piłkarze. A jeżeli miałbym już na coś zwrócić uwagę - to zastanawiające jest to, że żaden z klubów nie prowadzi na większą skalę szkolenia dziewcząt, wszędzie brylują mężczyźni.

I już na koniec wiesz czego mi brakuje w naszej gminie? Brakuje mi ścieżek rowerowych, które na przykład  połączyłyby Międzyrzecz z Pszczewem, Trzcielem, czy też może nawet z Sulęcinem.      

 

Dzięki za rozmowę i życzę ci, twoim bliskim i znajomym sporo zdrowia w tak trudnym dla wszystkich czasie oraz kolejnych sukcesów nie tylko przy brydżowym stoliku.

 

Jerzy Rudnicki

 

 

 

 

 

 

 

 

Pożegnanie absolwentów SP 2 w Międzyrzeczu

           

Kolejni ósmoklasiści opuścili naszą szkołę. Ci wspaniali, młodzi ludzie, spędzili w „Dwójce” 8 lat, ucząc się, dorastając i rozwijając. Jesteśmy dumni, że mogliśmy Wam w tej drodze towarzyszyć!

 

Nasi tegoroczni absolwenci:

 

Klasa 8a: Hanna Bełz, Patrycja Czarniecka, Patryk Ebert, Victoria Ettaleb Salej, Paweł Grela, Huber Hałęza, Filip Kaczmarek, Konrad Kimel, Maria Kmieciak, Natalia Kowalczyk, Mateusz Krysa, Maciej Madziak, Natalia Matracka, Cyprian Mielczarek, Marta Mirowska, Karina Niedziela, Michalina Piątyszek, Agata Skrzek, Izabela Stankiewicz, Robert Staszewski, Martyna Szahun, Oskar Szukała, Lee Żdanowicz.

Klasa 8b: Julia Baranek, Huber Bielawski, Szymon Duda, Wiktoria Gawryłkowicz, Igor Gołost, Szymon Kosiba, Bartosz Krupa, Kamila Kuczyńska, Gracjan Lemański, Sebastian Lizoń, Marcin Milewski, Filip Nowosielski, Anastazja Olejnik, Wiktoria Piskorska, Anna Robak, Jan Rudnicki, Roman Savchenko, Oliwia Story, Mateusz Szadkowski, Anastasiia Yevstratova.

Klasa 8c: Aleksandra Andrys, Wiktoria Chrzanowska, Nadia Dondaj, Tomasz Galiński, Weronika Knych, Monika Kozdrowska, Marcel Krysa, Aleksandra Łunkiewicz, Kamil Marciniak, Dorota Pacuła, Paweł Pacuła,

Sylwester Pietrzak, Oliwia Pregdyś, Dagmara Sarzyńska, Aleksandra Sobota, Amelia Szewc, Martyna Walczyk, Julia Witczak, Filip Włodek.

 

Kochani absolwenci, dziękujemy Wam za trzy ważne lata spędzane każdego szkolnego dnia w SP2. Wspominamy te lata jako czas zdobywania przez Was bardzo potrzebnych w życiu umiejętności, ale także jako czas wspaniałych klasowych uroczystości, wycieczek, akcji ekologicznych i charytatywnych, wyjść do MOK-u na filmy, spektakle, konkursy. Z przyjemnością oglądamy Wasze zdjęcia w kolorowych kapeluszach na powitanie wiosny, jesieni czy te w barwach biało-czerwonych na uroczystościach państwowych. Bądźcie kochani, nadal uczcie się pilnie, szczególnie tego, co sprawia Wam dużą przyjemność. Starajcie się poradzić sobie w pokonywaniu życiowych trudności. Pamiętajcie, że blisko są przyjaciele, na których zawsze możecie liczyć.

Wasze wychowawczynie z klas I-III: Grażyna Błochowicz, Jolanta Bojarek, Ewa Kozińska, Beata Kwiatkowska

 

Kochani uczniowie klas ósmych!

Bardzo miło wspominamy ten czas spędzony z Wami. Dziękujemy Wam za zaangażowanie i za to, że zawsze mogliśmy na Was liczyć. Zamyka się pewien etap Waszej edukacji. Życzymy Wam z całego serca, żebyście dostali się do wymarzonych szkół i na wymarzone profile - żebyście odnaleźli tam miejsce dla siebie, spotkali wspaniałych przyjaciół oraz życzliwych, a jednocześnie wymagających nauczycieli.  
Bądźcie odważni - pokonywanie siebie jest źródłem rozwoju i radości. Nie bójcie się wyzwań. Sięgajcie po nowe doświadczenia. Życzymy Wam wytrwałości, radości oraz wielu sukcesów. Pamiętajcie też, aby w życiu zawsze zachować godność człowieka.

 

Wasi wychowawcy z klas IV-VIII: Beata Bartkowiak, Agnieszka Wolska-Purcel, Adam Bojko, Edyta Denisewicz

 

Kilka słów od naszych absolwentów:

 

Osiem lat temu przyszliśmy do pierwszej klasy. Poznaliśmy nowych kolegów i koleżanki. Zaczął się czas pierwszych przyjaźni oraz nauki. Dziękuję wszystkim nauczycielom za wytrwałość, przekazanie wiedzy i przygotowanie do życia. Chciałabym również podziękować klasie za cudowne chwile i wspomnienia, które zostaną z nami na długie lata.

 

***

Szkoła podstawowa to miejsce, w którym spędziliśmy osiem lat naszego życia, to kawał czasu, który niósł za sobą wiele radości i płaczu, poznawania nowych osób i odkrywania samego siebie. Pamiętam, jakie emocje towarzyszyły mi podczas pierwszego dnia w szkole: miałam wtedy siedem lat, byłam wszystkim zafascynowana i rozmyślałam, ile to jeszcze lat spędzę w tej szkolnej ławce SP2. Za kilka dni opuszczam mury naszej szkoły i rozpoczynam nowy etap w swoim życiu. Jak mogę podsumować ten cudowny okres? Nie dowierzam, że minęło to tak szybko. Na pewno zostało wiele wspomnień: wszystkie wycieczki klasowe, wyjazdy organizowane przez Panią Tereskę, które zawsze były pełne radości, ciepła i oczywiście świetnej integracji. Wiem, że w każdej chwili można było liczyć na nauczycieli, którzy darzyli nas ogromnym wsparciem i wyrozumiałością. Poznałam też mnóstwo pozytywnych ludzi. Jednym słowem: będzie mi tego brakować! Ta szkoła to miejsce, w którym nauczyłam się nie tylko dodawać i odejmować, ale też jak dobrze postępować i radzić sobie w tych trudniejszych sytuacjach, które przyniesie dalsze życie. Jednym słowem: ogromne DZIĘKUJĘ!

 

***

Będzie mi brakowało ludzi, z którymi wychodziłem na dwór, ludzi, których poznałem właśnie tu, w SP2. Jestem wdzięczny za taką klasę. Dziękuję nauczycielom, dzięki którym wiele się nauczyłem.

 

***

W liceum będę tęsknić za wszystkimi nauczycielami, a w szczególności za Paniami - Kasią Chmielewską,  Małgosią Szeremet i Beatą Bartkowiak. Będzie mi bardzo brakować szkolnego radiowęzła i przerw na boisku. W „Dwójce” powstały świetne wspomnienia i niesamowite przyjaźnie, za którymi będę bardzo tęsknić.

 

***

Będzie mi brakowało wspaniałej atmosfery i dobrego nastawienia nauczycieli. Będę tęskniła również za ciekawymi wycieczkami i znajomymi.

 

***

Najbardziej będę tęsknić za naszymi wygłupami klasowymi, za szkolnymi wycieczkami i spotkaniami. Dziękuję wszystkim nauczycielom za wytrzymanie z nami i miło spędzony czas. Bardzo fajnie się bawiliśmy przez te wszystkie lata i będę je miło wspominać.

 

 

Kochani, życzymy Wam wszystkiego dobrego na dalszej ścieżce edukacyjnej i życiowej, właściwych wyborów, dobrych ludzi wokół siebie, niegasnącej energii! Zawsze z przyjemnością będziemy Was gościć w „Dwójce”!

 

Dyrekcja, Nauczyciele, Pracownicy SP2

 

Zebrała i opracowała Aleksandra Biela

 

 

 

Spotkanie w Nowej Wiosce

Nowa Wioska znajduje się w powiecie świebodzińskim i leży w gminie Lubrza. Jest to urokliwa i zadbana wieś z wyraźnym akcentem turystyczno – wypoczynkowym. Wójt gminy Lubrza, pół żartem pół serio  stwierdził , że pewnie niedługo będzie nazywała się Najpiękniejszą Wioską. Rzeczywiście urody nie można jej odmówić. I właśnie w tej miejscowości 8 czerwca odbyło się uroczyste podpisanie umów na realizację zadań  publicznych pod tytułem – „ Lubuska Odnowa Wsi  na rzecz rozwoju obszarów wiejskich w województwie lubuskim”. W wiejskiej świetlicy, w gościnnej atmosferze, kilkunastu zleceniobiorców z powiatów międzyrzeckiego i świebodzińskiego podpisało umowy na rzecz swoich stowarzyszeń lub organizacji pozarządowych. Był to efekt złożonych wcześniej ofert w ramach konkursu ogłoszonego przez Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego. Oczywiście dotyczyło to ofert przyjętych,  zaakceptowanych, spełniających wszelkie regulaminowe warunki. Na realizację zadań można było otrzymać maksymalnie 10000 zł. Kwoty były jednak różne, zależało to od złożonych wniosków. W ogóle w tym roku w całym województwie lubuskim złożono około 260 wniosków, a środki finansowe przyznano 88 ofertom. W tej wyjątkowej radosnej uroczystości uczestniczyli: wicemarszałek województwa lubuskiego – Stanisław Tymczyszyn, dyrektor departamentu – Arkadiusz Dąbrowski, radny Sejmiku Wojewódzkiego – Zbigniew Kołodziej, radna  Rady Powiatu Świebodzin – Jolanta Starzewska, wójt gminy Lubrza – Ryszard Skonieczek oraz sołtys Nowej Wioski – Agnieszka Ambrożak. Sporą grupą byli zleceniobiorcy, licznie reprezentowana była gmina Trzciel. Z tej gminy wsparcie finansowe na realizację zadania publicznego w obszarze na rzecz rozwoju obszarów wiejskich otrzymali – Ochotnicza Straż Pożarna w Brójcach, stowarzyszenie  „Trzcielscy Seniorzy”, klub sportowy „Chrobry” Brójce oraz trzcielski klub zapaśniczy „Orlęta”.

W trakcie spotkania w Nowej Wiosce były przemówienia, podziękowania, informacje dotyczące gminy Lubrza oraz istoty konkursu i jego celów. Gospodarze imprezy zapewnili gościom kawę, słodki poczęstunek z miejscowej cukierni, a przede wszystkim przyjemny i życzliwy klimat. Lubuski Urząd Marszałkowski  w Zielonej Górze nie pierwszy raz w ten szczególny sposób zadbał o organizacje pozarządowe z terenu swojego województwa. I to podkreślali wszyscy zleceniobiorcy. Uroczystość zakończyła się wspólnym pamiątkowym zdjęciem.

Jadwiga Szylar

                                                                    

 

 

 

JAK MIŁO BYŁO W OBRAWALDE  (część 2)

 

Relacja z lat 20. i 30. zapisana przez Leona Wabinskiego, przedwojennego mieszkańca Obrzyc.

 

Dzieciństwo to kraj, przez który podróżujemy nieświadomie.

Dotarłszy do granic, oglądamy się i nagle widzimy pejzaż.

Ale jest już za późno.

                                                                 Éric-Emanuel Schmitt

 

W sali reprezentacyjnej [w budynku administracji- przyp. tłum.] odbywały się bale, przedstawienia teatralne i projekcje filmowe. Mieszkańcy Obrawalde po ciężkiej pracy prowadzili również aktywne życie towarzyskie. Było więc wiele rozrywek, takich jak gry w kręgle, imprezy dla dzieci i wieczorki na łyżwach. Wciąż pamiętam, jak moi rodzice opowiadali mi o wspaniałych wydarzeniach w tej sali w latach dwudziestych. Na przykład o przedstawieniu, podczas którego pięknie wykonany lśniący księżyc w pełni  na niewidzialnym sznurze przemierzał swoją orbitę w ciemnej sali kinowej i wszyscy z towarzyszeniem orkiestry śpiewali piosenkę: „Dobry księżycu, ty wschodzisz tak cicho ...” („Guter Mond, du gehts so stille…”) lub jak mój ojciec grał na scenie niemowlaka w wózku z wielkim smoczkiem w ustach.

W tamtych czasach personel w Obrawalde składał się głównie z nowożeńców, którzy chcieli po prostu cieszyć się życiem po trudnych latach pierwszej wojny światowej i późniejszej inflacji.

Do budynku administracji był dobudowany budynek mieszkalny w stylu szwajcarskim z czterema mieszkaniami dla urzędników. Cały teren szpitala był dla nas, dzieci, placem zabaw. Przednie i tylne bramy były cały czas otwarte, nie było strażnika, który by ich pilnował. Zawsze panował duży ruch na uliczkach wewnątrz i na zewnątrz szpitala – jak to się mówi: „drzwi się nie zamykały”. Dzieci z tzw. „oddziału dla kalek” i „oddziału sanatoryjnego” chodziły ze swoimi opiekunkami na spacery do sąsiedniego lasu sosnowego lub na basen. Bardzo często śpiewały maszerując. Podczas zabawy często musieliśmy uskakiwać przed jadącym ręcznym wózkiem, który wiózł jedzenie dla pacjentów ze szpitalnej kuchni do poszczególnych oddziałów. W pierwszych latach [po I wojnie światowej- przyp. tłum.] dla personelu i jego rodzin dodatkowo było mięso i kiełbasa, a także chleb i bułki ze szpitalnej kuchni. Matka odbierała z nami przydziałowe mięso i kiełbasę w torbie, na której wyhaftowała nasze imiona. Pamiętam, jak patrzyliśmy wielkimi ze zdumienia oczami na ogromne kotły parowe, które stały w kuchni szpitalnej. Pierwszego dnia każdego miesiąca rodzice razem z wypłatą dostawali kartki na żywność. My, dzieciaki, zawsze mieliśmy obowiązek odbierania chleba i bułek dla całej rodziny. Po drodze robiliśmy palcami dziury w jeszcze świeżym cieście bułek lub chleba. Z tego powodu w domu matka nas karciła. Często z wielką ochotą nadeptywaliśmy na gumowe węże z wodą, leżące na trawnikach. To powodowało, że ustawał strumień wody, który podlewał rośliny i ogrodnik Kiesewetter łajał nas i wygrażał, gdy nas przyłapał. Szaleliśmy też w przyległym do szpitala lesie sosnowym, rzucając się sosnowymi szyszkami i bawiąc się w podchody. Na pięknych polanach i pagórkach Obrawalde zimą jeździliśmy na sankach. Wciąż z rozczuleniem wspominam moich towarzyszy zabaw Edeltrauda i Erharda Hinza.

Jako małe pędraki, moja siostra i ja, wpadliśmy do piwnicy szpitala. Mieliśmy trzy i cztery lata, i patrzyliśmy z uliczki przez otwarte okno piwnicy, które nagle uchyliło się, a my straciliśmy równowagę i wpadliśmy do środka. Krzyknęliśmy, ale nikt nas nie słyszał. Na szczęście pod oknem stał stół i krzesło i moja siostra zdołała wyślizgnąć się przez okno własnymi siłami. Próbowałem też się przecisnąć, ale okno było za małe a mój gruby tyłek ciągnął mnie w dół. Na szczęście po chwili nadszedł pacjent i moja siostra poprosiła go o pomoc. Nazywano go Piotrem, ponieważ miał długą brodę, jak św. Piotr i ciągle opowiadał dzieciom o Bogu. Wydostał mnie. Z miejsca pobiegliśmy do domu do naszej płaczącej matki. Ta przygoda wywarła na mnie głębokie wrażenie, ponieważ wiązała się z ogromnym strachem.

My, małe dzieci, często mieliśmy głowę pełną głupich pomysłów, ale także i sporo wyobraźni. Tak więc bawiliśmy się w „dentystę”. Na korytarzu, który dzielił nasze mieszkania, stał duży kosz podróżny. „Pacjent” musiał na nim usiąść i szeroko otworzyć usta. „Lekarz” spoglądał na zęby, pytał, który boli i rozpoczynał leczenie. Nagle z dna kosza podróżnego następowało gwałtowne dźgnięcie i „pacjent” podskakiwał z siedzenia przerażony, ponieważ towarzysz zabaw, ukrywający się w koszu, wbijał „pacjentowi” igłę w tyłek.

Wkrótce ja i moja siostra poszliśmy do przedszkola, do siostry Marianny. Każde z nas dostawało od mamy małą skórzaną torbę śniadaniową, do której wkładała kanapkę i małą butelkę mleka. Później [po skończeniu przedszkola- przyp. tłum.] poszliśmy do szkoły podstawowej w Obrawalde, w której przez pierwsze cztery lata uczył nas nauczyciel Stolpe i nauczyciel Gaumer. W 1935 roku opuściliśmy Obrawalde. Miałem 12 lat, gdy przybyłem do dużego miasta - do Wrocławia na Śląsku.  Bardzo trudno było mi się wtedy przyzwyczaić do nowego miejsca.

 

Katarzyna Sztuba - Frąckowiak

 


 

 

 

Rodzinny piknik – „Bliżej siebie”

 

12 czerwca na skwerku przy Obrze zwanym przez mieszkańców Kaczym dołkiem odbył się piknik rodzinny. Organizatorem było Centrum rozwoju „Bliżej siebie”, którego siedziba mieści się właśnie w tym miejscu. Pomysł corocznych pikników powstał w 2019 r. i wtedy odbyła się też pierwsza impreza. Jednak w zeszłym roku z powodu pandemii nie doszło do zabawy. Tym razem organizatorki nie chciały dać za wygraną, a pomysł wspólnej aktywności, po tak długim okresie izolacji, spodobał się mieszkańcom.

Centrum rozwoju „Bliżej siebie”, to firma, która powstała prawie cztery lata temu. Prowadzi ją Paulina Ciesielczyk -Olanin – pedagożka, socjoterapeutka, instruktorka masażu dla niemowląt. Działalność zajmuje się przede wszystkim organizowaniem i prowadzeniem przeróżnych zajęć dla dzieci. Można przyjść tam już z noworodkiem, by nauczyć się masażu Shantala, niemowlęta są „otulane dźwiękiem” na grupowych zajęciach muzycznych, dzieci powyżej 10 miesiąca mogą doznawać wszystkimi zmysłami na warsztatach sensorycznych, a te, które skończyły 1,5 roku skaczą, tupią i tańczą na zajęciach ruchowych. Młodsze przedszkolaki mogą rozwijać się twórczo na „Plastyce smyka”, a starsze biorą udział w logorytmice, rozwijając swoją mowę z neurologopedką. Także starsze dzieci znajdą coś dla siebie, bo w ofercie są także w zabawy jogowe i relaksacyjne. Maluchy, które nie uczęszczają jeszcze do żadnej placówki, są zapraszane do Akademii malucha lub na zajęcia przygotowujące do przedszkola. Trzeba przyznać – jest w czym wybierać!
Cała kadra Centrum ubrana była tego dnia w wielobarwne koszulki podarowane im w ramach współpracy przez Dworzec Tworzec. Wszystkie, to pedagożki i specjalistki w swoich dziedzinach – kobiety z ogromną pasją i pogodą ducha, a było to widać na pikniku. Na jednym z portali społecznościowych, obok licznych podziękowań za imprezę, pewna mama napisała tak: „My byliśmy NOWI i bardzo nam się podobało. Jesteśmy pod wrażeniem. Panie urocze, przemiłe, zorganizowane i zaangażowane w swoją pasję. Zarażają uśmiechem, pozytywną energią… Zabaw, śmiechów, śpiewów i szaleństw było na miarę każdego małego lub większego maluszka. (…) Czarodziejki jednym słowem! Zaczarowałyście świat mojego dziecka”!

Piknik nie był zwykłym festynem, zabawy były przemyślane i zaplanowane. Jak mówi Paulina Ciesielczyk -Olanin „chciałyśmy pokazać innym, jak można spędzać wspólnie czas w sposób kreatyny, rozwijający i twórczy, a zarazem świetnie się bawić. Misją całej naszej działalności jest bycie „bliżej siebie”: bliżej społeczności, rówieśników, ale przede wszystkim bliżej rodziny i dzieci. W naszej pracy skupiamy się na relacjach, dlatego ten piknik jest dla nas tak ważny”.
A trzeba powiedzieć, że rzeczywiście było rodzinnie – w pikniku brały udział dzieci w różnym wieku (najmłodsze to zaledwie kilkumiesięczne niemowlęta), ich rodzice, a nawet dziadkowie.

Ewa Skrzek-Bączkowska, która na co dzień prowadzi w Centrum zajęcia muzyczne i jogę dla dzieci zapraszała do wspólnego śpiewania i grania na instrumentach. Do dyspozycji były bębny, marakasy czy janczary. Na gitarze i na ukulele przygrywała Paulina Skrzek – studentka pedagogiki. Obok zabaw z dźwiękami były też konkurencje sportowe. Karolina Kaczmarek – prowadząca zajęcia „Sprawny maluch” – nadzorowała wysiłki maluchów, które z zaangażowaniem pokonywały tor przeszkód. Kawałek dalej Anna Ciągło – w Centrum specjalistka od plastyki – zachęcała do swobodnego tworzenia przy pomocy pędzli, farb w sprayu, ale także małych paluszków. Dzieci miały możliwość malowania na dużym formacie, a także na folii przytwierdzonej do drzew. Tuż obok Marta Kopczyńska robiła duże bańki. Dzieci były zachwycone, że również same mogły spróbować swoich sił, w tym wcale nie tak łatwym zadaniu. Były też zabawy z chustą animacyjną i tańce. Przy okazji pikniku można było również zobaczyć, a właściwie poszaleć, w samym Centrum rozwoju: maluchy miały do dyspozycji basenik z kulkami, klocki, zjeżdżalnie, a ściany zdobiła galeria zdjęć z przeróżnych warsztatów. Do zabawy zapraszały Grażyna Ciesielczyk oraz Blanka Cieślewicz – studentka psychologii. Wszędzie widać było niebieskie baloniki z logo Centrum. Do pikniku przyłączyła się także pobliska restauracja PM pizza, która zaproponowała uczestnikom specjalną promocję na pizzę z lemoniadą. Podczas imprezy zagrały też na gitarach uczennice szkoły muzycznej pod kierownictwem Zdzisława Musiała. Piknik został zwieńczony zajęciami sensorycznymi. Dzieci mogły dowoli bawić się mąką, kaszą, kolorową soczewicą, cynamonem, suszoną papryką – testować ich faktury, zapachy, możliwości

Trzeba przyznać, że impreza wyjątkowo się udała: dopisała i pogoda, i frekwencja, a szczęśliwe i uśmiechnięte buzie dzieci były najlepszą recenzją. Wszyscy czekamy już na kolejny piknik, choć z żalem informujemy, że będzie to dopiero za rok!

 

Paulina Ciesielczyk –Olanin

Zdjęcia – Artur Anuszewski

 

 

KONCERT W BLEDZEWIE

W sobotę 12 czerwca 2021 r. pogoda nie była zbyt zachęcająca, wiał wiatr i zbierało się na deszcz. Mimo to na rynku w Bledzewie odbył się plenerowy koncert uczniów szkoły muzycznej, którzy przyjechali, aby cieszyć ucho mieszkańców malowniczej wioski. Uczniowie i nauczyciele Państwowej Szkoły Muzycznej w Międzyrzeczu zostali zaproszeni przez samą panią Wójt Bledzewa Małgorzatę Musiałowską. Małe wiolonczelistki z klasy wiolonczeli p. Katarzyny Winkiewicz zaprezentowały utwory „Ciemna nocka”, „Dwa małe osiołki”, „Zamyślenie”. Zespół smyczkowy pod czujnym okiem nauczycielki skrzypiec p. Agnieszki Wendy wykonał „Kanon”, „Kolorowy wiatr”, „Heigh-ho”. Saksofoniści z klasy p. Czesława Nowakowskiego zagrali „Sambossa”, „My heartwill go on”, „Kilingme softly”.

Na urokliwym bledzewskim rynku popłynęły nuty muzyki klasycznej i rozrywkowej. Publiczność dopisała, rozpoznając stare szlagiery grane przez dzieci i klaszcząc w rytm. Były brawa i słowa uznania dla małych muzykantów, którzy poświęcili wiele godzin żmudnej pracy na przygotowanie się do występu. Niestety, w trakcie występów z nieba lunął deszcz, a podmuch mocnego wiatru zabrał nuty z pulpitów. Wtedy Pani Wójt zadecydowała, że zabierze uczniów i nauczycieli do przytulnej biblioteki przy rynku na słodki poczęstunek. Dzieci były zachwycone przygotowanymi dla nich ciepłymi napojami, sokami, goframi i przepysznymi ciastami z bledzewskiej cukierni.

Mali muzycy koncertowali już w wielu miejscach, ale jeszcze im się nie zdarzyło, żeby ktoś ich tak ugościł i tak podziękował za włożony w koncert trud. Tego dnia aura w Bledzewie była chłodna, ale za to przyjęcie ze strony Pani Wójt i mieszkańców gorące. Ten koncert na zawsze zapisze się we wdzięcznej pamięci małych muzyków.

Katarzyna Sztuba - Frąckowiak

   

Czy dobrze mieć sąsiada?

 

            Dawno temu Halina Kunicka śpiewała piosenkę „Jak dobrze mieć sąsiada” … i pewnie w tamtych, zamierzchłych trochę czasach, sąsiedzi żyli jak rodzina. Musiało coś w tym być, bo nawet moi ukochani Francuzi przywiązywali tak dużą wagę do stosunków sąsiedzkich, że ustanowili La fete des voisins czyli święto dobrych relacji sąsiedzkich – Dzień Sąsiada.

Kocham Francję, więc podoba mi się ten pomysł i muszę przyznać, że z moimi sąsiadami żyję dobrze. Spotykam się nawet z koleżankami z klatki schodowej i urządzamy sobie babskie pogaduchy. Z pozostałymi mieszkańcami wymieniamy grzecznościowe ukłony i ucinamy krótkie rozmowy. Pamiętam jednak czasy, gdy nie było tak różowo i jedna z sąsiadek „umilała” mi życie nasyłając na mnie policję, grożąc mi, nagrywając każdy mój krok. Pani owej nie podobały się moje psy, które choć duże,  nie wydały ze swoich gardzieli żadnego dźwięku, ale pani czuła się zagrożona, więc uznała, że muszę poznać też to niemiłe uczucie. Psy są w krainie za Tęczowym mostem, pani też zniknęła i życie toczy się spokojnie. Do tematu relacji sąsiedzkich wróciłam, bo dostałam wiadomość od mieszkańców Obrzyc, którzy opowiadają mi o swoim blokowym horrorze. Mieszkający tam ludzie proszą mnie o pomoc wierząc w siłę prasy lokalnej i mój sentyment do Obrzyc.

Piszę więc o ich życiu wystawionym na próbę. Z listu wynika, że obrzyczanie mieszkający w jednym z bloków przed szpitalną bramą, mają problem z sąsiadem. Sąsiad, pan w sile wieku, mieszka nie za daleko, ale i nie za blisko w wybudowanym domku. W domku, jak to w domku- jedni mają koty, inni świnki morskie, a pan ma pieska. Piesek lubi przeraźliwie szczekać o każdej porze dnia, a nawet nocy. Najbardziej psinka upodobała sobie koncerty w godzinach nocnych i nad ranem. Pies musi być zdrowy i silny, bo słychać go w oddalonym nieco od posiadłości bloku nawet wtedy, gdy mieszkańcy mają zamknięte okna. Nie pomogły niestety prośby do właściciela, piesio szczeka i szczeka. W bloku, o którym mowa, mieszka kilku emerytów, którzy marzą o spokoju, ale i trochę ludzi aktywnych zawodowo, którzy z kolei chcą po pracy odpocząć.

            Wiem, że prawda leży gdzieś pośrodku, wiem też, że tyle spojrzeń na sprawę, ilu patrzących ludzi. Jeden powie jak w Pawle i Gawle u Fredry - „Wolnoć Tomku w swoim domku”, inny zanuci smutno tekst Osieckiej „Jak dobrze mieć sąsiada, on wiosną się uśmiechnie, jesienią zagada”, bo w bloku, na osiedlu czy w sklepie spotykamy zarówno takich fredrowskich Pawełków - spokojnych, którzy nie wadzą nikomu, jak i Gawłów, którzy wymyślają najdziksze swawole. Co zrobić? Naiwnie wierzę, że można się dogadać, pójść na kompromisy i dać sobie wzajemnie szansę na spokojne życie. Pamiętajmy, drodzy mieszkańcy bloków i domków jednorodzinnych, że każdy z nas jest tylko częścią malutką, niewielką tego świata i że każdy ma prawo do życia w spokoju. Kochamy zwierzęta, ale to człowiek jest najważniejszy.

 

    Moim obrzyczanom życzę sąsiedzkiej przyjaźni i wzajemnego zrozumienia, bo życie jest tylko chwilą...

 

  Mariola Solecka

 

                                                          

   

Piłka nożna

   

      Piłka w ostatnim czasie odmieniana jest przez wszystkie przypadki. Toczą się mecze Euro 2020, piłkarze grają ostatnie mecze w lokalnych ligach i klasach. Prawdziwi kibice muszą się uwijać i znaleźć czas na wszystko. Za kibiców naszej reprezentacji uważa się większość Polaków.

Pomagają w tym media centralne i lokalne. Przewidywania co do składów drużyn i wyników meczów pokazywane są na pierwszych stronach nie tylko sportowej prasy. Wiadomości wszelkiego rodzaju rozpoczynają się od sportu i to od meczów, które dopiero mają się odbyć. Mały balonik pompowany jest do potężnych rozmiarów. Niektórzy moi znajomi, których nie posądzałem o znajomość sportu, a piłki szczególnie, zaskakują mnie znajomością składów nie tylko polskiej reprezentacji, a i dyskusja z nimi to nawet odbywa się na prawie równej płaszczyźnie. Pierwsza porażka na Euro ze Słowakami wcale nie zmieniła wiary w naszych Orłów. Ja należę do mniejszości, gdyż nie byłem zbytnim optymistą przed rozpoczęciem mistrzostw, a po porażce zatraciłem wiarę w sukces. Podyktowane to było analizą wyników meczów kontrolnych, rotacją składów w poszczególnych meczach i przede wszystkim sposobem gry. Trener Sousa nie wziął pod uwagę mentalności naszych reprezentantów. Wiem, że kibice powiedzą o osłabieniach naszej kadry spowodowanej kontuzjami zawodników. Taka sytuacja dotyczy większości państwowych reprezentacji. Ponadto przypominam, że nasi dwaj napastnicy, o których najwięcej dzisiaj mówi się z powodu ich braku, jeszcze przed kontuzjami nie byli czołowymi postaciami kadry. Najważniejsze czego mi brakuje w naszej reprezentacji to DRUŻYNY. Po raz kolejny mówię, że to jest widoczne na każdym kroku, a już określanie naszego kapitana najlepszym piłkarzem świata to jakieś nieporozumienie. Bardzo podobało mi się stwierdzenie z siatkówki „są zawodnicy, którzy trzęsą drzewami i są, którzy zbierają gruszki”, czyli są piłkarze, którzy robią czarną robotę i ci, którzy strzelają bramki. O tych pierwszych mało się mówi, a śmietanka spijana jest przez drugich. Dotyczy to także piłki nożnej i innych dyscyplin sportu. Życzyłbym sobie, żebym musiał wycofywać się z wcześniej  napisanych słów. Oznaczałoby to sukces naszej drużyny. Niezbyt w to wierzę, ale mała iskierka nadziei jest, wszak nadzieja umiera ostatnia. Z tym, że wynik meczu z Hiszpanią jeszcze nic nie będzie wyjaśniał, mimo że jest to tak zwany mecz o wszystko. W międzyczasie pojawiają się komunikaty z PZPN. Każdy z nich jest śmieszniejszy od poprzedniego. Teraz są na etapie żałosnym. Co będzie po meczu. Z pewnością nie pean pochwalny. Tutaj pozostawiam miejsce na podsumowanie w/w meczu. Pozostajemy jeszcze w grze. Remis z Hiszpanią na pewno jest sukcesem. Tylko trzeba sobie zdać sprawę, że reprezentanci z Półwyspu Iberyjskiego nie są dobrze do mistrzostw przygotowani. Nasi zawodnicy początkowo bali się rywali. Dopiero kiedy zorientowali się, że nie taki diabeł straszny, zaczęli atakować z większym animuszem. Gra naszego kapitana była ani dobra, ani zła, zrobił swoje czyli zdobył upragnioną bramkę, czyli zebrał symboliczną gruszkę, ale nie wykorzystał innych możliwości, a miał szansę na poprawienie wyniku. Muszę jednak przyznać, że z Hiszpanią grała już drużyna, co mnie zaskoczyło i ucieszyło Najlepiej poczekać z oceną do ostatniego meczu ze Szwecją. Wtedy będziemy wiedzieli, w którym miejscu jest nasza piłka.

      Piłka w wydaniu lokalnym też jest interesująca. Tą lokalną interesuje się mniej kibiców, chociaż wcale nie musi ona być mniej zaangażowana. Pomijam oczywiście umiejętności czysto piłkarskie. Niektóre klasy rozgrywkowe zakończyły już sezon. Wydawać by się mogło, że kwestia awansów i spadków zostały już rozstrzygnięte. Nic z tego. Jeszcze weryfikacja gier, a i zawsze można powiększyć ilość drużyn w danej grupie. Od czego to zależy pozostawiam domysłom czytelnikom Powiatowej. Jest jeszcze ewentualność wycofywania się drużyn z dotychczasowej klasy rozgrywkowej. Wszystko okaże się przed nowym sezonem. Podam tylko państwu, że dwa lata temu nikt w Okręgowym Związku nie potrafił mi powiedzieć w jakim stanie będą rozgrywki A i B klasy. Czy coś od tego czasu się zmieniło? Czas pokaże. Ocenę jeszcze nie końcową z powyższych powodów rozpocznę od Pogoni Skwierzyna, która występuje w Jako IV lidze grupa lubuska. Zajmując 17 miejsce wśród 19 drużyn i 1 mecz do rozegrania nie ma możliwości przesunięcia w tabeli, ani wyżej, ani niżej, a to oznacza po prostu spadek do niższej klasy rozgrywek. Na to zapowiadało się już od dawna, co ze smutkiem zapowiadałem. Piłkarzom Pogoni życzę aby „kwarantanna” w okręgówce trwała rok. W Jako klasa okręgowa grupa Gorzów od  początku do końca rozgrywek na fotelu lidera usadowił się zespół Budowlanych Murzynowo. W pierwszej kolejności należą się ogromne brawa piłkarzom, działaczom i całemu sztabowi szkoleniowemu. W całych rozgrywkach wygrali 26 meczów, 5 zremisowali i jeden raz zeszli z boiska pokonani. Rewelacyjna jest też zdobycz bramkowa, gdzie potrafili strzelić rywalom132 gole sami tracąc 25. W drugiej rundzie było małe zachwianie z formą, ale efekt finalny to upragniony awans. Teraz tylko poprawa drobnych mankamentów i podbój wyższej klasy rozgrywek. Drobne nieporozumienia na wielu płaszczyznach, o których raz po raz się słyszało, należy puścić w niepamięć. Redakcja Powiatowej BUDOWLANYM gratuluje i życzy dalszych, jeszcze większych sukcesów. Drugą drużyną z naszego powiatu na tym szczeblu jest drużyna GKP Pszczew. Dużą niespodzianką na plus są pszczewianie. Jeszcze nie tak dawno w artykułach dopingowałem do lepszej postawy. Młody szkoleniowiec Adrian Kinal wykrzesał ze swych podopiecznych zadziorność i zmienił taktykę, która im bardziej odpowiadała. Ogólnie 9 miejsce z 14 zwycięstwami i 2 remisami na dzień dzisiejszy to sukces. Jeśli nie dojdzie do większych przetasowań w drużynie, to przyszłoroczne rozgrywki mogą być jeszcze lepsze. Trzeci zespół to Orzeł Międzyrzecz. Międzyrzeczanie zawiedli na całej linii. Dla nikogo nie była zrozumiana sytuacja z trenerami. Był trener, który rządził i dzieli, ale go nie było. Był trener,  ale nie miał nic do powiedzenia. Może to jest niezrozumiałe nie tylko dla mnie, ale i dla kibiców i zawodników też. Na odprawach z trenerem „którego nie było” mięso latało w takich ilościach, że pół Międzyrzecza mogłoby się najeść. Do tego latające butelki (plastikowe) nie zawsze puste. Niektórzy piłkarze musieli okładać się lodem. Trener, którego nie było ale był, nie dopuszczał do siebie żadnych uwag, a nie daj Boże jak była to krytyka. Pocieszające jest to, że dwa ostatnie mecze grane były bez niego. Czy coś się zmieniło? W grze to jeszcze niewiele, ale atmosfera całkowicie. Piłkarze zaczęli strzelać bramki. Na koniec drużyna Zjednoczonych Przytoczna. Piłkarze Zjednoczonych spisali się słabo. Złożył się na to przede wszystkim brak młodych, ale doświadczonych zawodników. Nie ujmując nic zawodnikom doświadczonym, którzy przez pół spotkania dawali sobie kondycyjnie radę, ale później zwyczajna klapa. Trener moim zdaniem przygotował zespół dobrze. Stare porzekadło mówi „tak krawiec kraje jak mu materii staje”. To  stwierdzenie w całości do drużyny z Przytocznej się odnosi. W całym sezonie Zjednoczeni zebrali 31 pkt. po 10 wygranych i 1 remisie. Z tym dorobkiem uplasowali się na 15 – spadkowym miejscu. Nie ma zbytnio nadziei na utrzymanie, ale nigdy - zwłaszcza w sporcie - nie można używać słowa nigdy. Klasa A Gorzów (Słubice) to kolejni przedstawiciele naszego powiatu. Sytuacja obydwu jest diametralnie różna. FC Kursko to moim zdaniem wielka niespodzianka na plus. Po zeszłorocznych kłopotach pod każdym względem stanowili dobrze poukładany zespół. Gra w tym zespole to wielka satysfakcja dla piłkarzy i szkoleniowca. Przy okazji zapowiadają w kolejnym sezonie jeszcze lepszą grę i pozycję w tabeli. Sezon zakończą 27 czerwca na boisku lidera w Lubiechni Wielkiej. Oby nie opuścił ich optymizm. Mały pstryczek należy się piłkarzom FC za to, że nie pojechali na mecz do Kowalowa. Piłkarzom ASA Pieski pochwały się nie należą. Od samego początku sezonu nic im sportowo nie wychodziło. Pierwszy punkt zdobyli w siódmej kolejce, a do dzisiaj nazbierali ich 13 w 3 wygranych i 4 remisach. Tak skromny dorobek plasuje ich na ostatnim miejscu w tabeli i nic nie wskazuje, żeby po ostatniej kolejce coś się zmieniło. Klasa A Gorzów (Drezdenko). GKS Bledzew otwiera tabelę i tylko jakiś kataklizm może im tę 1 lokatę zabrać. Przyjemnie się pisze jak piłkarze, którym sprzyjasz, wygrywają. Po prostu wielkie gratulacje i do zobaczenia w klasie okręgowej. Widać, że w Bledzewie sukcesywnie pracowano z drużyną i efekty są znakomite. Brawo, brawo, brawo. Rezerwy Zjednoczonych Przytoczna nie dały rady utrzymać się na tym poziomie, ale działacze podkreślali, że oni przygotowują się do gry w pierwszym zespole. To nic nie dało, gdyż pierwszy zespół mówiąc kolokwialnie też leci. A może wszyscy przeliczyli się z możliwościami finansowymi, personalnymi i sportowymi. Klasa A Zielona Góra I i nasz jedynak Obra Trzciel. Od samego początku rozgrywek piłkarze z Trzciela usadowili się w środkowej części tabeli i tylko drobne wahnięcia pokazywały ich istnienie. Wszystkie mecze, które teoretycznie  mieli wygrać, wygrywali, z wyżej plasującymi się w tabeli ponosili porażki. 10 lokata na dzisiaj odpowiada ich umiejętnościom. W nowym sezonie ma być lepiej. Klasa B Gorzów (Drezdenko). Dwie „nasze” drużyny czyli rezerwy Orła Międzyrzecz i Pogoni Skwierzyna  należy rozpatrywać i oceniać razem. Miały być poligony dla młodych, a okazało się, że to było pospolite ruszenie. Trenerzy pierwszych zespołów musieli uważać, żeby czas gry w pierwszej drużynie był taki, aby młodzi mogli zagrać w rezerwach, zdarzało się, że „stare repy” zamiast pomagać młodzieży sztorcowali ich pomimo swojej słabej gry. W tabeli Orzeł uplasował się na 2 a Pogoń na 4 miejscu.. Pomimo trudności brawo za zaangażowanie. Klasa B Świebodzin. Chrobry Brójce, który reprezentuje nasz powiat od samego początku nie miał pomysłu na grę. Bez wyniku ostatniego meczu okupuje ostatnie miejsce. Jeśli pocieszeniem jest pozostanie na tym szczeblu, to niech będzie i tak. Niższego szczebla już nie ma. Do zobaczenia na zielonej murawie już w sezonie 2021/22, z kibicami i bez wirusów. Prośba do kibiców - szczepcie się nie tylko dla siebie!

        Jeszcze wcześniej na boisku im dra Adama Szantruczka w Międzyrzeczu odbył się mecz finałowy o Puchar Polski na szczeblu wojewódzkim. W finale spotkały się dwa zespoły z południowej części województwa: Lechia Zielona Góra grająca w III lidze i Carina Gubin występująca w IV lidze lubuskiej, gdzie lideruje. Początek to oficjalne przemowy i odznaczenia zasłużonych dla LZPN. Z naszego miasta odznaczony został dyrektor MOSiW Grzegorz Rydzanicz. Około 200 kibiców i 50 oficjeli spodziewało się ciekawego widowiska. Mecz był niezwykle zacięty, ale sportowo widowisko marne. Nie dziwiłem się, że w jakimś momencie większość działaczy wojewódzkich postanowiła spędzić czas na zapleczu obiektu. Mecz zakończył się wygraną Lechii 2:1, a decydujące trafienie padło w drugiej części dogrywki. Cały czas podczas meczu zastanawiałem się czy trójka sędziowska to czołówka arbitrów wojewódzkich. Jeśli to miała  być czołówka, to nie dziwię się postawie sędziów w meczach ligowych. Sędziowali słabo, a każde wątpliwości rozstrzygali na korzyść zielonogórzan. Muszę przyznać, że najciekawsze i najładniejsze były medale-plakietki jakie otrzymali zwycięzcy. Do ciekawostek można zaliczyć sztaby medyczne obydwu drużyn. Stanowiły je urodziwe dziewczyny. Podchodząc do tego z humorem można przytoczyć słowa powstańczej piosenki „każdy chłopaczek chce być ranny (sfaulowany) sanitariuszki morowe panny” …

 

  Jan Wiśniewski

    

SPORTOWE WYDARZENIE NA STADIONIE

 

Piłkarze Lechii z Zielonej Góry pokonali 2:1 zawodników klubu Carina z Gubina i wygrali lubuski finał turnieju Fortuna Puchar Polski, który rozegrany został 3 czerwca na głównej płycie stadionu miejskiego w Międzyrzeczu. Międzyrzecz w tym dniu był futbolową stolicą woj. lubuskiego. Równie zacięty, co wyrównany pojedynek obejrzało około 250 kibiców i działaczy. – To największa impreza sportowa z udziałem publiczności od kilkunastu miesięcy – powiedział dyrektor MOSiW Grzegorz Rydzanicz, który był współorganizatorem sportowego wydarzenia. Zawodników, działaczy, kibiców i gości przywitała zastępca burmistrza Agnieszka Śnieg. Wśród gości na trybunach zasiadali m.in. poseł Bogusław Wontor, wicemarszałek woj. lubuskiego Stanisław Tomczyszyn, prezes Lubuskiego Związku Piłki Nożnej Robert Skowron oraz dyrektor Departamentu PROW Urzędu Marszałkowskiego Arkadiusz Dąbrowski i zastępca Dyrektora Departamentu Infrastruktury Społecznej Andrzej Ziarek, przewodnicząca Rady Miejskiej Katarzyna Budych oraz radni.

Przed pierwszym gwizdkiem sędziego wicemarszałek S. Tomczyszyn wręczył czterem działaczom Odznaki Honorowe za Zasługi dla woj. Lubuskiego, natomiast prezes LZPN R. Skowron uhonorował G. Rydzanicza  Srebrną Odznakę Honorową Lubuskiego Związku Piłki Nożnej (na zdjęciu).

 

Dariusz Brożek

 

   

 

 

 

 

 

Używamy plików cookie

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.